ENH - Orient Express. Przystanek Arsenał

środa 28 lipca 2010




Drugi dzień Klubu Festiwalowego ENH był w całości poświęcony nowej muzyce tureckiej. Głównym bohaterem wieczoru stał się zespół Baba Zula & Mad Professor, po nich, z własnymi projektami, wystąpili Klaustro i Vstspor.

   Jak pisałem w poprzedniej relacji, prawie wszystko w programie klubowym jest dla mnie nowością i odkrywaniem nowych horyzontów muzycznych. Okazało się jednak, że są ludzie, którzy przyszli na ten koncert posłuchać swoich ulubieńców. Michał Litwiniec, animator Kalaczakry, tak oto opowiadał mi o swojej fascynacji tą muzyką: Po raz pierwszy zetknąłem się z muzyką Baba Zuli jakieś dwa lata temu na pakistańskim targu w Londynie. W zasadzie szukałem kolorowych ciuchów, ale trafiłem też do sklepu płytowego, gdzie przeważała taka właśnie orientalna muzyka. Zdezorientowany mnogością płyt, poprosiłem właściciela o pomoc w wyborze. Ten wskazał mi płytę Baba Zuli i powiedział, że mogę ją brać w ciemno. Zaufałem mu i tak rozpoczęła się moja przygoda – biorę tę płytę wszędzie ze sobą, nawet na wakacje. A dzisiaj przyszedłem tylko po to, by posłuchać ich na żywo, zobaczyć, jak prezentują się na scenie.

    A prezentowali się znakomicie. Już od pierwszych słów, gdy na powitanie padły po polsku wypowiedziane słowa Dobranoc i Dziękuję, a na koniec prawidłowo umiejscowione w czasie ponowne Dobranoc. Publiczność z ogromną życzliwością przyjmowała kolejne popisy zespołu. Dużo do słuchania i oglądania - ciekawie i egzotycznie. Egzotycznie ubrany był lider zespołu, grający na egzotycznej odmianie gitary, egzotyczne były wokalne i taneczne popisy solistek zespołu, egzotyczne było też połączenie ich tureckiej muzyki z działaniami legendarnego brytyjskiego producenta Mad Professora, który za konsoletą elektronicznych przetworników dźwięku dodawał ich muzyce nowych, psychodelicznych barw. Nic więc dziwnego, że licznie zgromadzona publiczność szybko poddała się tej uwodzącej muzie i roztańczona żywiołowo reagowała na kolejne utwory, wprowadzające w rodzaj szczególnego transu. To było bardzo barwne widowisko. Muzyce i śpiewom towarzyszyły barwne wizualizacje na ogromnym ekranie i choreograficzne popisy tancerek, które znakomicie podniosły poziom adrenaliny i temperaturę w roztańczonym Arsenale. Nie istniała żadna bariera językowa, wystarczyło kilka słów po polsku i uniwersalny język muzyki – lider zespołu nawiązał szybko bezpośredni kontakt z publicznością, często podchodził blisko widowni, prosił o aktywny udział, powtarzanie refrenów, a na koniec, podczas numeru na bis, zszedł między nas i wykonał mały spacer z gitarą, cały czas grając. Obok egzotyki zachowane zostały wszelkie reguły rasowego show i rozbawieni widzowie nagrodzili ten występ długimi brawami i głośnymi okrzykami.

ENH - wieczór turecki - fotorelacja


  Osobiście na początku miałem obiekcje. Trąciło mi to cepeliadą i góralszczyzną, a popisy Mad Professora wprowadzały dysonans do orientalnych melodii i śpiewów. W miarę upływu czasu opór mojej muzycznej materii malał, dałem się ponieść rytmom rodem spod Istambułu, a ostatecznie poddałem się po tanecznych popisach poruszających się kocimi ruchami pięknych kobiet. Niezwykłe opanowanie ciała, taneczność i wdzięk kolorowo ubranych (i rozebranych) solistek dopełniły dzieła. Mad Professor też wtopił się w brzmienie, fantastyczni perkusiści szaleli na swoich instrumentach, a nad całością panował lider dźwiękami orientalnie inkrustowanej gitary.

   Powtórzyła się jednak historia z dnia pierwszego. Odwrócono jakby schemat programowania koncertu i inaczej niż to zwykle bywa, wykonawcy, określani mianem supportu, grali znowu po gwieździe wieczoru. Widownia przerzedziła się – po takich niesamowitych wrażeniach trudno było otworzyć się na produkcje spod znaku DJ i tylko nieliczni podrygiwali przed sceną w rytm tego, co zaprezentowali Klaustro i Vstspor. I nic w tym chyba dziwnego. Ich dźwięki nie wyróżniały się już niczym szczególnym i gdyby nie zapowiedzi konferansjera, to nikt zapewne nie był w stanie rozpoznać ich narodowości i odrębnego stylu. Ten rys programu festiwalowego jak dotąd podoba mi się najmniej. Nie wpisuje się w założenia nowohoryzontowe, ale może ja zwyczajnie na tym się nie znam.

   Niemniej dwa mocne uderzenia już za nami, środa zapowiada się niezwykle ciekawie: Chrom Hoof – dwunastoosobowa orkiestra łącząca muzykę disco z metalem(!), Deadelus (o którym Natalia Lubrano powiedziała krótko: Mistrzunio!) oraz Wiolonczele z Miasta. Muszę zresetować moją Pojemność Muzyczną!

Tekst: Lech Basel

Foto: Sławomir Bernaś

 


 

Pełny progam 10. edycji ENH

 

Relacje "na żywo" z festiwalu publikujemy na naszym profilu facebook

 

Więcej o ENH

 

 


Dodaj do:







Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing