15 grudnia Scena na Świebodzkim Teatru Polskiego ugościła Wrocławski Teatr Pantomimy. Spektakl „Osąd”, inspirowany „Sądem Ostatecznym” - średniowiecznym, monumentalnym dziełem malarskim Hansa Memlinga, spowodował nieodpartą chęć zobaczenia tryptyku w oryginale.
Teraz planuję wyjazd do Gdańska - w tamtejszym Muzeum Narodowym znajduje się pełnowymiarowy (242 cm- wysokości, 360 cm- szerokości przy otwartych skrzydłach) autentyk w formie tryptyku, jedyne dzieło niderlandzkiego artysty w zbiorach polskich i najlepsze, jakie wyszło spod pędzla Mistrza Hansa. Do czasu wyjazdu zadowolę się niedoskonałą, wirtualną kopią obrazu w internecie i inspirującym, oryginalnym przedstawieniem Wrocławskiego Teatru Pantomimy.
„Osąd” to spektakl podzielony na trzy części. Każda z nich została przygotowana przez innego reżysera. Na plakacie promującym przedstawienie możemy przeczytać nazwiska twórców: „Osąd” Kalina, Mądzik, Passini.
Jerzy Kalina wprowadził na scenę między innymi drewniane rekwizyty, ciekawy epizod dźwięcznego pisania na tablicy, obmywanie ciał w piaskowym strumieniu prysznicowym.
Paweł Passini nawiązał do dramatu wypadków samochodowych. „Apokalipsa św. Jana”, wygłaszana przez aktora, mieszała się z instrukcją pomocy ofiarom wypadku.
Leszek Mądzik wyłonił z ciemności sceny niezwykle plastyczne obrazy, tworząc złudzenie innej czasoprzestrzeni: drabiny wiodące ku niebu, witraże kościelne, czerwone języki ognia, poczwarki czy straceńca, któremu się udało uniknąć piekła.
Trzecia część „Osądu” była Hansem Memlingiem w pełnej krasie niespiesznego ruchu. Dała nadzieję na wspinanie się po drabinie życia, a nie ciągłe z niej spadanie - na przykład, na skutek czyjegoś osądu
Trzy odsłony, jeden temat i niezwykłe doświadczenie oglądania piękna osłoniętego ciała ludzkiego. Tak właśnie: osłoniętego, a nie: odsłoniętego - jedna litera, a robi taką różnicę...
tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk

