O pogłębianiu relacji ze zwierzętami we Wrocławskim Teatrze Współczesnym

Deski, mchy, kryształki i trzy psy na scenie w „Kotlinie” Agnieszki Olsten

„Kotlina” w reżyserii Agnieszki Olsten na podstawie powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych” to najnowszy spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Deski, mchy, kryształki, trzy psy na scenie sprzyjają metafizyczno – groteskowym rozważaniom na temat cierpienia zwierząt. Dwuaktowe przedstawienie umieszcza widza w rozległej, ekologicznej, organicznej, wydłużonej przestrzeni sceny jak w geograficznej kotlinie i zmusza do pogłębienia relacji i jakości więzi ze zwierzętami.

Spektakl w dość elastyczny, swobodny i improwizacyjny sposób nawiązuje do książki Olgi Tokarczuk. Agnieszka Olsten- reżyserka „Kotliny”- niektóre sceny rozbudowuje, inne pomija. Akcja pierwowzoru rozgrywa się w Kotlinie Kłodzkiej. Główną bohaterką jest Janina Duszejko, której pasją jest astrologia, a wielką miłością wszelkie zwierzęta. Gdy dzieje im się krzywda, Janina staje w ich obronie i upomina się o szacunek dla nich. Jak łatwo przewidzieć, nikt nie przejmuje się kobietą, która uważa, że świat jest odbiciem tego, co zapisane w gwiazdach, a w wolnych chwilach czyta Williama Blake’a. Gdy w okolicy zaczynają umierać kłusownicy i krzywdziciele zwierząt, policja ignoruje teorię Janiny na temat motywu i sprawcy zbrodni. Traktuje ją jak nieszkodliwą dziwaczkę.

W przedstawieniu historia Janiny utkana z pięknych dźwięków, delikatnego światła, organicznej scenografii, soczystych dialogów aktorskich zyskuje nową wartość. Obecność trzech psów na scenie wyznacza inną perspektywę patrzenia na zwierzęta i na człowieka.

W pierwszej scenie – Kolo, Santos i Wena (trzy psy wytresowane przez Krzysztofa Tatara) przechadzają się swobodnie po drewnianych nieco omszałych deskach. Słychać ich pazurki stykające się z drewnianą powierzchnią. Widzowie powoli przyzwyczajają się do widoku psów na scenie tak jak i psy powoli oswajają się z oświetleniem. Słychać dźwięki wiosennej łąki, dziwne mlaskania, pochrząkiwania, postękiwania, pohukiwania…Gdy na scenie pojawiają się aktorzy, ludzko- zwierzęcy świat zaczyna współistnieć na warunkach wzajemnej akceptacji.

Oglądając niektóre sceny, widziałam ludzkie zwierzę i zezwierzęconego człowieka. Słyszałam pięknie śpiewane pieśni i widziałam zaskakujący taniec nad trupem- manekinem. Śmiałam się z groteskowej ekologiczności i doceniłam estetyczną nagość aktorów. Z teatru wyszłam z odczuciem przeżycia czegoś intrygującego, mistycznego i istotnego.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: mat. org.