O przejawach i objawach Kameralnej Wielkiej Improwizacji Kabaretowej, której będziemy mogli być świadkami we Wrocławiu w najbliższy weekend, rozmawiała z Wiśnią – jej spersonifikowanym przedstawicielem, Anna Karin.
Anna Karin: Pytanie z natury filozoficznych. Czy istnieje taki byt, jak człowiek-KWIK?
Wiśnia: Są różne byty oczywiście, taki na przykład człowiek-nietoperz, człowiek-piwosz, człowiek-świnia, który swoją drogą jest bytem realnym, ale tu nie o tym. W przypadku KWIK bardziej niż byt pojedynczy liczy się grupa bytów, i to grupa
wsparcia. Na śmieszność całego wydarzenia wpływają zarówno ci na scenie, jak i widownia, bo to w dużej części zależy od wyobraźni widowni, co my będziemy grali, do czego będziemy zmuszeni. Z każdymi kolejnymi improwizacjami coraz więcej ludzi jest chętnych i odważnych, żeby rzucać nam hasła, dawać propozycje, co powinniśmy zagrać, co chcą zobaczyć, gdzie się scenka ma odbywać, kim my mamy być.
Czyli obserwujemy również pewien schemat ewolucyjny?
Jeśli jest to ewolucja, to zupełnie niezamierzona. Myśmy kompletnie nie wiedzieli, co z tego wyniknie. Na pomysł, wydaje mi się, że wpadł Artur Józkowiak z kabaretu Nic Nie Szkodzi. Zadzwonił i zaproponował nam uczestnictwo w improwizacjach i myśmy to bardzo chętnie przyjęli, bo w czymś takim nie uczestniczyliśmy jako kabaret OTOoni, a działamy już 6 lat. I tak to wyszło. To, że improwizacje kabaretowe mają w nazwie „kameralne”, nie jest przypadkowe. Zaczynaliśmy w klubie studenckim, gdy się już nie mieściliśmy z widownią w Ośrodku, gdzie otrzymaliśmy bardzo duże wsparcie. Teraz jesteśmy w Firleju. Coś w tym procesie na pewno straciliśmy, ale coś też zyskaliśmy. Na pewno uzyskaliśmy więcej wyobraźni łącznie, natomiast straciliśmy troszkę tej kameralności…
Macie jakiś szczególny sposób przygotowywania się do przedstawień? Medytacje, inne formy sportu, na ulicy robicie przechodniom sceny…
Robienie scen jest zupełnie naturalne i wpisane w życie każdego człowieka, a szczególnie kobiety.
To rozumiem, że tylko koleżanki się przygotowują. Tak?
Koleżanki nałogowo, od urodzenia się przygotowywały do tych wielkich ról, natomiast my ćwiczymy te gry po to, żeby wiedzieć, o co w tym chodzi. Refleks jest tutaj naprawdę bardzo ważny. Na pewno widać na scenie, że niektórzy mają lepszy refleks, choć to nie jest tak, że w improwizacjach ktoś może się nie sprawdzić. Przy tak dużej dozie niewiadomej ważne są też celne riposty. Nie ważne, że czasami trzeba chwilę zaczekać. Gdy wszyscy kwiczą ze śmiechu, cel jest osiągnięty.
Co KWIK wnosi w Wasze życie?
Na pewno dużo dobrego humoru. Improwizacje uczą też, jak działać, kiedy nie masz narzuconych bardzo mocnych ram. To jest bardzo trudna sztuka, której my się cały czas uczymy. Improwizacje dają to, że w chwilach zawieszenia kolegi, w chwilach nieoczekiwanej reakcji publiczności, my reagujemy dużo naturalniej, mamy więcej refleksu i pewności siebie.
Dlaczego polecilibyście KWIK widzom?
My się świetnie na tym bawimy. Wszyscy – nie mówię tylko z punktu widzenia osób na scenie. Zawsze mam uczucie, że ta widownia wychodzi, to są reakcje wchodzące w interakcje – dwa trudne słowa w jednym zdaniu, nieźle. Ci, którzy lubią wysmakowane poczucie humoru, trafią na dwa doświadczone kabarety, które im to dadzą.
Czy zalecacie użytkowanie technik KWIK w jakichś szczególnych warunkach psychospołecznych?
Tak, w autobusach i tramwajach, szczególnie w okresie roztopów.
A dlaczego akurat w okresie roztopów?
A dlaczego nie?
No fakt. Improwizacja od pokoleń cieszy się dużym uznaniem, takie na przykład improwizacje w muzyce, w firmach, w polityce. Przewidujecie może udzielanie jakichś kursów?
A propos historii improwizacji. To Maria Curie-Skłodowska dostała za jedną improwizację Nobla. Oppenheimer zrobił taką improwizację, że skończyło się w Japonii… Wracając do kursów. Były tego typu rozmowy, ale podchodzimy do tego naprawdę bardzo skromnie. Wyobraźmy sobie jednak nazwę: Wrocławska Szkoła Improwizacji. WSI brzmiałoby to dumnie. Było już nawet jedno. Wynosili i przynosili jakieś teczki – to też w sumie była praca z tekstem, bardzo artystyczna robota, ale nie chcielibyśmy głębiej nawiązywać do ich tradycji. Podobno WSI posiada kilka samolotów bezzałogowych. Nam wystarczyłby jeden – za to załogowy.
Jakieś pytanie, którego nie zadałam, a na które chciałbyś odpowiedzieć?
Może… Jaki kolor ostatnio poznałeś? Wydaje mi się, że to byłoby dość trafione pytanie. Mężczyźni znani są z tego, że mało znają kolorów, a ja ostatnio poznałem kolor magenta. To jest jeden z kolorów tonerów do drukarek laserowych – różowy, bardzo różowy…
Rozmawiała: Anna Karin
Foto: Materiały prasowe