Gwiazda w słuchawkach

Monodram Macieja Tomaszewskiego we Wrocławskim Teatrze Współczesnym

Lubię monodramy, szczególnie wtedy, gdy są one wkomponowane w umiejętności znakomitego aktora. Wtedy wszystko gra. Utwór brzmi szeroką skalą barw i wszelkie dodatki wydają się zbędne. „Gwiazda” to dramat Helmuta Kajzara , monolog wewnętrzny dojrzałej aktorki, która próbuje przypomnieć sobie grane role, gesty, słowa. Strzępy wypowiadanych ról, słyszane myśli, samotność, rozczarowanie życiem nasyca treścią Maciej Tomaszewski wcielając się w rolę kobiety.

Na Scenie na Strychu Wrocławskiego Teatru Współczesnego od 24 września  można oglądać „Gwiazdę” w reżyserii Krzysztofa Czeczota. Spektakl, w którym oprócz znakomitej gry aktorskiej Macieja Tomaszewskiego znajdziemy m .in.  świecące na niebiesko słuchawki, szczelnie przyciskające uszy widzów, słyszane w nich głosy myśli bohatera, widziane w tle sceny wizualizacje, szafę z ubraniami, toaletkę z lustrem, kanapę, fotel, futro i zaskakujące, filmowe zakończenie.

Na widownię wchodzę uzbrojona w podświetlone na niebiesko słuchawki. Wyłączam telefon komórkowy, inni przełączają go na tryb samolotowy. Głos w słuchawkach ostrzega przed zakłóceniami w odbiorze, które może spowodować wyciszona komórka. Siedzę, słucham delikatnych dźwięków i instrukcji. Gdy gasną światła na scenę wchodzi aktor w czerni. Potrzebuję trochę czasu żeby oswoić się z kosmicznie wyglądającą publicznością z niebieskimi uszami. Ustawiam odpowiedni poziom głośności i oddaję się w ręce „Gwiazdy”. Aktorka- a właściwie wcielający się w nią aktor- zarzuca widzów strzępkami wspomnień, ról i dialogów. Dzieli się swoim rozgoryczeniem i samotnością. Wizualizacje Jakuba Lecha i muzyka grana na żywo przez Adama Milwiw-Barona oraz Pawła Konikiewicza dopełniają i pogłębiają przestrzeń sceniczną. Historia gwiazdy zaciekawia, a głosy w słuchawkach, z którymi dialoguje postać, nakładają kolejną warstwę skomplikowania spektaklu. Dźwiękowa ścieżka, którą może podążać widz jest czasem niewygodna, bo słuchawki trzymane na głowie przez blisko półtorej godziny mogą uwierać. Ale można z ich szczelnego zacisku czasem rezygnować. Aktor słyszany w formie bezsłuchawkowej jest równie fascynujący, może trochę odleglejszy, ale równie przekonywujący.

W spektaklu realizatorzy wykorzystują fragmenty „Gwiazdy” Helmuta Kajzera, przedstawienia Teatru Polskiego Radia z 1976 roku, w wykonaniu Tadeusza Łomnickiego i w reżyserii Zdzisława Wardeja.

tekst: Dorota Olearczyk
fot: mat. organizatorów