Ponura polskość w „Garniturze prezydenta”

Recenzja spektaklu premierowego we Wrocławskim Teatrze Współczesnym

„Garnitur prezydenta” można oglądać na Dużej Scenie WTW od 5 marca 2016 roku. Sztuka  Maliny Prześlugi wyreżyserowana przez Cezarego Iberę nie pozostawia obojętnym. Dotyka problemów: manipulacji, polityki, społeczeństwa, psychologii tłumu, nardu, polskości i poddaje je reinterpretacji.

W programie „Garnituru prezydenta” znajdujemy takie oto wypisy z „Psychologii tłumu” Gustawa Le Bona w przekładzie Bolesława Kaprockiego. „Tłum to nagromadzenie miernoty, nigdy zaś inteligencji”, „Tłum, będąc zawsze bezimienny, jest tym samym i nieodpowiedzialny”, „Jednostka w tłumie to ziarnko piasku wśród innych ziarenek, którym wiatr miota według własnego kaprysu”, „Twierdzenie dopiero wtedy wywrze pożądany wpływ, kiedy będzie ustawicznie powtarzane w tej samem formie. Po pewnym czasie zaczynamy wierzyć w ustawicznie słyszane zdanie, bez względu na to, czy wypowiedział je człowiek mądry czy głupi.”

Tekst sztuki zarzuca widza innymi lotnymi hasłami: „Ludzie zawsze patrzą w stronę autobusu, którego nie ma”, „chciałbym żeby była wojna, umarłbym dla idei”, „wiedziałeś, że bocianki są tutaj symbolami?”, „ w radio mówili, że kupa z nieba, wiatr ze wschodu”.

W „Garniturze prezydenta” aż roi się od symboli. Wśród bohaterów historii znajdujemy: Bocianka, Orzełka, który pytany o zdanie odpowiada zwykle, że patrzył w drugą stronę, Słowackiego i Mickiewicza, Bardzo charakterystycznego człowieka.

W spektaklu ważną rolę odgrywają także elementy teatru lalkowego- maski owiec i baranów,  animacja kostiumem- garniturem. Na scenie stoją toi-toiki mieszkadełka, czasem na ich ścianach pojawiają się projekcje, ciche songi śpiewane są przez siedzących na fotelach Bocianka i Orzełka, w tle zwisają buty… Jednak najważniejsza okazuje się ptasia kupka wywołująca skandal i wojnę.

Twórcy wprowadzają także na scenę dziecko. Finałowa scena z udziałem chłopca robi duże wrażenie. Słyszmy wiersz Władysława Bełzy „Katechizm dziecka polskiego”.  Pytania zadają owce i barany , a dziecko odpowiada. Kwestia -W co Ty wierzysz? – pozostaje bez odpowiedzi.

Mocnemu finałowi dorównuje początek z odśpiewaniem hymnu i olbrzymią flagą puszczoną falą jak na meczu piłkarskim nad głowami widowni.

Przedstawienie rozpoczyna się patetycznie, potem jest zabawnie i wesoło, a  wraz z rozwojem akcji coraz bardziej smutno, złowieszczo i przygnębiająco. Po spektaklu pozostaje ponury obraz Polski. Pesymizm wylewa się drzwiami.

Czy taki zamiar miał reżyser? Jeśli tak, to brawo, udało się  w całej rozciągłości dwóch godzin trwania przedstawienia, a nawet długo po nim.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk