Dziewiąta Symfonia na radosny początek

Relacja z koncertu w ramach 51. Wratislavii Cantans

To był weekend, z którego czary obficie wylewały się wydarzenia kulturalne. Łatwo można było się nimi odurzyć i zauroczyć lub odwrotnie. Plac Wolności mienił się różnymi kolorami i dźwiękami, budynek Narodowego Forum Muzyki przeżywał oblężenie od wewnątrz i z zewnątrz. A wszystko to za sprawą Wratislavii Cantans  i „Alchemii  światła”.  O widowisku multimedialnym pisaliśmy już wcześniej. Teraz słów kilka o festiwalu muzyki oratoryjno- kantatowej.

Inauguracja 51. Międzynarodowego Festiwalu im. Andrzeja Markowskiego Wratislavia Cantans  odbyła się w sobotę. Dzień później na Sali Głównej NFM zabrzmiała „Dziewiąta Symfonia” Beethovena. Giovanni Antonini filuternie prowadził Kammerorchester Basel. Najpierw finezyjnie, potem jak szermierz wodził szpadą i podkręcał tempo. Pierwsza, druga i trzecia część symfonii znacznie bardziej przypadła mi do gustu. Wymowne pauzy, nagłe ściszenia świetnie budowały napięcie. Potem poczułam się nieco przytłoczona ilością i głośnością dźwięków. Z mojego miejsca na trzecim balkonie widziałam jak muzycy, szczególnie skrzypaczki i altowiolistki, tańczą ze swoimi instrumentami nie tracąc kontaktu z krzesłami. Dałam się ponieść chórowi i solistom, choć nie urzekli mnie, jak to często bywa w NFM.

IX Symfonia d-moll op. 125 Ludwiga van Beethovena to ostatnia ukończona symfonia tego kompozytora i zarazem jedno z najsłynniejszych i najwybitniejszych dzieł muzyki poważnej. Znana także jako „Symfonia radości”, popularna jest głównie dzięki finałowej kantacie do słów „Ody do radości” Friedricha von Schillera. Wysłuchanie jej podczas Wratislavii Cantans było dużą przyjemnością nieco tylko przyprawioną zbyt dużym oczekiwaniem na całkowite zauroczenie.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk