Dzieło wyciosane z pnia drzewa i zagrane na trzcinie

Dzieła sztuki wyciosane z pni drzew grasują na scenie Wrocławskiego Teatru Lalek. Wśród nich są  słonie, goryle, pawian,  hipopotam, krokodyl, żyrafa, pyton, wilk, koń, krowa, kot…

Stworzenia ożywiają aktorzy ubrani w czarne, nakrapiane zielonością stroje autorstwa Inez Krupińskiej. Widzowie, i to nie tylko ci najmłodsi, wpadają jak śliwka w kompot w wykreowany przez nich świat, a potem już w każdym pniu czy drzewie widzą potencjalne zwierzę. A wszystko to za sprawą Józefa Wilkonia– scenografa, ilustratora, malarza, historyka sztuki, który w kłodzie drewna, kawałku rosochatego konara albo zwykłym badylu potrafi dostrzec to, czego inni nie widzą. W spektaklu „Co krokodyl jada na obiad?” w reż. Jarosława Kiliana jego ożywione rzeźby oczarowują każdego. Muzyka skomponowana przez Joszko Brodę- grającego na trzcinie, liściu, 37 fujarach i skrzypcach- doskonale rymuje się z drewnianymi lalkami.

Przedstawienie na motywach „Takich sobie bajeczek” Rudyarda Kiplinga kusi młodych teatromanów już samym pytaniem zawartym w  tytule: „Co krokodyl jada na obiad?”. Przedstawienie składa się z dwóch części. Pierwsza opowiada o dociekliwym słoniątku szukającym odpowiedzi na pytanie: Co krokodyl jada na obiad? Druga – to historia kota, który chodzi swoimi ścieżkami i nie daje się oswoić.

Jarosław Kilian- reżyser przedstawienia- sięgnął do tradycji baśni, które nie tylko bawią, ale i uczą. Zaadaptował na scenę dwie z nich. Historie włożył w usta Bajarza-szamana.To on przenosi widzów do  początków świata i zjawisk przyrody, objaśnia początki cywilizacji. Snuje swoją opowieść i  sprawia, że rzeźby Józefa Wilkonia ożywają. Słowem, nie sposób przejść obojętnie obok najnowszej sztuki dla dzieci przygotowanej przez zespół WTL.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk