„Pójdę do piekła” - Rozmowa z Robertem Brylewskim




„Pójdę do piekła” - Rozmowa z Robertem Brylewskim, frontmanem zespołu Izrael, który zagrał koncert we wrocławskim Klubie Łykend 29 listopada 2008.

 

Robert Brylewski – (ur. 1961r.) – jest ikoną polskiej sceny reggae i punk, liderem i założycielem takich zespołów jak Kryzys, Brygada Kryzys, Izrael, Armia, czy Szum. W 2006 roku, na festiwalu w Ostródzie, po 11 latach przerwy, reaktywował grupę Izrael, z którą na początku listopada 2008 roku wydał płytę „Dża Ludzie”.  

   

Uniradio: Niedawno nagraliście pierwszą płytę, a tymczasem w kalendarzu macie średnio po dwa koncerty w miesiącu. Czym to jest spowodowane?


Robert Brylewski: Maleo wyjechał do Ruandy kręcić w misjach filmy o tamtejszym życiu.  Kalendarz mamy tak zaplanowany, by jak najlepszą formę osiągać, niczym w przyrodzie, na wiosnę i w lecie, a jesienią zacząć nagrywać następną płytę. Dodatkowo koncerty muszą być zsynchronizowane, bo zarówno Stopa, Kinior, Maleo, jak i ja gramy także w innych zespołach. Dlatego przyjęliśmy taką taktykę, że w ciągu roku staramy się objechać całą Polskę, grając właśnie tak po dwa, trzy koncerty miesięcznie.

U: Macie za sobą już niejeden występ na wielkim festiwalu, ale jednocześnie gracie w takich małych klubach jak ten. Która forma koncertowania daje wam więcej satysfakcji, gdzie lepiej się czujecie?

R.B.: To nie zależy od tego gdzie gramy, tylko od tego, ile potrafimy z siebie dać. Jednak Ostródzie zawdzięczamy bardzo wiele, bo na tym festiwalu odbył się nasz wielki powrót. Peter (organizator festiwalu, przyp. red.) długo nas namawiał, podobnie jak setki fanów przez wiele lat i w końcu musiałem złamać słowo, za co pewnie pójdę do piekła, bo wcześniej ogłosiłem, że ten zespół już więcej nie zagra.

U: Kiedyś żartobliwie powiedziałeś, że jeśli wrócicie, to tylko jako Palestyna. Tymczasem powróciliście jako IZRAEL, czy było warto?

R.B.: Oczywiście, że tak. Choćby dlatego, by udowodnić, że to co robiliśmy miało sens, a przekaz utworów jest nadal aktualny. Dodatkowo chcieliśmy pokazać, że chłopaki przed pięćdziesiątką też coś jeszcze potrafią zrobić. 

U: Jak sam mówisz, gdy w 83 roku powstawał IZRAEL, była to dla was odskocznia i rodzaj buntu przeciwko stanowi wojennemu. C dzisiaj jest dla was inspiracją?

R.B.: Przede wszystkim korzystamy ze swoich doświadczeń. Działaliśmy na przestrzeni lat w wielu różnych światach. Inaczej żyło się w okresie stanu wojennego, inaczej teraz. Nie jesteśmy od tego, by zarabiać pieniądze na buntowaniu ludzi, tylko śpiewamy to, co akurat mamy do powiedzenia. Może teraz jest trochę więcej refleksji na temat własnych spraw, podczas gdy dawne utwory były bardziej społeczne. Widać, że niektórych dopada już kryzys wieku średniego. Gdy interesuje się reggae, to wcześniej czy później trzeba natknąć się na takie zespoły jak The Wailers, Gladiators czy Burning Spear Ci ludzie śpiewają o bardzo poważnych rzeczach, ale nie są to ich wymysły, tylko wielopokoleniowe tradycje. Generalnie to nie my piszemy piosenki, tylko piosenki piszą nas. Zawsze ktoś lub coś nas inspirowało, nawet mogliśmy o tym nie wiedzieć.  Mógł to być film lub nawet czyjś dobry uśmiech. Inspiracja może przyjść w każdej chwili, my jesteśmy tylko transmiterami. 

U: Jak mógłbyś ocenić kondycje współczesnej sceny reggae w Polsce, czy podoba Ci się kierunek, jaki obrał ten nurt? Czy zespoły, które obecnie grają, mają szansę stać się taką legendą jak wy?

R.B.: Nagraliśmy nową płytę by zerwać z etykietami typu legenda. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego, bo człowiek się czuje dziwnie, gdy mówi się: legenda, legenda, a potem się okazuje, że tylko stare numery się gra i kotlety się odgrzewa. Na pewno jest im trudniej, bo my byliśmy jednymi z pierwszych, a na dodatek wtedy scena muzyczna zupełnie inaczej wyglądała. Dzisiaj jest masa wartościowych zespołów, tylko że trudno jest wyciągnąć z tego jakieś treści, bo jest tego bardzo dużo. Jednak samo reggae weszło już na stałe do polskiej kultury. Podobnie jak wcześniej stało się to z bluesem czy jazzem. Dziś reggae zdominowało inne nurty, wystarczy spojrzeć na wakacyjne festiwale, z których większość było właśnie reggae’owych. Ja pochodzę z czasów, gdy po świecie chodziły jeszcze niedowiarki i mówiły, że biały nigdy nie zagra bluesa, czy biały nigdy nie będzie potrafił grać jazzu. Dziś, całe szczęście, takie idiotyczne myślenie wymarło, a historia wymazała wszelkie głupie stereotypy.

U: A skąd tak właściwie w życiu Roberta Brylewskiego pojawiło się reggae, gatunek zupełnie nieznany w PRLu?

R.B.: Do reggae zbliżyła nas tożsamość i pochodzenie, bo podobnie jak nurty punkowe czy nowofalowe, reggae było ruchem oddolnym. Tego nie wymyśliły ani media, ani bogate korporacje lub cwani menadżerowie. We wszystkich tych nurtach ludzie śpiewali o swoich autentycznych problemach. Dziś są zespoły, które śpiewają o niczym i funkcjonują rok, dwa, a potem znikają. Natomiast my mamy to szczęście, że funkcjonujemy długo. Dlatego też wracając do poprzedniego pytania o współczesne zespoły, chciałbym im doradzić, by nie rozpadali się przez głupie animozje, by jak najwięcej ze sobą rozmawiali szukając kompromisu, ponieważ szczerość i dobre relacje w zespole są podstawą tego, by jak najdłużej funkcjonować i osiągnąć sukces. Niestety, często komuś odbija kasa, wpada w alkoholizm czy dragi i tak się to kończy. 

U: Wspomniałeś o nowej płycie, czy to także będzie współpraca z Ariwa Studio?

R.B.: Jeszcze tak daleko nie poszliśmy w planach. Najpierw chcemy wydać płytę dubową „Dża Ludzie”, może również na winylu. Opracowaliśmy bardzo dobry sposób na nagrywanie: najpierw dwa, trzy dni w najlepszym studiu nagraniowym z basem i perkusja, a potem miesiąc spokojnego dopracowywania reszty już w Warszawie. 

U: To może na koniec opowiedz nam o swoich indywidualnych planach.

R.B.: Teraz pracujemy nad tym, żeby Kryzys w końcu wydał studyjną płytę, bo jak dotąd nie udało nam się tego zrobić. Chcemy, by było to wydawnictwo nowoczesne, ale jednocześnie stworzone na luzie. Robimy bardzo ciekawe projekty z Szumem, gdzie mój partner Doktor Radek napisał numery, których zagrania wprost nie mogę się doczekać. A na początku marca będzie Brylfest, więc jeszcze o mnie usłyszycie.     


Rozmawiali: Wojtek Sitarz i Łukasz Porębski  (Uniradio)

 

więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing