Percival Schuttenbach w Alive - relacja z koncertu

piątek 23 kwietnia 2010




Slava!!! – ten okrzyk wydobywał się z dziesiątek gardeł za każdym razem, gdy frontman Percival Schuttenbach, Mikołaj Rybacki, wznosił kufel, pozdrawiając publiczność. Każdy ze zgromadzonych w środowy wieczór, 21 kwietnia, w klubie Alive mógł poczuć się jak bohater filmu „Powrót do przeszłości”, który przeniósł się w czasie do pogańskiej Polski i przez przypadek trafił na koncert średniowiecznego Slayera.


   Wybierając się do Alive, miałem w pamięci poprzednie koncerty Percival Schuttenbach. Energiczne, agresywne, zaskakujące i po trzykroć zakręcone. Wielce wybuchowa mieszanka – nie dla wszystkich zjadliwa. Dlatego też występy, na Źródło: Materiały prasowektórych byłem, nie wypełniały po brzegi sal klubowych. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że na godzinę przed środowym koncertem tłok był tak olbrzymi, że trudno było dopchać się pod scenę. Zespół stał się bardzo popularny. Mam tylko nadzieję, że nie jest to wyłącznie efekt występu grupy w kompromitującym programie telewizyjnym „Mam talent”.

   Czym w zasadzie jest Percival Schuttenbach? Niesamowitym kolażem heavy metalu i folkowych wpływów muzyki słowiańskiej. Z jednej strony mocarne, przesterowane riffy, inspirowane m.in. wspomnianym już Slayerem. Z drugiej – charakterystyczne „stukanko” średniowiecznych biesiad i melodyjne zaśpiewy, przypominające Kapelę ze Wsi Warszawa.

   Mózgiem Percival Schuttenbach jest Mikołaj Rybacki – postać nietuzinkowa. Świetny kompozytor, doskonały instrumentalista, urodzony showman, charyzmatyczny frontman. Nie chciałbym tutaj być uznany za jakiegoś fanatycznego wyznawcę – każdy, kto choć raz zobaczy go na scenie, zrozumie, o co mi chodzi. Poza tym w skład zespołu wchodzą trzy piękne panie: Katarzyna Bromirska (wiolonczela, wokal), Joanna Lacher (gitara basowa, wokal) i Milena Skalska (dj mixer wokal) oraz utalentowany perkusista Piotr Banaszkiewicz.

   Występ zespołu w Alive potwierdził tezę, że nie ma to jak koncert rockowy w ciasnym, dusznym i zadymionym klubie. Mikołaj czuł się jak ryba w wodzie, pełniąc rolę wodzireja i frontmana zarazem. Doskonale panował nad publiką, która żywiołowo reagowała przy każdym kolejnym utworze. W pewnym momencie pod sceną rozpętało się całkiem sympatyczne pogo, jednak skończyło się dość szybko, bo sala okazała się zbyt mała na tego typu szaleństwa. Zespół za to prezentował się doskonale. Mikołaj, jak niegdyś Litza i Titus w Acid Drinkers, uskuteczniał widowiskowy mosh (czyli trzepanie grzywą), wycinając przy tym doskonałe solówki. Świetnie oglądało się także dziewczyny. Mimo że nie dorównywały Mikołajowi w szaleństwach na scenie, odczuć można było, że dewiza sex, drugs and rock and roll nie jest im obca. Zresztą tajemnicą poliszynela jest fakt, że basistki w zespołach rockowych zawsze wyglądają dobrze – podobnie jest w Percival Schuttenbach.  Każda z nich dysponuje także bardzo dobrym wokalem. Ich melodyjne zaśpiewy przy ciężkich riffach Mikołaja rzeczywiście robiły piorunujące wrażenie. Na uwagę zasługuje także perkusista. Muzyka Percivala charakteryzuje się wieloma przyśpieszeniami, zmianami tempa, momentami jazzową rytmiką. Perkusista, jako postać odpowiedzialna za sekcję rytmiczną, doskonale kierował aranżacją koncertu pod tym względem i prawidłowo współgrał z pozostałymi członkami zespołu. Kojarzyło mi się to wszystko momentami ze znanym mathcore’owym zespołem Dillinger Escape Plan, któremu udało się połączyć jazz z death metalem.
 
   Osobiście nie przepadam za muzyką folkową. Za każdym razem, gdy słyszę Brathanki i Golec uOrkiestra, włącza mi się refluks. Także tak zwany folk rock czy folk metal nie napawa mnie pozytywnymi emocjami. Wystarczy dodać dźwięk fletu i skrzypiec, wpleść w to damski wokal i już zespół uważany jest za krzewiciela dziedzictwa kulturowego. Jedynie Kapela Ze Wsi Warszawa i właśnie Percival Schuttenbach sięgają głębiej. Oba zespoły skupiają się na aranżowaniu ludowych zaśpiewek w sposób całkowicie unikalny. W Percivalu duża w tym jest zasługa Mikołaja Rybackiego, który ewidentnie zaprzedał duszę muzyce. Jako doskonały kompozytor z wyczuciem dobiera inspiracje muzyki słowiańskiej, miksując je z najnowocześniejszymi trendami z pogranicza art-rocka i tradycyjnego metalu. Do tego wszystkiego muzycy zespołu są niesamowicie przebojowi na koncertach. Trzy piękne dziewoje z dużymi instrumentami w rękach oraz lekko świrnięty frontman, robiący z gitarą rzeczy, których Jimi Hendrix by się powstydził – to przyciąga uwagę.

   Polecam każdemu ich występ na żywo. Osobiście zafascynowałem się tym zespołem właśnie po takim koncercie. Myślę, że każdy poszukujący fan rocka musi zapoznać się z Percival Schuttenbach – mam dziwne wrażenie, że będzie jeszcze o nich głośno…


Tekst: Wiktor Fisz

Foto: Materiały prasowe

 

więcej artykułów




Dodaj do:







Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - 2013 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl, Utrzymanie i Rozwój: Stermedia
email marketing