2g to unikatowa formacja muzyczna. Duży kolektyw improwizujących muzyków, pochodzących z różnych zespołów i środowisk, oparty na kilku osobach, ale o pełnym składzie zmieniającym się z koncertu na koncert, generuje jednorazowe, unikalne wydarzenia dźwiękowe. Szef festiwalu Avant Art, Kostas Georgakopulos pojawia się i w tym projekcie (jako jeden z tych „rdzeniowych” muzyków), współtworząc jego unikatowe, wysoce złożone brzmienie.
Muzycy 2g przedstawiają zespół jako "wieloludzki, wieloręki instrument". Wydaje się, że określenie to znakomicie oddaje charakter ich koncertu. Materia muzyczna pulsuje przeróżnymi zmianami, ale wszystkie wątki spojone są w monolityczną całość. Należy dodać – instrument, który jest jednocześnie kolektywnym muzykiem. Chociaż zamysł taki nie jest niczym nowym w jazzie improwizowanym, jednak tam najczęściej dotyczy komba 3-4 osób, które grają ze sobą setki razy, poznając swoje style improwizowania i inne elementy indywidualnego języka muzycznego.
W 2g mamy co najmniej 6 osób, spotykających się sporadycznie i operujących instrumentami o niezwykle szerokim spektrum możliwości. U jednego tylko muzyka – Macieja Polaka, są to modularne syntezatory, analogowe instrumenty i efekty elektroniczne: EMS VCS3, Oberheim Xpander, Roland RE-201 Space Echo... Każdy z muzyków manipuluje brzmieniami, nawet wokale są w 2g przetwarzane elektronicznie. W tej sytuacji niełatwo jest znaleźć wspólny kształt dźwiękowej rzeźby, wymaga to wrażliwości, skupienia i otwarcia się w każdym momencie na dźwięki kolegów - ale zapewne dostarcza muzykom wielkiej satysfakcji, gdyż efekt jest bardzo przekonywujący. Co łączy wszystkich - stałych i niestałych muzyków 2g - to bezkompromisowe postawienie na jakość zarówno muzyki, jak i samego dźwięku.
Gdyby próbować opowiedzieć, jaką właściwie muzykę gra 2g, to pierwsze przychodziłoby mi do głowy określenie Kostasa (odniesione do koncertu The Thing z Otomo Yoshihide): piękna magma. Z wyjątkiem nielicznych momentów, muzyka tkana jest jak złożona, wielowarstwowa tekstura, składająca się głównie z dźwięków o ostrych konturach, chrzęszczących noisowych dysharmonii, nastrojowo mrocznych i niepokojących, ale jednocześnie niemal cały czas tocząca się niepowstrzymanie do przodu za lokomotywą potężnych, motorycznych basów.
Właśnie bas Bartka Kuźniaka, o ekstremalnie obniżonym stroju, przepuszczony przez kolejne urządzenia, dające mu jeszcze więcej "dołu", tektoniczną dynamikę i wzbogacające jego brzmienie o szereg brudnych, szorstkich składowych, jest pierwszym rzucającym się w ucho elementem muzycznej magmy. Bazę rytmiczną uzupełniają bity generowane elektroniczne przez Marcina Bijaka – raczej down-tempowe, brudnym brzmieniem wtapiające w całą muzyczną materię. Kolejne warstwy, owijające się wokół tego industrialnego rdzenia, to dźwięki syntezatorów, gitary i dwóch wokali, które przeważnie traktowane były instrumentalnie, włączając jeszcze jedną klasę dźwięków do całego amalgamatu.
Czasem tylko w wokalu Kostasa z abstrakcyjnych szeptów, mlasków i przydechów wyłaniały się słowa i frazy angielskie, maniakalnie powtarzające się recytatywy, z reguły szybko mutujące w dramatyczne, zduszone krzyki, tajemnicze głosy istot z obcych światów, które trudno jest odczytywać według klucza ludzkich emocji. Momentami zdekonstruowane mamrotania przechodzą w beztroskie podśpiewywanie, niepokojąco brzmiące w całym, mrocznym kontekście muzycznym. Cała ta maszyneria czasami wpada w swego rodzaju rozpęd, generując fragmenty, rzec by można, „noise-trip-hopowe”, by po kilku minutach popaść z kretesem w abstrakcję. Nigdy nie można odgadnąć dalszego przebiegu dzieła, podróż w niewiadome odbywają muzycy wspólnie z publicznością.
Na zakończenie pondgodzinnego utworu (którym właściwie był koncert) Kostas, wraz z tanecznie turlającą się po podłodze niewiastą, pozrywali pasma czarno-żółtej taśmy, niejako ograniczające przestrzeń sceniczną z dwóch stron, likwidując w ten sposób symboliczne ograniczenia i rozgraniczenia uczestników tego dźwiękowego rytuału.
Wydaje się, że ten element współtworzenia bogatego, nasyconego emocjami i wrażeniami przeżycia jest najistotniejszy dla muzyków 2g – jest obecny zarówno w koncertach dla większej publiczności, jak i w studyjnych nagraniach, kiedy muzycy i słuchacze są tymi samymi osobami. Od 15 lat podróżują z przyspieszeniem 2g ludzie ceniący sobie poznawanie nowych wymiarów, tworzenie, a nie odtwarzanie, uczestnictwo a nie konsumpcję. I niech jak najdłużej ten kosmiczny proceder kontynuują, możliwie często - we Wrocławiu.
tekst: Grzegorz Kaczmarek
foto: Błażej Kaczmarek