| Nazwa: | Piotr Bosacki - Traumtagebuch | spotkanie/performans |
| Miejsce: | Centrum Sztuki WRO |
| Adres: | ul. Widok 7, 50-052 Wrocław |
| Termin: | 18:00 środa 24 marca 2010 |
| Cena: | darmowe |
Piotr Bosacki - Traumtagebuch | spotkanie/performans
Rysunki: Wojciech Bąkowski
Platforma Widokowa - cykl pokazów
Piotr Bosacki (ur. 1977), ukończył Państwową Szkołę Muzyczną II st. im. Fryderyka Chopina w Poznaniu i Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu. Pracuje na macierzystej uczelni w Katedrze Intermediów (Pracownia Transformacji Przestrzeni i Mediów).
Zajmuje się sztukami wizualnymi, filmem animowanym i kompozycją muzyczną. Jest członkiem Grupy KOT (koncerty audioperformans). Należy również do grupy PENERSTWO. Jego utwory muzyczne wykonywane były m. in. w Galerii Szyperskiej, Starej Rzeźni, Muzeum Narodowym oraz Auli Nova w Poznaniu. W 2007 roku wydał płytę z utworami Mały zwój, Ćwiczenia z kontrapunktu, Pipy lalek.
O swojej książce artysta pisze w ten sposób:
Mój "Traumtagebuch", czyli dziennik snów, to jest książka, która powstała w zasadzie przypadkowo. Sprawa zaczęła się od innej książki. W 2008 roku Michał Lasota, kustosz Galerii Stereo, zarządził, że wydajemy (my, to znaczy członkowie grupy Penerstwo) książkę "Dobre do domu i na dwór". Książka polegała na tym, że każdy z nas miał w niej około dwudziestu stron do dyspozycji i zamieszczał tam, co mu się podoba. Ja początkowo chciałem zamieścić tam jakieś rysunki, ale nie zdążyłem ich narysować. Nagle do ostatecznego terminu oddania materiałów zostało dwa dni, a ja nie miałem nic. Zastanawiałem się więc gorączkowo, czym wypełnić te dwadzieścia stron. Wtem przypomniało mi się, że ja mam taki zeszycik, w którym od czasu do czasu zapisuję sny. Innego pomysłu nie miałem. Wydrukowaliśmy sny. Kolegom spodobał się ten pomysł, zwłaszcza że forma i treść tych moich snów była właściwie dla wszystkich czymś niespodziewanym. Potem Lasota wpadł na pomysł, żeby wydać kolejną książkę, w której będą tylko moje sny i rysunki Bąkowskiego. Tak zaczęły się prace nad "Traumtagebuch". Oczywiście kiedy stało się jasne, że muszę brać się do roboty, natychmiast przestałem śnić. Nic mi się nie śniło. Na szczęście, miałem tyle materiału z poprzednich dwóch lat, że wystarczyło na książkę. Z Bąkowskim umówiliśmy się tak, że ani on nie wie, co ja piszę, ani ja nie wiem, co on rysuje. Było wiadomo, że jakieś podobieństwa między tym co robimy objawią się siłą rzeczy, ponieważ znamy się od dawna i myślimy o podobnych sprawach. "Traumtagebuch" jest jakby efektem mojej działalności ubocznej w tym sensie, że ja nigdy nie miałem żadnych ambicji literackich, a wydawniczych to już w ogóle. Ale właśnie ten dystans bardzo ułatwił mi pracę nad książką. Właściwie ani przez moment nie zastanawiałem się, czy te moje zapiski spodobają się komuś, czy nie. Przypuszczam, że dzięki temu uniknąłem wielu udręk.
