Wrocławski Śląsk miał wiosną podjąć walkę o wysokie miejsca w tabeli. Na razie jednak zapowiedzi pozostały jedynie na papierze, bo w 2010 roku piłkarze Ryszarda Tarasiewicza zdobyli zaledwie jeden punkt. Szansą na pierwsze tegoroczne zwycięstwo będzie więc sobotni mecz z Lechią Gdańsk. O kolejne oczka nie będzie jednak łatwo, bo goście na Oporowską przyjadą podrażnieni również niezbyt udanym początkiem rundy.
O poprzednim spotkaniu z Jagiellonią Białystok gospodarze muszą jak najszybciej zapomnieć. Bez względu na przeciwnika w polskiej lidze nie można przegrywać meczów u siebie – wściekał się na konferencji prasowej Ryszard Tarasiewicz. We Wrocławiu Żubry wygrały pierwszy wyjazdowy mecz od ponad dwóch
lat i całkowicie zasłużenie dopisały do swojego dorobku trzy punkty. WKS zagrał bez pomysł i wiary w zwycięstwo. Jedyny fragment gry, w którym kibice mogli zaobserwować u swoich ulubieńców determinację i wolę walki były ostatnie minuty, ale zryw po bramce kontaktowej to było za mało na świetnie dysponowaną Jagę. Dziwić mógł brak zmian w zestawieniu wrocławskiej jedenastki. Sam trener Tarasiewicz przyznał po zakończeniu spotkania, że zwyczajnie nie miał kogo wprowadzić.
Teraz może mieć już większe pole manewru, bo do kadry WKS-u powracają nieobecni przed tygodniem Sebastian Dudek, Dariusz Ulatowski i Tomasz Szewczuk. Zwłaszcza obecność tego pierwszego może zdecydowanie poprawić grę w środku boiska, gdzie z piłkarzami Jagiellonii niezbyt dobrze radził sobie Amir Spahic. Do pełnej sprawności nie doszedł za to narzekający na ból mięśnia przywodziciela Antoni Łukasiewicz. Dodatkowym wzmocnieniem gospodarzy może być za to maskotka klubu z Oporowskiej – czarny orzeł Ślązak – który w sobotę zadebiutuje przed wrocławską publicznością.
Goście tymczasem nie mają żadnych problemów kadrowych. Wszyscy podstawowi gracze są do dyspozycji Tomasz Kafarskiego i w efekcie miejsca w meczowej osiemnastce zabrakło dla Marko Bajicia i Jakuba Zabłockiego. Gorzej jest z formą gdańszczan, którzy najpierw zremisowali z Odrą Wodzisław, a później podzielili się punktami na własnym obiekcie z Polonią Warszawa. Dlatego na pewno w sobotę zechcą powtórzyć zeszłotygodniowy wyczyn Jagiellonii. Gospodarze tanio skóry na pewno nie sprzedadzą. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Interesuje nas tylko zwycięstwo w kolejnych spotkaniach – zapowiedział po ostatniej porażce 1:2 Sebastian Mila. Historia pokazuje jednak, że ostatnio pojedynki tych ekip kończyły się remisami. Z takiego obrotu sprawy w sobotę bardziej zadowoleni byliby w goście.
Zupełnie inna atmosfera niż na murawie będzie za to panować na trybunach, gdzie spotkają się zaprzyjaźnieni sympatycy Śląska i Lechii, którzy na pewno stworzą niezapomniane widowisko – może ono ściągnie wreszcie na obiekt przy Oporowskiej większą ilość kibiców. Bo póki co słaba frekwencja, poza kiepską formą drużyny, jest jednym głównych problemów włodarzy klubu w tym sezonie.
Spotkanie rozpocznie się o godzinie 19:15, a poprowadzi je pan Sebastian Jarzębak ze Śląskiego Związku Piłki Nożnej.
Tekst: Mateusz Dębowicz