| Nazwa: | "Głód" | Dramat |
| Miejsce: | Kino ACF Dworcowe |
| Adres: | ul.Piłsudskiego 105, 50-085 Wrocław
|
| Termin: |
Start: 20:15 poniedziałek 8 lutego 2010 do: czwartek 11 lutego 2010, codziennie o 20:15 |
| Cena: | 14.00 zł do 17.00 zł |
"Głód" (Hunger) | Dramat
O filmie
W Irlandii Północnej 5 maja 1981 roku umiera Bobby Sands, pierwszy więzień, który głodówką walczy z nieludzkim systemem więziennictwa i brytyjską okupacją. Trudny i nadal bolesny temat jest dla autora „Głodu” pretekstem do stworzenia wstrząsającej i mimo wszystko oderwanej od politycznego kontekstu, opowieści o istocie człowieczeństwa. W wielu wymiarach. Świetnie skonstruowany (seria krótkich i dynamicznych, niemal pozbawionych dialogu scen w więzieniu kontrastuje z jednym, dziesięciominutowym ujęciem, w którym bohater podejmuje decyzję o strajku) i przepięknie sfotografowany przez Seana Bobbitta film zasłużenie zbiera nagrodę za nagrodą. Bohater filmu Bobby Sands jest postacią autentyczną, liderem IRA, który na początku lat 80. rozpoczął dramatyczny strajk głodowy, żądając uznania zamkniętych w więzieniu Maze bojowników o wolność Irlandii Północnej za więźniów politycznych. W kwietniu 1981 roku, miesiąc po rozpoczęciu strajku, został wybrany członkiem Izby Gmin (zmieniono prawo wyborcze i kilka miesięcy później byłoby to już niemożliwe). Zmarł po 66 dniach wyczerpującej głodówki. Miał wtedy 27 lat.
Film Steve’a McQueena nie jest autobiografią Sandsa. Oglądamy co prawda jego przyjazd do więzienia, codzienne (niemal dosłowne) siłowanie się więźniów ze strażnikami, którzy w odwecie za wylewanie fekaliów na korytarze, smarowanie ścian odchodami, niszczenie czystych ubrań i cel, urządzają nagim aresztantom „ścieżkę zdrowia” i ostentacyjnie manifestują swoją przewagę. Oglądamy dojrzewanie bohatera do decyzji o głodówce, szokujący obraz powolnego wyniszczania jego organizmu, a w końcu śmierć, ale McQueenowi chodziło o nakręcenie filmu uniwersalnego. Z drugiej jednak strony film został przygotowany z niezwykłą dbałością o szczegóły i poprzedzony drobiazgową dokumentacją. Razem ze swoja scenarzystką Steve McQueen spędził długi czas na rozmowach z byłymi więźniami Maze oraz ze strażnikami, którzy pamiętali strajk głodowy. Czytali książki i przeglądali dokumenty. Początkowo chcieli nakręcić film pozbawiony dialogów, w bloku H, gdzie rzeczywiście zmarł Bobby Sands, co oczywiście okazało się niemożliwe. Reżyser zdecydował się jednak na pracę z niemal całkowicie irlandzką ekipą, co spowodowało – jak mówi McQueen – szczególny rodzaj napięcia na planie. W Irlandii Północnej pamięć o tamtych wydarzeniach jest wciąż żywa.
Uhonorowany prestiżową canneńską Złotą Kamerą za najlepszy debiut Steve McQueen nie jest artystą „znikąd”, choć rzeczywiście dotąd nie zrealizował żadnego filmu fabularnego. Jego nazwisko znane jest przede wszystkim bywalcom prestiżowych galerii sztuki od Tate po Centrum Pompidou i Muzeum Guggenheima, a sam McQueen jest cenionym artystą wizualnym.
- Kiedy Jan Younghusband z Channel 4 zetknął się ze mną na początku 2003 roku nie było jeszcze wojny w Iraku, historii więźniów z Guantanamo Bay i Abu Graib, ale teraz, po czasie pojawiły się aż nadto widoczne podobieństwa między losami mojego bohatera a współczesnością. Historia się powtarza, a wielu ludzi ma świeże wspomnienia podobne do tych, które opisuje mój film. Musimy pamiętać, że takie rzeczy jeszcze niedawno działy się w Wielkiej Brytanii – mówi McQueen.
Film McQueena nie jest oczywiście apologią bojowników IRA, nie jest też tylko historią o wynaturzeniach w angielskim systemie więziennictwa. Symbolicznego znaczenia nabiera tu pokazane z detalami w ostatniej części stopniowe umieranie ciała - żyjemy w świecie coraz to nowych fanatyzmów, których efektem, zdaje się mówić reżyser, jest nasza powolna agonia. Tytułowy głód ma przecież nie tylko sens dosłowny - w filmie McQueena obie strony "wojny" chcą po swojemu rozumianej sprawiedliwości. Paweł T. Felis, Moralny terror, głód moralności, „Gazeta Wyborcza”