Chick Corea gra, a my śpiewamy

czwartek 11 maja 2017




Wystarczyło, żeby 53. Jazz nad Odrą dopłynął do portu i przycumował dyskretnie w oczekiwaniu na kolejne święto muzyki improwizowanej we Wrocławiu, a tu do Katowic przypłynął, może Rawą, wybitny pianista i kompozytor - żywa legenda muzyki jazzowej, jeden z najważniejszych pionierów fusion, 22-krotny zdobywca Nagrody GRAMMY, twórca legendarnej grupy Return to Forever, grywający solo z takimi mistrzami jak: Bobby McFerrin, Pat Metheny, Dave Holland, Herbie Hancock. I całe szczęście, że 75. letni charyzmatyczny pan zatrzymał się nieopodal Spodka (w którym to cyklicznie odbywa się jeden z najstarszych w Polsce i jeden z największych na świecie, festiwal muzyki bluesowej) w gmachu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, tzw. NOSPR-e. Zatrzymał się na dwie godziny, żeby zachwycić bezpretensjonalnością i brzmieniem muzyki improwizowanej. Publiczność po dwuczęściowym koncercie nagrodziła artystów długimi brawami na stojąco. 

Jazz ponoć płynie Odrą , a blues Rawą, ale w budynku NOSPR-u nad Rawą mogą z powodzeniem występować jazzmani, bluesmani, symfonicy i inne gwiazdy eklektycznej i klasycznej muzyki. To miejsce sprzyjające słuchaniu dobrej muzyki w dobrej jakości. Gmach bliźniaczo podobny do Wrocławskiego Narodowego Forum Muzyki robi światowe wrażenie. Ale do rzeczy.

W sali koncertowej katowickiego NOSPR-u, 7 maja wystąpił Chick Corea, wybitny pianista i kompozytor, legenda muzyki jazzowej. Wraz z  gwiazdą światowego kontrabasu Eddie Gomezem, słynnym perkusistą Brianem Blade oraz w towarzystwie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia pod batutą Alexandra Humali  oczarował publiczność naturalnością i spontanicznością już od pierwszej minuty. Koncert rozpoczął się od powtarzania przez publiczność dźwięków skromnie wygrywanych przez Chicka Corea’e na fortepianie. Artysta w dużym wdziękiem nastroił słuchaczy, nie wymagali oni dużej korekty. Wszyscy, jak jeden chór, powtarzaliśmy coraz trudniejsze frazy, ku zadowoleniu pianisty. W drugiej części koncertu śpiewaliśmy już z orkiestrą, a poziom trudności wykonawczej znacznie wzrósł. Trzeba przyznać, że publiczność katowicka wykazuje duże zdolności muzyczne.

W pierwszej części koncertu raczyliśmy się dźwiękami zespołu- Eddie Gomez-w czarnych butach sportowych czarował- na kontrabasie, Brian Blade- elegancko i z uśmiechem- na perkusji, a Chick Corea- w kolorowych butach do biegania typu nike - na fortepianie. Muzyczne trio żartowało i wyrażało wielkie uznanie dla sali NOSPR-u  i widzów. Potem, w drugiej części koncertu, zręcznie zamieniło się w zgrany zespół symfoniczny. Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia pod dyrekcją Alexandra Humala, Andrzej Olejniczak – saksofon sopranowy, Jerzy Główczewski – flet/saksofon sopranowy, Grzegorz Nagórski – puzon, towarzyszyła improwizacjom tria jazzowego.

Rozśpiewany koncert był świętem dla wielbicieli koncertów jazzowych. Bis potwierdził klasę muzyków i wzbudził jeszcze większe owacje.

Nie chcę porównywać głównych sal NOSPR-u i  NFM-u, to dwie bardzo podobne przestrzenie, które wypełniają się melomanami w ilościach, które architekci przewidzieli jako graniczne, czyli 1800 widzów. Próżno szukać wolnych miejsc zarówno w NFM-ie jak i w NOSPR-e, ten drugi, to nawet zapełnia schody spragnionymi dobrej muzyki słuchaczami. I chwała mu za to.

tekst: d.o.
foto: Julian Olearczyk  


A tak wyglądała sala NOSPR-u podczas przerwy w koncercie.

 









Dodaj do:







Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - 2013 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl, Utrzymanie i Rozwój: Stermedia
email marketing