Marek Dyjak | koncert we Wrocławiu | bilety

Miłośników talentu Marka Dyjaka zapraszamy 16 listopada do Sali Gotyckiej na kolejne muzyczne spotkanie z utworami z ostatniego albumu artysty oraz jego najbardziej znanymi piosenkami.


Po udanej wiosennej trasie, Marek Dyjak rusza w kolejną, jesienną odsłonę koncertową albumu „Pierwszy Śnieg”.  To kolejna szansa na sprawdzenie jak  nowe kompozycje wybrzmiewają na żywo, to okazja do ponownego zanurzenia się w świat  pięknych interpretacji Marka Dyjaka. Nie zabraknie oczywiście największych „hitów”, dzięki którym Dyjak pojawił się na muzycznej mapie Polski.

„W nowej muzyce Dyjaka słychać ulicę, podwórko, dom, szemrane i przegrane imprezy, na których z przyjaciółmi śpiewa się zdartym, ale pełnym głosem. Niech nikogo nie zmyli pozorne zmęczenie i charczenie. Dyjak to zawodowiec, który urodził się do tego, by stać przy mikrofonie i opowiadać.”

Jacek Świąder Gazeta Wyborcza

Swoje robią jazzujące aranżacje i znakomita gra akompaniujących instrumentalistów, zwłaszcza trębacza Jerzego Małka, skądinąd też aranżera i producenta płyty. Dobrze to zrobiło samym piosenkom, które w tej oprawie i w tym wykonaniu nabierają szczególnego uroku i mocy. W efekcie mamy kto wie czy nie najlepszą płytę w dorobku Dyjaka.

Mirosław Pęczak, Polityka

Typowe dla Dyjaka „wypruwanie flaków” dotyczy momentów autobiograficznych. Tradycyjnie artysta nie daje sobie najmniejszej taryfy ulgowej. Przeprowadza słuchacza przez kolejne, często bolesne, wersy, w których możemy oczekiwać jednak pewnego oczyszczenia.

Katarzyna Paluch, Onet


Kiedy:

czw., 16 listopada 2017, 20:00


Stary Klasztor
Sala Gotycka
ul. Purkyniego 1,
50-155 Wrocław


Bilety:

40 zł / 50 zł 


Marek Dyjak biografia 

Marek Dyjak urodził się 18 kwietnia 1975 roku. Skończył zawodówkę i zdobył papiery hydraulika. Wystarczyło kilka rzeczy, by życie było pełne i szczęśliwe – robotnicze życie, żona robotnicza, robotnicza klitka w bloku. Zwykłe, proste życie, bez dłubania w niuansach duszy i serca. Chciał więcej.

Sam siebie nazywa barowym grajkiem. „Najbardziej prawdziwy głos na polskim rynku muzycznym” – tak ocenia go krytyczka muzyczna, nauczycielka śpiewu Elżbieta Zapendowska. Głos na granicy desperacji, krzyku i rozpaczy, nic sobie nie robi z takiej czy owakiej konwencji. Dyjak to Dyjak – mówią przyjaciele; facet, który żył po bandzie, pił po bandzie, aż dotarł do końca drogi. On też tak czuł.

W 2008 roku na Wielkanoc przymocował do drzewa linkę holowniczą. Pogotowie stwierdziło zgon. Obudził się po kilku dniach w śpiączce, nic nie pamiętał.

    Nie każdemu odpowiada styl bycia Dyjaka, choć od trzech lat nie pije i walczy z nałogiem to wciąż pozostaje sobą – i na tym polega jego niezwykły fenomen, który przyciąga koneserów dobrej muzyki. Bywały w jego karierze momenty, w których muzyk mógł iść za ciosem – wbić się na potocznie zwany „artystyczny świecznik”. Wolał jednak iść własną drogą, nie zawsze łatwą lecz kierowaną przez siebie samego, nie oddał swojej kariery w cudze ręce. Niektórzy widzą w tym artystyczną pozę – Dyjaka wyklętego, samotnika i indywidualistę. Mocnym głosem, śpiewa równie mocne utwory, w których – jak mówią sami fani – jest krew, żółć i łzy. Na rynku papierowych supermenów jest zjawiskiem – ocenia Jan Wołek.

Ma za sobą wiele koncertów w całym kraju. Na co dzień występuje z trębaczem Jerzym Małkiem, pianistą Markiem Tarnowskim, kontrabasistą Michałem Jarosem oraz perkusistą Arkiem Skolikiem, ale nie są mu obce koncerty wyłącznie z gitarą. Dyjak jest jak prawdziwy buntownik, co to rzuca się głową naprzód, a dopiero potem podlicza bilans zysków i strat. Takie są też jego koncerty – zero taryfy ulgowej, śpiewa to, co czuje i myśli, nawet jeśli taki ekshibicjonizm sporo go kosztuje.