Stanisław Soyka i Goście - Chronology

niedziela 5 kwietnia 2009




Śpiewa, gra na fortepianie, gitarze, a także skrzypcach. O sobie mówi, że „gra tam, gdzie go wołają”, muzyka zaś daje mu poczucie spełnienia. I tak już od 30 lat. Swój jubileusz pracy artystycznej Stanisław Soyka obchodził we Wrocławiu.

Koncert jubileuszowy artysty zorganizowano 3 kwietnia w Capitolu, w ramach festiwalu piosenki studenckiej "Łykend 2009". Wydarzenie to poprzedziła konferencja prasowa w Empiku na wrocławskim Rynku, na którą Soyka przybył w towarzystwie trzech przyjaciół – gitarzysty Janusza Yaniny Iwańskiego, pianisty jazzowego Wojciecha Karolaka i Tomasza Tuczkiewicza, który na koncercie wcielił się w rolę konferansjera. Spotkanie to szybko przemieniło się w swobodną rozmowę czwórki przyjaciół, której przysłuchiwali się dziennikarze. Panowie wspominali zarówno swoje pierwsze spotkania, wspólne występy w zespołach Sfora i Tie Break, wizyty we Wrocławiu oraz – oczywiście – poruszali temat wieczornego występu. Po konferencji, a jeszcze przed samym koncertem udało mi się zamienić kilka słów z jubilatem.



Marcin Traczyk: Podczas konferencji wiele było wspomnień, ja też przyłączam się do gratulacji i życzeń z okazji 30-lecia pracy artystycznej i jednocześnie zbliżających się 50. urodzin.

Stanisław Soyka: Dziękuję.

M.T.: Na koncercie nie zabraknie wielu wspomnień związanych z tym podwójnym jubileuszem...


S.S: Mamy zaplanowany koncert w sensie repertuarowym, ale co się wydarzy, w tych połączeniach i zmianach trudno powiedzieć, ale nastrój, muszę powiedzieć, jest taki… taki jubileuszowy (śmiech).

M.T.: Dzisiaj na konferencji sporo było tej pozytywnej energii. Chciałem jeszcze wrócić do wspominek i pańskich początków z muzyką, bo pochodzi pan z umuzykalnionej rodziny…

S.S.:
Pochodzę z rodziny, która jest z pewnością "melomańska" i istnieje w niej zamiłowanie do muzyki. Ja natomiast pamiętam jedno, taki moment, może miałem wtedy 6 lat, może mniej. Zauważyłem, że jak zaczynałem śpiewać – bo wszyscy dookoła mnie śpiewali – to mnie słuchali. Ludzie przestawali rozmawiać    i  słuchali. I ja to odnotowałem w pamięci. A pamiętam też, jak mój dziadek powiedział do mamy: „Ucz tego synka muzyki”. No i tak zaczęła się moja edukacja muzyczna.


M.T.: To nie jest jednak tak, że jest pan artystą-rzemieślnikiem, muzyka znaczy dla pana coś więcej?

S.S.: Przyznam, że czuję się na tym terytorium po prostu u siebie, tzn. czuję się sługą wielkiej wspaniałej Pani, jaką jest muzyka. Dziękuję Bogu, bo dostałem właściwie wszystko, o co prosiłem do tej pory. Jest też tak, że wciąż istnieją tajemnice i coraz bardziej je cenię, ponieważ tajemnica pozwala mi być odrobinę ufnym, jak dziecko. Daję się prowadzić przez życie, wierząc po prostu w dobro. Nie chcę się rozgadywać, a jest pewnie bardzo dużo anegdoty w tej drodze do dzisiejszego mnie teraz, ale jednocześnie, z reguły nie prowadzę takich analiz. Kiedy ktoś mnie zapyta, tak jak pan dzisiaj, wtedy staram się skupić i sobie coś przypomnieć. Powiedziałbym, że mam niezwykle ciekawe życie, ale najważniejsze czego nauczyłem się od moich mistrzów, to konsekwencja. Usłuchałem ich, kiedy mówili mi, że jeżeli naprawdę chcę być przy muzyce i nadać jej jakąś wartość, to muszę być konsekwentny, nie mogę się poddawać i schodzić z placu boju. To oczywiście dotyczyło różnych spraw w życiu i wciąż dotyczy, ja natomiast jestem i zamierzam kontynuować to, co robię. Jubileusz się skończy i wracam do roboty, ale rzecz w tym, że w repertuarze tego bycia gotowym i bycia konsekwentnym są różne pokusy, a także sytuacje w których człowiek się nie orientuje, np. że staje się narzędziem w czyichś rękach. Można zostać  narzędziem w rękach mediów i to jest niebezpieczne, uzależnienie od nich jest groźne. Trzeba uważać, żeby się nie dać im zwariować...

M.T.: Przez te media jest pan nazywany jazzmanem…

S.S.: To w sumie racja, czuję się jazzmanem w sensie formacyjnym i w moim myśleniu o muzyce. Owszem, jestem  jazzmanem!



M.T.: Ale bierze pan udział także w innych projektach.


S.S.: Bo jestem muzykiem! (śmiech).

M.T.: Chcę skorzystać z okazji i zapytać o dwa pańskie projekty,  jak na przykład nagrany w duecie z Krakowskim utwór „Waluta” Oprócz wokalu, figuruje  pan też jako autor słów do tej piosenki.


S.S.: Tak, to rzeczywiście najkrótszy tekst, jaki mi się udało napisać (w piosence wciąż powtarzana jest fraza: „Przyzwoitość to waluta” – przyp. M.T.). W Krakowie, kiedyś po koncercie, spotkaliśmy się w Pięknym psie z przyjaciółmi . Było tam dwóch chłopaków z soundsystemu Krakowski. Zapytali, czy bym nie zrobił czegoś z nimi. Lubię reggae i od razu powiedziałem: „tak”. Oni byli tym nawet trochę zdziwieni (śmiech). W końcu umówiliśmy się, że jak będę z powrotem w Krakowie, to możemy wejść do studia i to zrobić. Bardzo się cieszę, że młodzi ludzie chcą się ze mną spotykać i razem muzykować. To mnie też czegoś uczy, a wychodzi z tego często coś ciekawego.

M.T.: Zupełnie innym utworem jest „Coming Home” na nowej płycie Pati Yang. Ona sama mówi że jest on niezwykle osobisty, chyba najbardziej osobisty na całym krążku.

S.S.:
Właśnie wczoraj mi o tym mówiłaa. Wiąże się ten utwor z okresem półtora roku, kiedy mieszkała w Los Angeles i takim momentem, kiedy cholernie tęskniła i nie mogła tego znieść, tak że tęsknota zmieniała się w ból fizyczny...

M.T.: Czyli nagrywając ten utwór nie wiedział pan, jak wielką odpowiedzialność składa na pańskie ręce i pański fortepian?

S.S.:
Nie, ale też niepotrzebna mi była taka eksplikacja. Sarałem się odczytać potrzeby, oczekiwania Pati i powody, dla których mnie zaprosiła, z nut piosenki. Ale faktycznie, nie znałem wtedy tej historii.

M.T.: Skoro jesteśmy przy fortepianie, to jakiś czas temu w jednym z wywiadów Anna Maria Jopek, wspominała  pana, wasze wspólne spotkania i muzykowanie.

S.S.: Już od jakiegoś czasu kręcimy się koło takiego „pomyślunku” , zeby się tak "rozśpiewać" i zagrać trochę rzeczy razem. Może by się to nawet w jakiś zbiór skleciło... Rzecz jest cały czas na warsztacie, chociaż teraz jestem jeszcze trochę zajęty, bo zaraz po jubileuszu będziemy się z zespołem zajmować nowym albumem, który wyjdzie wczesną jesienią i będzie się nazywał „Studio Wąchock”. Więcej nie powiem.



     Wieczorem salę teatru Capitol szczelnie wypełnili fani artysty. Na początek Soyka zagrał i zaśpiewał przy fortepianie solo, wykonując  jeden ze swoich największych przebojów – "Cud niepamięci". Następnie na scenie pojawili się  weterani polskiego jazzu, czyli Wojciech Karolak (fortepian), Czesław Bartkowski (perkusja) i Zbigniew Wegehaupt (kontrabas), Soyka zaś wcielił się w rolę wokalisty śpiewając m.in. utwory Raya Charlesa. Publiczność najbardziej poruszył jednak duet z Yaniną Iwańskim. Grając tylko na gitarach akustycznych, artyści wspólnie wykonali zarówno słynny szlagier Boba Dylana "Like a Rolling Stone", jak i największy przebój napisany w duecie, czyli "Tolerancję". Na scenie pojawił się również aktualny skład, z którym Soyka pracuje nad najnowszą płytą. Przedpremierowo wykonano kilka utworów z nieopublikowanego jeszcze krążka – trzeba przyznać, że brzmiały naprawdę dobrze, na płytę więc warto czekać.

     Po wyśmienitym koncercie jubilat otrzymał okolicznościowy tort od mieszkańców Wrocławia, który wręczył mu prezydent Rafał Dutkiewicz. Tomasz Tuczkiewicz odczytał także list napisany na tę okoliczność przez ministra kultury. Jak się okazało, jego współautorem był… sam Soyka, tekst bowiem zawierał liczne fragmenty skopiowane wprost z biografii artysty dostępnej na jego oficjalnej stronie internetowej.

     Kto nie miał okazji wysłuchać koncertu  we Wrocławiu, może wybrać się do Warszawy, gdzie 17 czerwca w tym samym składzie i z tymi samymi gośćmi artysta wystąpi w nowej sali koncertowej przy ulicy Grochowskiej. Warto zwrócić też uwagę na obszerne, 16-płytowe wydawnictwo "Rocznik ‘59", będące podsumowaniem dorobku Stanisława Soyki. Jeszcze podczas konferencji prasowej przyjaciele artysty żartowali: To jest definitywny Stanisław Soyka. Jak się ma takie płyty to nie trzeba żadnych kolejnych kupować. Jubilat z uśmiechem na ustach ripostował natomiast, że nie są to wcale jego ostatnie słowa (i dźwięki) na rynku muzycznym. I oby tak zostało przez kolejne 30 lat!


tekst: Marcin Traczyk
foto
: Róża Wiśniewska-Zając

 

więcej artykułów

 


Dodaj do:




Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing