Dotleniające przedstawienia w Teatrze Lalek, czyli „Ziemianie”

„Ziemianie” to spektakl o charakterze ekologicznym w reżyserii Leny Frankiewicz, adresowany do dzieci od szóstego roku życia,  do zobaczenia na scenie kameralnej Teatru Lalek. Realizatorzy lojalnie zapowiadają: „W spektaklu wykorzystywany jest dym sceniczny, głośna muzyka i dynamiczne światła. Ze względu za koncepcję scenograficzną spektaklu, na widowni nie ma krzeseł. Miejsca siedzące są na podestach”.


Spektakl jest próbą zwrócenia uwagi na naturę, którą rujnujemy zatruwając powietrze, wodę, glebę. To opowieść o tym, że można żyć inaczej – oszczędniej, rozsądniej. Zamiast wyłącznie brać – dawać. Zamiast niszczyć – tworzyć. Autorem tekstu jest Jarosław Murawski, scenografię i kostiumy stworzył Michał Dracz, muzykę Kamil Pater, choreografię Izabela Chlewińska.

Wśród postaci dramatu znajdujemy: kwiatka, pszczołę, klimat, smog. Ciekawie upersonifikowane tworzą świat dotleniającego przedstawienia, które zanim nas pięknie i pomysłowo dotleni, to mocno wszystkich oczadza i osacza.

W spektaklu występuje Smog Podwawelski (w tej roli doskonały, jak zawsze, Tomasz Maśląkowski) wyrazisty, zabawny, czasem przerażający. Nosi smoging , a nie kożuch, jak przystało na smoga. Potem zamienia się w rój pszczół. Klimat (Grzegorz Mazoń) płacze na widzów moszcząc się na podeście obok nich, maleje, topi się wraz z upływem czasu i zdarzeń. Krzykliwy Minister Bull Dogerre (także Grzegorz Mazoń) zabija żubra, a potem wyznaje, że lubi tradycję, zwłaszcza martwą. Rozedrganą Gardenię (Agata Cejba- gościnnie) obserwujemy w szpagacie i w songu o rui. Świetna Pszczoła ( w tej roli Anna Makowska- Kowalczyk) wciąga dzieci na scenę i stawia powalone drzewa.

Wszyscy bohaterowie bajki ekologicznej są tacy jacyś podkręceni, jakby oddychali mieszaniną helu, ale kto wie czym oddychają ( a my wraz z nimi)? Smog zapewnia nam wciąż nowe opary dymu podgrzewając piec- kozę. Szkoda, że wątek żubra dramatycznie przepada zanim zdąży się rozpocząć.  Nie wiem, czy jest to przedstawienie w pełni czytelne dla dzieci i czy aktualność tematu nie jest zbyt natarczywa.
Ale finał rekompensuje niedostatki, trudy siedzenia na podestach, wchłaniania smogowego dymu i słuchania ministerialnych dyrdymał z cyklu: lubię tradycję, zwłaszcza martwą. Ono ratuje całe przedstawienie, dotlenia je pierwszorzędnie i oczyszcza. Nie zdradzę jak kończą się „Ziemianie”, wspomnę tylko, że podobny pomysł wykorzystywany był osiem lat temu, na tej samej scenie w spektaklu Krzysztofa Grębskiego „Mozart listy pisze”.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk