Optymistyczna wersja "Akropolis" – recenzja sztuki




   Niezależnie od jakości przedstawienia, ekipie Teatru Współczesnego należą się słowa uznania za odwagę, której dali wyraz podejmując się pracy nad „Akropolis”. Obecnie nie da się już wystawić tego dramatu i uniknąć porównań z dziełem Grotowskiego, które powszechnie uważane jest za wybitne. Tymczasem „Akropolis. Rekonstrukcja” wprost odwołuje się do adaptacji Teatru Laboratorium tym silniej narażając się na ostrze krytyki.
 
   G
recki reżyser Michael Marmarinos stanął przed podobnym zadaniem jak kilka miesięcy temu Jan Klata przygotowując „Ziemię Obiecaną”. Poza literackim pierwowzorem musiał się zmagać także z zakorzenionym w umysłach obrazem utrwalonym przez adaptację. Marmarinos znalazł się jednak w o tyle trudniejszej sytuacji, że „Akropolis” Grotowskiego, choć widziane przez mniejszą ilość osób niż film Wajdy, było przedstawieniem przełomowym w historii teatru. Pomimo tej presji twórcy „Akropolis. Rekonstrukcja” wykonali świetną pracę.
 
   T
ekst Wyspiańskiego opowiada o wydarzeniach dziejących się w katedrze wawelskiej w noc zmartwychwstania. W pierwszym akcie ożywają nagrobne figury aniołów, w drugim i trzecim z gobelinów schodzą kolejno bohaterowie Iliady i postaci starotestamentowe. Marmarinos na jednej z ostatnich prób przestawił tę kolejność, opowieść o Troi przenosząc na koniec. Dzięki tej zmianie układ aktów stał się identyczny jak w przedstawieniu Grotowskiego.
 
   W
yspiański zbiera na Wawelu, będącym symboliczną stolicą polskiej kultury, dwa nurty z których wyrasta Europa – judeochrześcijański i grecki. Podobnej summy cywilizacji europejskiej dokonał Grotowski, jednak swoje przedstawienie umiejscowił w obozie koncentracyjnym. Marmarinos podszedł do tematu inaczej. Kluczem do zrozumienia sztuki jest główny element ubogiej scenografii – zbiornik z wodą. Na początku przedstawienia aktorzy wychodzą z basenu, będącego symbolem wszelkich kontekstów kulturowych, w których człowiek jest przez całe swoje życie zanurzony. Nie bez znaczenia jest informacja umieszczona na końcu specjalnej książeczki rozdawanej przy wejściu do teatru: „Człowiek o masie 70 kg ma w swym ciele ok. 45 l wody. Przy stracie 1,5 l dziennie w ciągu 6 dni (…) ginie.” Twórcy sztuki stawiają tezę, że tak jak bez wody, człowiek nie może się obejść bez bagażu kulturowego, o którego istnieniu często nie dajemy sobie sprawy.

   R
ozczaruje się ten, kto liczy na odtworzenie na deskach Teatru Współczesnego przedstawienia Grotowskiego. Mimo wyraźnego zaznaczenia, że spektakl z niego czerpie, nawiązania są raczej fragmentaryczne. Grotowski pełni tu bardziej rolę odnośnika, współtwórcy i reformatora teatru jako całości i kolejnego kontekstu kulturowego pływającego w basenie. Nieco inaczej jest jedynie w drugim akcie, w którym aktorzy odgrywają biblijną scenę życia Jakuba. Choć akt jest niemal żywcem przeniesiony z przedstawienia sprzed czterdziestu lat, znaczenie tego zabiegu jest dużo głębsze niż się wydaje. W trakcie gdy aktorzy grają swoje partie, na rozwieszonych nad i wokół sceny płachtach wyświetlane są zdjęcia historycznego spektaklu. W ten sposób Marmarinos dopisał do tekstu Wyspiańskiego dodatkową scenę, w której z gobelinów schodzą aktorzy Teatru Laboratorium.

   P
rzedstawienie Marmarinosa więcej różni niż łączy z dziełem Grotowskiego. Współzałożyciel Teatru Laboratorium Ludwik Flaszen pisał o „Akropolis”, że „z uwagi na zagęszczenie treści przedstawienie nie może być długie”. Podczas gdy Grotowski nie dopisał do dramatu ani słowa, Marmarinos przeplata tekst Wyspiańskiego własnymi humorystycznymi fragmentami. Dzięki temu może przedstawić „Akropolis” w bardziej przystępny sposób, a spektakl zamiast jednej może trwać ponad trzy godziny. Zupełnie inna jest też rola publiczności w „Akropolis. Rekonstrukcji”. Widowie „Akropolis” byli przez aktorów „prowokacyjnie niedostrzegani”. Tymczasem widz spektaklu Marmarinosa jest nieustannie zaczepiany wzrokiem, by w ostatnim akcie wspólnie z aktorami uczestniczyć w „chocholim tańcu”. Ta różnica wynikać może z innego zamysłu twórcy. U Grotowskiego obserwowaliśmy zmarłych, którzy odgrywali przed widzami swe rolę. Marmarinos pokazuje nam życie z bagażem historii i kultury, który przecież dźwigamy w równym stopniu co aktorzy.
 
   W
teatrze Grotowskiego szczególnie ważna była praca z głosem. W tym kontekście interesujące wydaje się zaproszenie do reżyserowania spektaklu niepotrafiącego mówić po polsku Greka. Marmarinos słuchając obcej mowy wydobył z niej ukrytą muzyczność. Dzięki temu zabiegowi „Akropolis. Rekonstrukcja” jest wyjątkowo melodyjne, choć nie zawsze miłe do słuchania.
 
   N
a szczególną pochwałę zasługuje także jeszcze jedna różnica z Grotowskim. „Akropolis. Rekonstrukcja” jest spektaklem, z którego płynie optymizm. Na końcu zamiast pieca krematoryjnego mamy radosny taniec i przepełniony szczęściem powrót do basenu. Od tego momentu w bagażu doświadczeń każdego z widzów pojawia się nowy element – przeżycia związane z przedstawieniem.

   T
rudno stwierdzić czy dla twórców ważniejszy był Grotowski czy Wyspiański. Jednak nie o to chodzi by ważyć czego w „Akropolis. Rekonstrukcji” jest więcej, byłoby to sprzeczne z przesłaniem sztuki. Marmarinos dobitnie pokazał, że nie da się wybiórczo traktować dziedzictwa kulturowego, ponieważ ono kształtuje nas całościowo, nawet gdy sami nie zdajemy sobie z tego sprawy.

   G
dy w 1962 roku Jerzy Grotowski wystawiał pierwszą wersję dramatu w opolskim Teatrze 13 Rzędów, zarówno widzom jak i krytykom zabrakło narzędzi do odczytania przełomowego dzieła. Niestety, obawiam się, że dla wielu widzów także „Akropolis. Rekonstrukcja” może okazać się niezrozumiała.
    


Tekst: Wojciech Sitarz
Foto: Alicja Kołodziejczyk




więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing