„Panna Nikt” we Współczesnym

Samobójstwo. Kto winien?

Wrocławski Teatr Współczesny wystawił „Pannę Nikt” w reżyserii Pawła Passiniego. Realizatorzy zachwycili pomysłem na pokazanie opowieści o samobójstwie 15- latki. Wizualnie, aktorsko, konceptualnie i wrażeniowo spektakl zasługuje na największe uznanie.

Powieść Tomka Tryzny, po którą sięgnęli reżyser Paweł Passini i dramaturg Artur Pałyga już w latach 90 wzbudzała wiele kontrowersji. Czesław Miłosz chwalił książkę, określając ją jako potrzebną i ważną, polską realizację nurtu postmodernizmu w literaturze. W 2017 roku opowieść o Marysi Kawczak zdaje się być równie ważna i aktualna.

Akcja spektaklu dzieje się w rozpadlinie, którą tworzy olbrzymi obrys ciała ludzkiego, jaki można obserwować w czasie kryminalnego dochodzenia. Postaci dramatu wchodzą do szczeliny, obchodzą ją, grają w niej i obok niej jakby naznaczeni i dotknięci tragedią w sposób szczególny.

Znakomita galeria postaci (wychowawczyni, pedagog szkolny, mama i tata Marysi, tata i mama Ewy, mama Kasi) pojawiają się z ważnymi tekstami i zanikają, zdaje się, że celowo zarysowują jedynie wątek swojej postaci, żeby nie odwracać uwagi od tematu Marysi, Kasi i Ewy.  Widz zadaje sobie pytania o szkołę, rodzinę, religię. Czy któraś z tych instancji mogła uratować dziewczynę?

Do świata dziewcząt wymyślonego przez Tryznę wprowadzona jest postać Pana Nikt, komentatora, pisarza, autora (w tej roli bardzo dobry Krzysztof Boczkowski). Wszystkie role są potrzebne i trafione, aktorsko świetne, a kreacja Marysi (Katarzyna Pietruska) i Kasi (Aleksandra Karpiuk) – znakomite, przekonywujące, prawdziwe, urzekające.

Trzygodzinny spektakl nie ma fragmentów nużących. Zagęszczony, naładowany emocjonalnie do granic wytrzymałości i przykuwający do fotela zmęczyłby widza ogromnie, gdyby nie dwie piosenki, które pulsują rytmem mantry i  gitarowego, akustycznego brzmienia.

„Panna Nikt” WTW to spektakl dla młodzieży, rodziców, właściwie dla wszystkich, którym nie jest obcy bunt młodzieńczy i problemy wieku dojrzewania. Stawia pytania i zostawia z nimi widza w obłędzie finałowego korowodu.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk