Mistrzowsko, o tym, jak pogodzić się ze stratą

W niedzielę byliśmy w piekle, niebie i teatrze w tym samym czasie. Niezwykłą podróż przez kręgi królestwa szatana zaproponowali widzom Wrocławskiego Teatru Lalek realizatorzy premierowego przedstawienia „Piekło- niebo”. Sztukę wzruszającą, zagęszczoną tematami trudnymi, z psychologiczno- filozoficzną smykałką, słoneczną perspektywą krańcowej ostateczności i wybornymi kreacjami aktorskimi wymyślili  Maria Wojtyszko – dramaturg i Jakub Krofta – reżyser. Do współpracy zaprosili oni Matyldę Kotlińską, Agnieszkę Zdonek (scenografia), Grzegorza Mazonia (muzyka), Anetę Jankowską (choreografia), Damiana Pawellę (reżyseria świateł), Jakuba Lecha (projekcje) i wyszło im coś, obok czego nie sposób przejść obojętnie, coś , co pachnie wariacją na tematy bliskie bułhakowskiemu „Mistrzowi i Małgorzacie”. Pan Bóg ze swoją wesołą świtą, Lucyfer ze swoją nerwową, mało rozgarniętą bandą demaskują ludzkie słabostki, ale przede wszystkim mają utrapienie z Jolą.

Jola- to mama siedmioletniego Tadzia, znana miłośnikom muzyki klubowej jako DJ Daję Radę. Samotnie wychowuje synka. Pewnego dnia, wracając z koncertu, ginie w wypadku samochodowym, trafia do nieba…
i tu rozpoczyna się historia buntu, niezgody, poszukiwania dróg powrotu na ziemię.  Jest zabawnie, strasznie, rozczulająco, demaskatorsko, współcześnie. Wspólnie z bohaterką przeżywamy stratę i próbujemy się z nią pogodzić.

W ciekawych, nowoczesnych, industrialnych ramach sceniczną opowieść trzymają projekcje. Bogate wizualizacje ukazują się na kilku płaszczyznach jednocześnie, przenikają się, wywołują efekt trójwymiarowości. Nagłe wyjście bohaterów z piekła na scenę Wrocławskiego Teatru Lalek, gdzie właśnie odbywa się przedstawienie lalkowe o lisku i gąsce (albo kaczuszce, to nie ma znaczenia) wprowadza efekt zaskoczenia i nową perspektywę.

Świetne kreacje aktorskie: Jolanty Góralczyk (Diablicy Manii) , Krzysztofa Grębskiego (ojca Joli), Agaty Kucińskiej (mamy Tadzia), Konrada Kujawskiego (ciężko myślącego Belzebuba), Patrycji Łaciny- Miarki (anioła z brodą), Sławomira Przepiórki (zniewieściałego anioła), Tomasza Maśląkowskiego- (ludzkiego Boga), Marka Koziarczyka (zbuntowanego diabła), Anny Makowskiej- Kowalczyk (Matki Boskiej i głosu Tadzia) wciągają widzów dorosłych i młodszych w niezwykły świat przygód postaci umieszczonych gdzieś między piekłem, a niebem.

Nieoczywiste zakończenie wyciska niektórym łzy z oczu.
Teraz na każdą świnkę morską możemy patrzeć jak na potencjalnego dziadka, a na zapadnię, która pamięta czasy Wiesława Hejno,  jak na drzwi do piekła.

Brawo dla twórców i realizatorów. Takie spektakle z tak wieloma płaszczyznami odniesienia przynoszącymi satysfakcję i wzruszenie młodym i starszym potrafią wyczarowywać chyba tylko we Wrocławskim Teatrze Lalek.

I jeszcze opracowują świetny program z propozycją twórczych zabaw opartych na kanwie przedstawienia. Czego chcieć więcej?

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk