ENH - Ewelina Guzik: Ich bin Pepperminta

środa 28 lipca 2010




Każdy aktor marzy o zagraniu takiej roli: nigdzie indziej nie wyżyjesz się tak na sobie i wszystkim dookoła  – mówiła na spotkaniu z widzami Ewelina 'Pepperminta' Guzik.

   Aktorka pojawiła się na drugim i ostatnim pokazie szwajcarsko-austriackiego filmu „Pepperminta”, gdzie gra główną i zarazem tytułową rolę. Po seansie, w niebieskich legginsach, ciemnej sukience z kolorowymi wzorkami u dołu, szerokim uśmiechem i nieco niemiecko-brzmiącą odmianą polszczyzny, rozpoczęła rozmowę z widzami. O początkach współpracy z reżyserką Pipilotti Rost mówiła: Znamy się już od 2005 roku, kiedy po raz pierwszy występowałam w jej instalacji. W tym okresie powstała też postać Pepperminty, która wtedy nie była jeszcze najważniejsza: w jednej ze scen w instalacji tylko pożerała świat. Ale już wtedy wstępnie rozmyślano o tym dłuższym filmie.

   Wiele osób chciało też oczywiście wiedzieć, czy Guzik jest typem pepperminty w życiu codziennym: Tak, jestem Peppermintą, mimo że po samochodach nie skaczę. Ale w filmie właśnie to i zatrzymanie tramwaju przez pociągnięcie hamulca bezpieczeństwa było naprawdę fajne, dobrze się przy tym bawiłam. Zresztą cała ta rola, to prawdziwe marzenie każdego aktora: nigdzie indziej nie wyżyjesz się tak na sobie i wszystkim dookoła – mówiła. O przesłaniu filmu, podobnie jak o innych kwestiach, polska Pepperminta nie miała zamiaru rozmawiać szczególnie filozoficznie: Tutaj chodzi właściwie tylko o to, żeby czasem się do siebie uśmiechnąć, porozmawiać z kimś, nie bać się tego – twierdziła.

   Wyjaśniła też, że dziewczynka grającą w filmie Peppermintę dziesięciolatkę, mimo uderzającego podobieństwa nie jest jej siostrą: Dałam reżyserce kilka moich zdjęć, kiedy byłam w tym wieku i przeprowadzono casting w szkołach i agencjach aktorskich. Kiedy przedstawiono mi dziewczynkę, która wygrała, naprawdę się przeraziłam! Naprawdę jest podobna do mnie z tamtego okresu. W ten sposób, mimo że film skończyliśmy kręcić już jakiś czas temu, zyskałam młodszą siostrę już na zawsze. Innego typu wątpliwości budził motyw krwi menstruacyjnej zbieranej do specjalnego kielicha i to, dlaczego na akurat taki symbol łamania tabu zdecydowała się reżyserka: To pytanie bardziej do niej. Wiadomo, że chce w ten sposób złamać tabu. Bo czemu, kiedy dziewczynka ma pierwszy okres, chowa się ją przed światem? Czemu by z tym nie wyjść, nie celebrować tego? A kielich... to już zadanie interpretacyjne dla was.

   O samej reżyserce polska aktorka wypowiadała się w samych superlatywach, po tym, jak ktoś zapytał, czy na planie panowała tak miła atmosfera, jak widać to w efekcie końcowym, czy może reżyserka była tyranką: Pipilotti na pewno nie jest tyranem! Potrafiła już o 7. rano ciepło witać się ze wszystkimi statystami, a to coś, na co nie zawsze stać wszystkich przedstawicieli jej zawodu. Skoro więc o miłych sprawach mowa, Guzik została też poproszona o wybranie sceny, przy której kręceniu bawiła się najlepiej: Jednej? Oj, było wiele takich scen, wiele drobiazgów. Ten farbowy orgazm na końcu był fajny, całe kręcenie pod wodą też... Trudno mi wybrać, ale chyba ta końcówka, kiedy wszyscy aktorzy i statyści, grający w całym filmie, znaleźli się w tym jednym pokoju i zaczęło się mazanie ich farbą. To było super i w rzeczywistości wyglądało dokładnie tak samo, jak na ekranie.

   Na koniec aktorka opowiedziała też o odbiorze tego filmu i o tym, jak reagowała na negatywne opinie na jego temat: Na pewno nie próbowałam niczego wyjaśniać. Szanuję każdą reakcję, bo ludzie w różnym wieku mogą odbierać ten film przeróżnie. To ma być bardzo indywidualne przeżycie, u każdego inne. W tym tkwi jego siła – zakończyła.

Tekst: Adrian Fulneczek

 

Pełny progam 10. edycji ENH

 

Relacje "na żywo" z festiwalu publikujemy na naszym profilu facebook

 

Więcej o ENH


Dodaj do:







Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing