Pamiętnik z Powstania Warszawskiego

wtorek 20 stycznia 2009




Koturny zostały w domu…


     W ostatnią środę postanowiłem wybrać się do teatru. Jednak im bardziej tramwaj zbliżał się do budynku przy Braniborskiej 59, tym mocniej zastanawiałem się, czy dobrze robię. Zmierzałem na przedstawienie dyplomowe studentów IV roku PWST pod tytułem: „Pamiętnik z powstania warszawskiego” i miałem mnóstwo wątpliwości. Obawiałem się najgorszego, bo zwykle tego typu tematy kończą się ułożeniem bogoojczyźnianej laurki na poziomie szkolnej akademii. Studenci tymczasem ogromnie zaskoczyli mnie interpretacją pamiętników Mirona Białoszewskiego.
     Pierwszym elementem, który rzucił mi się w oczy po zajęciu miejsca, była scenografia Honoraty Mochalskiej. Kilka stołów, jakiś stelaż przypominający drabinkę z placu zabaw i odsłonięte nagie ściany teatru. Scenografia, choć skrajnie minimalistyczna, została wykorzystana przez aktorów do granic możliwości. Stoły budowały kamienice, tworzyły kanały, były schronem przeciwlotniczym, a nawet czołgiem.
     Ale w teatrze najważniejsi są aktorzy, a tych trzeba szczególnie wyróżnić. Nie znalazłem żadnych błędów gry aktorskiej. Ale jednocześnie brakowało w sztuce aktorów, wybijających się przed innych, charakterystycznych. Może było to zamierzone. Studenci byli na scenie wielką, idealnie współpracującą ze sobą drużyną, co świetnie pasowało do pokazania powstańców jako ogółu, bez roztrząsania „tragicznego losu jednostki”, tak ukochanego przez rodzimych twórców. Zasadniczo nie przepadam za piosenkami w sztukach, ale utworów, jak i samej muzyki Mateusza Pospieszalskiego, słuchało się nad wyraz przyjemnie, a co ważniejsze idealnie – elementy te dobrze współgrały z budowaniem nastroju spektaklu. Nie bez znaczenia były też świetne umiejętności wokalne aktorów, a zwłaszcza aktorek, wykonujących partie solowe. Niemniej jednak, mówienie o muzyce bez wspomnienia o choreografii byłoby niesprawiedliwe, a ta stała na naprawdę wysokim poziomie. Spektakl był w moim odczuciu dopracowany pod niemal każdym względem.
     Nie idźcie na tą sztukę, jeżeli szukacie ckliwego patriotyzmu. Nie kupujcie biletów spodziewając się kolejnego „Katynia”. Wreszcie zostańcie w domu, jeśli uważacie, że opisując historię, należy ją ubierać w koturny patosu.
     Jak po spektaklu powiedziała mi jedna z pracownic teatru: „Studenci bardzo obawiali się tego, jak wypadnie zetknięcie się z tematem powstania. Czy będą potrafili wyzwolić się od utrwalonego w ostatnich czasach sposobu mówienia o powstaniu warszawskim.” Ale stwierdzam z czystym sercem, że zarówno moje, jak i ich obawy były całkowicie bezzasadne.


tekst: Wojciech Sitarz (UniRadio)

foto: Filip Lupa

więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


teatroman, IP 89.79.228.27
2009-02-10 22:02:46

za mało powiedziane - to była prawdziwa Sztuka, chapaux bas.



monaliza, IP 89.79.228.27
2009-07-14 20:37:25

potwierdzam, byłam, widziałam i ryczałam - ze wzruszenia i z zachwytu. to było po prostu piekne. A o co chodzi w prawdziwym teatrze??? właśnie o to. O to właśnie...



sabina, IP 95.160.206.148
2009-10-10 15:06:40

piękne. jest szansa że jeszcze raz zagrają ten spektakl?



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing