W chłodny, czwartkowy wieczór w Centrum Reaktywacji Kultury odbył się koncert promujący nową płytę zespołu Woody Alien z Poznania zatytułowaną „Microgod”. Jako support zagrał zoltar. Oba zespoły rozgrzewały publikę niesamowitym alternatywnym basowym uderzeniem.
Jako pierwszy zagrał zespół młodszy, dysponujący repertuarem skromniejszym, ale za to ciekawym pod względem zasięgu gatunkowego. Dla osób, które wcześniej nie miały styczności z triem z Kępna, musiało to być nie lada wyzwanie – wyraźne zapożyczenia z nurtu jazzowego, wirtuozeria basisty, Łukasza Solarka, wspomagana przez trzy różne efekty, a do tego kosmiczne sample rodem z
„Akademii Pana Kleksa”. Jednak to nie trudność z klasyfikacją muzyki granej przez zespół przeszkadzała zebranym. Można by się spodziewać, że niewielka przestrzeń, na jakiej odbywają się koncerty w CRK, powinna zachęcać do interakcji z zespołem. Tutaj zaważył brak wokalisty – tego wyraźnego znaku, za którym podążyłby rozentuzjazmowany tłum. Pomimo tego na mnie zespół zrobił duże wrażenie.
Po krótkiej przerwie ponownie usłyszeliśmy potęgę gitary basowej – tym razem, miast kunsztu, rozkoszowaliśmy się mocnymi, prostymi i regularnymi zagraniami Marcina Piekoszewskiego. Dodatkowym plusem był również jego krzykliwy, acz niezbyt piękny głos. Tutaj więc i efekt wśród zebranych widzów był lepszy – nastąpiło wyraźne poruszenie. Kompanem Marcina był Daniel Szwed, perkusista, którego gdybym nie widział, oskarżyłbym o posiadanie co najmniej jednej kończyny więcej. Razem, niezmordowanie, wypełniali pomieszczenie ciężkimi dźwiękami. Co do materiału z nowej płyty, to zespół utrzymuje stały poziom i ceniony jest za niezmienny styl. Z drugiej strony jednak, po przesłuchaniu poprzednich dwóch krążków, odłożyłem je na półkę, i to samo stało się z trzecią – ich muzyka nie porywa, szybko się nudzi.
Podsumowując cały wieczór, skłonny jestem uznać muzyczne umiejętności Woody Aliena, ale po trzeciej płycie, czyli całkiem sporym dorobku tego artysty, spodziewałem się i zdolności scenicznej. Pewnej szczególnej umiejętności, która pozwala zamienić stojący tłum w żywy organizm, który bawi się, raduje i współtworzy całą imprezę – choć może to był wyjątek i tu wrocławska publika zawiodła… Z drugiej strony zoltar, z niedużym repertuarem, zachwycił mnie świeżym podejściem i ciekawym wykorzystaniem gitary basowej. Bo tego akurat było najwięcej wieczorem – dużo, dużo basu.
Tekst: Marcin Seweryn
Foto: Materiały prasowe