| Nazwa: | Architektura i muzyka |
| Miejsce: | Politechnika Wrocławska |
| Adres: | Wybrzeże Wyspiańskiego 27, 50-370 Wrocław |
| Cykl: | Leo Festiwal 2010 |
| Termin: | 20:00 wtorek 25 maja 2010 |
| Cena: | nieznana |
Opera dziecięca | Leo Festiwal
Aula Politechniki Wrocławskiej
Johann Sebastian Bach (1685-1750) - Fuga nr 9 z Kunst der Fuge BWV 1080 opr. na podstawie autografu pierwszego wydania Hermanna Diener‘a
Henry Purcell (1659-1750) - Fantasia 13 Upon One Note
Johannes Brahms (1833-1897) - I Sekstet B-dur Op.18 cz.I – Allegro ma non troppo
Iannis Xenakis (1922-2001) - Syrmos na 18 smyczków
Giacinto Scelsi (1905-1988) - Natura Renovatur na 13 smyczków
Witold Lutosławski (1913-1994) - Preludia i Fuga (fragmenty)
Philip Glass (ur. 1937) - Company for strings
Architekturą rządzą liczby. Greckie świątynie były rozmierzane według modułu stanowiącego połowę dolnej średnicy kolumny. Chrześcijaństwo przyniosło wiarę, że Bóg rozmierzył świat według Swej, jakiejś miary, a ponieważ największym osiągnięciem stworzenia są Człowiek i Natura, to należy do miary człowieka nawiązywać w budowaniu. Zauważyć to można już u architektów średniowiecza, np. Villarda de Honnecourta (XIII w.), ale przede wszystkim u architektów Renesansu. W początkach XV w. znaleziono u Benedyktynów na Monte Cassino egzemplarz dzieła antycznego architekta Witruwiusza zatytułowany „De architectura libri decem”, do którego nawiązał najwybitniejszy teoretyk i architekt tego czasu Leon Baptysta Alberti w swoim traktacie „Libri de re aedificatoria decem” – Dziesięć ksiąg o sztuce budowania”. Napisany po łacinie w latach 1447-1452 został wydany drukiem w 1485 r. we Florencji. Już około 1500 r. pierwsze egzemplarze tego dzieła dotarły na polskie ziemie.
W tym traktacie pisze między innymi Alberti: „Piękno jakiejkolwiek rzeczy jest zgodnością i wzajemnym zgraniem jej części, którą to zgodność osiąga się poprzez określoną liczbę, kształt i rozmieszczenie, tak jak tego wymaga harmonia, będąca bezwzględną i podstawową zasadą natury.”
A w innym miejscu traktatu pisze: „Z pewnością te same liczby, które sprawiają, że współbrzmienie głosu jest niezwykle przyjemne dla ucha, napełniają również rozkoszą oczy i ducha. Dlatego też wszelkie zasady proporcji zaczerpniemy od muzyków, którym liczby te są doskonale znane”.
Ot i uzasadnienie dzisiejszego koncertu zatytułowanego ARCHITEKTURA I MUZYKA.
Uważano, że piękno wynika z właściwych proporcji, bowiem zmysły rozkoszują się rzeczami proporcjonalnymi. Zauważono, że najlepszą jest proporcja, wyznaczana raczej geometrycznie niż matematycznie, a która mówi, że w podzielonym odcinku część większa ma się tak do całości, jak mniejsza do większej. Jest to proporcja nazywana Złotym Cięciem, często uważna za boską. Tą proporcją posługiwali się w projektowaniu architekci, a przynajmniej znamy analizy według niej przeprowadzone, np. fasady Pałacu Cancellaria w Rzymie, krużganków Zamku Wawelskiego, fasady renesansowego zamku w Brzegu, fasady willi Rotonda pod Vicenzą i wielu innych słynnych dzieł architektury. Tą proporcją analizowano również słynne antyczne rzeźby jak Venus z Milo czy Apollina Belwederskiego.
W wielu dziełach możemy też dostrzec, że są komponowane przy użyciu dwóch najważniejszych figur geometrycznych: koła i kwadratu. W swoich rozważaniach zawartych w rysunkach w Manuskryptach Leonardo da Vinci wrysowuje postaci ludzkie w koło i kwadrat, teoretyczne projekty budowli centralnej formuje przy użyciu tych dwóch figur, a przecież z nich się wywodzi również rozplanowanie najważniejszej i najokazalszej budowli tego czasu, bazyliki Św. Piotra w Rzymie. Na tych figurach być może rozplanował wcześniej słynną, wczesnorenesansową fasadę kościoła S.Maria Novella we Florencji Alberti.
Okazuje się, że do Złotego Cięcia nawiązał w 1942 r. w swym, mającym być podstawą nowoczesnych kompozycji, Modulorze Le Corbusier, guru modernistów XX wieku. Nie muszę przypominać, że Złotym Cięciem posługiwali się socrealistyczni architekci radzieccy w swych dziełach czasów dyktatury proletariatu.
Proporcje nazywane muzycznymi wyprowadzone z klucza Fibonacciego były również stosowane przez architektów renesansu. Można to dostrzec w rytmice otworów fasady medycejskiej willi w Poggio a Caiano, a jeden z badaczy dostrzegł to również w krużgankach dziedzińca zamkowego na Wawelu. Także badacze architektury barokowej dopatrzyli się takiej rytmiki w otworach i kolumnowych przyporach bębna pod kopułą kościoła Św. Piotra w Rzymie.
Tworzone w duchu romantycznym kompozycje Johannesa Brahmsa trafiły na takąż architekturę w budowlach stawianych jemu współcześnie w Wiedniu. Była to zarówno architektura o formach neoklasycznych (budynek Parlamentu), jak i w innych stylach historyzmu: neobarokowych (opera), neogotyckich (Kościół Wotywny i Ratusz) czy wreszcie eklektycznych, jak budynek Towarzystwa Przyjaciół Muzyki z lat 1867-1869, gdzie znajduje się niedawno odnowiona sala Brahmsa. Można oczywiście znaleźć tego odpowiedniki w tak bardzo związanym w 2 poł. XIX w. z Wiedniem Lwowie, że przypomnę klasycyzujący główny gmach Politechniki Lwowskiej, neobarokowe Kasyno Szlacheckie, neogotycki kościół Św. Elżbiety i eklektyczny Teatr Wielki. Autorowi budynku politechnicznego w uznaniu jej architektury, Juljanowi Zacharjewiczowi cesarz przyznał tytuł szlachecki. Nie była inna generalnie w tym czasie architektura Wrocławia. Można wskazać neogotycki kościół Św. Michała przy ul. Kardynała Wyszyńskiego, neobarokowy gmach dawnego sejmu krajowego
(obecnie NOT) przy ul. Piłsudskiego i może najbardziej romantyczny budynek niegdyś Biblioteki Miejskiej, po 1945 r. Biblioteki Uniwersyteckiej przy ul. Szajnochy. To może symboliczne bo w tutejszym uniwersytecie przyznano w 1879 r. Brahmsowi doktorat honorowy, a on skomponował z tej okazji Uwerturę akademicką. W Wiedniu w rozpoczynającej się twórczości wybitnego architekta Otto Wagnera pojawiają się pierwsze motywy bardziej racjonalnej architektury, choć jak wiadomo, doprowadzi ona do wiedeńskiej, bardzo pięknej secesji. Ledwo jej początków będzie tuż przed swą śmiercią świadkiem Brahms.
Dawne przekonanie, że architektura, podobnie jak jej siostra muzyka, jest córką liczby, kontynuuje się w czasach współczesnych, w dwudziestym i bieżącym stuleciu. W wielu doktrynach artystycznych i filozoficznych przetrwały niektóre wątki antyczne, myśli pitagorejskie czy platońskie, do jakich onegdaj odwoływali się Witruwiusz, czy później Alberti, a już w XX w. Le Corbusier. Ich kontynuację znajdziemy w nowoczesnych teoriach zarówno np. estetyce psychologii postaci, jak i przeciwstawnej jej psychologii atomistycznej. U ich podstaw legło to samo przeświadczenie o jednolitej strukturze budowy świata, przy czym w pierwszym przypadku sądzi się, że wszystkie procesy dążą do prostoty i jednolitości, dla drugiego zaś charakterystyczna będzie addytywność. Szczególnie interesujące są poglądy strukturalistów reprezentowane w humanistyce przez Clauda Levi-Straussa czy Jeana Piageta. Zakładali oni, że w kulturze, sztuce, języku, myśleniu istnieją pewne uniwersalne, niezmieniające się struktury. W architekturze zatem również winny one obowiązywać.
Budowle o strukturze addytywnej, charakterystyczne szczególnie dla brutalizmu, powstawały w czasach, gdy Philip Glass i Steve Reich komponować poczęli swoje dzieła. Odnajdujemy w nich również te same podstawy filozoficzne.
Architektonicznymi ich odpowiednikami mogą być realizacje Hermana Herzbergera, Aldo van Eycka, Moshe Sadfiego, czy inne bliższe nam czasowo.
Coraz większe rozdrobnienie struktur przestrzennych rodziło formy sprawiające wrażenie chaotycznych. Zgodnie jednak z ogólnym przekonaniem o obowiązywaniu we wszelkich dziedzinach sztuki i życia ogólnych praw harmonii i kosmosu zaczęto poszukiwać naukowo wyjaśnionych prawideł również dla chaosu. Sięgnięto do procesów stochastycznych, teorii gier, teorii mnogości. Efekty tego odnajdziemy licznie w architekturze. Odnosił się do nich również Iannis Xenakis zarówno w swojej muzyce, jak też jako architekt. Podobnie jak oparta o elektronicznie generowane matematyczne modele jest jego muzyka, tak elektronicznie tworzy się architekturę, czy to ostatecznie realnie istniejącą, czy też tę do końca pozostającą wirtualną.
Nowoczesną metodą okiełznania chaosu jest jego matematyka. Odwołuje się ona do samopodobieństwa i modeluje pozornie chaotyczne i bardzo skomplikowane, występujące również w naturze, formy fraktalne. Znów okazuje się, że reguły matematyczne rządzą wszechświatem, nawet pozornie nieuporządkowanymi formami; chaos również ma swoje prawa. Fraktalne formy zaś są też coraz częściej stosowane przez architektów. Odnaleźć je możemy chociażby w dziełach Franka O. Gehrego.
Dalsze rozdrabnianie struktury i przejście do skali molekularnej wiąże się w architekturze ze szczególnym zainteresowaniem nowymi syntetycznymi materiałami i ich budową. Ma ona swoje odpowiedniki w strukturach dzieł muzycznych. Pod względem przestrzennym dało to bodziec i możliwości tworzenia form ciągłych, amorficznych. Podobnie monolityczna jest nieprzenikniona ściana dźwięku u Iannisa Xenakisa, jednorodna zaś kompozycja Giacinto Scelsiego, oparta na pojedynczym
tonie, modulowanym jedynie przez mikrotonalne oscylacje. Charakter, miękkość nowych materiałów pozwalać już wkrótce będzie na przekształcalność formy dzieł architektonicznych. Eksperymenty takie prowadził na przykład Kas Oosterhuis. W podobnym kierunku zdaje się zmierzać aleatoryzm Preludiów i Fugi Witolda Lutosławskiego.
Przekształcalność jest uważana za ważną cechę nowoczesnej architektury, proponowaną już przez Ludwiga Miesa Van der Rohe w latach dwudziestych XX wieku i jest jedną z głównych architektury tzw. High-Tech. Dalece rozwinięta przekształcalność wnętrza była tym, co podkreślali w koncepcji swojego projektu Renzo Piano i Richard Rogers, autorzy paryskiego Centrum Kultury imienia Georgesa Pompidou, być może pierwszego dzieła architektury High-Tech, dzisiaj niewątpliwie jego ikony. To ta właśnie cecha przyczyniła się do wyłonienia projektu jako zwycięskiego w konkursie.
Na marginesie dodać wypada, że w bardziej praktycznym wymiarze coraz powszechniejsze są przekształcenia wiążące się z adaptacjami budowli do nowo pojawiających się potrzeb. Jest to dziedzictwo architektury postmodernistycznej, ale dzisiaj przyjmowane już przez wszelkie doktryny. Wśród słynnych rozwiązań przypomnieć wypada przekształcenie londyńskiej elektrowni w galerię Tate Modern według projektu zespołu Jacques Herzog i Pierre De Meuron, czy wiedeńskie tzw. „Gazometry”, dawne zbiorniki gazu przebudowane na budynki mieszkalne przez cztery biura projektowe: Jeana Nouvela, Coop Himmelb(l)au, Manfreda Wehdorna i Wilhelma Holzbauera.
prof. Czerner