"To jest sztuka undergroundowa, podziemna" – rozmowa z Kaliną Piskorską

poniedziałek 14 grudnia 2009




W połowie października tego roku w Berlinie miała miejsce międzynarodowa wymiana komiksowa. Jedną z jej uczestniczek była Kalina Piskorska, studentka i absolwentka UWr. 19 grudnia w galerii Klub „Pod Kolumnami” odbędzie się wernisaż wystawy Comic Youth!, która jest podsumowaniem prac multikulturowych zespołów komiksowych. O roli komiksu w budowaniu twórczego dialogu międzykulturowego Kalina Piskorska opowiada Ninie Karniej.


Nina Karniej: Kiedy zaczęłaś się interesować komiksem?

Foto: Magdalena SpyrkaKalina Piskorska: Do niedawna interesowałam się tylko japońską mangą i anime. Zawsze marzyłam o wycieczce do Tokio, przez anime zaczęłam też uczyć się japońskiego. Komiksów z naszego kręgu kulturowego nie czytałam. Nie widziałam w nich tego potencjału, który dostrzegam teraz. Jeszcze pół roku temu nie pomyślałabym, że pojadę na wymianę młodzieżową, na której będziemy wymyślać komiksy i że później będę koordynować wystawę podsumowującą pracę nad całym projektem. 

To co cię, zatem skłoniło do wyjazdu do Berlina?

W połowie lipca dowiedzialam sie, że w październiku ma być wymiana komiksowa w Berlinie. Zostałam poinformowana, że będzie to spotkanie osób które interesują się sztuką i są kreatywne. Postanowiłam spróbować.

Jak dowiedziałaś się o wymianie?

Dowiedziałam sie o tym z listy mailingowej, organizacji pozarządowej AEGEE (Europejskie Forum Studentów – przyp. NK),  której jestem członkiem. Twórcami i koordynatorkami projektu były Anne Bretschneider z Niemiec i Chryssa Thanella z Grecji przy wsparciu organizacji Citizens of Europe.

Jak długo trwała wymiana? Ilu było uczestników? Jakiej narodowości?

Był to tydzień w Berlinie, na początku jesieni. W wymianie uczestniczył 31 osób z 6 krajów europejskich. Uczestnicy pochodzili z Portugalii, Grecji, Rumunii, Polski, Niemiec i Słowacji. Zasadniczo było około 5 osób z każdego kraju.

Czy uczestnicy mieli okazję się wcześniej poznać?

Były to grupy typowo sytuacyjne, nie znaliśmy się wcześniej. Moim zdaniem na takich wymianach, ciekawie przebiega proces aktywności w grupach, właśnie poprzez tę początkową, wzajemną „obcość”. Najpierw wszyscy badają swoje indywidualne granice, dopiero po kilku dniach wytwarza sie rodzaj synergii i wtedy odnosi się wrażenie, że wszyscy mogą się poznać poprzez wspólne działanie. W pewnym momencie podziały narodowościowe i kulturowe, przestały mieć znaczenie. Połączyła nas praca nad jednym projektem.

Jak wyglądała wasza praca nad projektem pod względem organizacyjnym?

Wymiana składała się z kilku etapów. Na samym początku poznawaliśmy alternatywne oblicze Berlina. Oglądaliśmy mur Berliński i sztukę uliczną, której jest tam bardzo dużo. Oprowadzała nas artystka z Berlina, która chciała abyśmy się zastanowili nad funkcjami i przekazem street artu. Następnego dnia grupa z każdego kraju przedstawiła komiksy ze swoich państw. Okazało się, że tematyka komiksów mimo tego, że są z różnych krajów jest podobna i oscyluje wokół samotności w tłumie, problemów jednostki w mieście, czy stereotypów. Właśnie przede wszystkim te problemy zajmowały nas, kiedy tworzyliśmy nasze projekty. Foto: Kornelia KaziorJeden z moich ulubionych przedstawia kilka dni życia berlińskiego taksówkarza. To opis rzeczywistości widzianej oczami bardzo ironicznego człowieka w średnim wieku, do którego taksówki wsiadają osoby różnej narodowości, będące z reguły potwierdzeniem stereotypowych wyobrażeń o obywatelach danego kraju. Ciekawa jest także  historia małej myszki zatytułowana „Colour it up!” walczącej z szarością wielkiego miasta przez malowanie graffiti, która musi uciekać przed funkcjonariuszami kociej policji. Pamiętam też pracę „Stolen”, w której pewna kobieta usiłuje uciec przed podejrzanie wyglądającym chłopcem. W efekcie okazuje się, że chłopiec chciał tylko narysować jej portret. Skradł jedynie jej wizerunek. Zanim zaczęliśmy pracować w grupach mieliśmy warsztaty komiksowe z właścicielem biblioteki komiksowej w Berlinie i zarazem autorem komiksów, Auge Lorenzem. On nas uczył jak konstruować bohaterów, wskazał, jakie techniki stosować. Po prostu pokazał nam, jak stworzyć dobry komiks. Od tego momentu i odkąd podzieliliśmy się na grupy, zaczęła się właściwa praca.

Co decydowało o doborze osób w poszczególnych zespołach?

Podział na grupy przebiegał bardzo ciekawie. Była to technika pracy twórczej, znana jako „metoda dziewięciu pomysłów”. Każdy musiał wymyśleć dziewięć pomysłów. Następnie wszyscy rozmawialiśmy miedzy sobą o tych koncepcjach. Szukaliśmy porozumienia. Prowadzący powiedział, że we wszelkiej dziewiątce pomysłów zawsze trafi się jeden genialny. Każdy miał swoją historię, która w połączeniu z innymi pomysłami mogła dać dobry efekt, opowieści się po prostu uzupełniały.

Jak wyglądały podziały wewnątrzgrupowe? Komiksy są zwykle tworzone przez dwóch autorów: rysownika i scenarzystę. Czy wybór danej funkcji był spontaniczny?

Przez dwóch autorów, tak? Wydaje mi się, że zwykle jest to jeden twórca... Podział naszych pracy przebiegał zupełnie spontanicznie. Pełnienie danej roli w zespole zależało od umiejętności. Część osób była bardziej doświadczona, bo już wcześniej miała do czynienia z komiksem, inna mniej. W mojej grupie dwie dziewczyny studiowały grafikę i to one odpowiadały za wizualną stronę projektu. Każdy robił to, co umiał najlepiej.

Jaki był główny cel całego projektu?

Celem było zachęcenie młodych osób do wyrażenia własnych opinii o świecie w przestrzeni publicznej. Ważne jest dostrzeżenie jej dynamiki – statyczność tych konstrukcji jest wyłącznie pozorna. Udział w projekcie był niesamowicie inspirujący! Jak wróciłam z Berlina, to chciałam malować graffitti na wrocławskich murach… Im więcej komiksów poznawałam, tym wyraźniej zauważyłam, że jest to alternatywna dziedzina artystyczna. To jest sztuka undergroundowa, podziemna. Autorzy komiksów mogą sobie pozwolić na więcej niż chociażby pisarze. Mogą operować nie tylko słowem, ale także ekspresją obrazu. Twórcy komiksów często celowo łamią konwencje. Ich prace nie muszą być poprawne politycznie. Właśnie tego odbiorcy od nich oczekują: świeżego spojrzenia na świat. Komiksy wyróżnia odwaga mówienia swojej prawdy o świecie. Nawet jeśli to wizja kłócąca się z opinią ogółu.

Foto: Daniel WójcikJaki był efekt prac? Ile komiksów powstało?

Jeśli założymy, że każdy z uczestników miał dziewięć pomysłów, to… z początkowej liczby około 250 komiksowych koncepcji, powstało sześć niebanalnych historii. Pod koniec wszyscy bardzo zaangażowali się w pracę, baliśmy się, że nie zdążymy na czas. Komiksy wykonane są przy użyciu różnych technik: kolażu, tuszu, ołówka. Ostatniego wieczoru prezentowaliśmy efekty naszych prac.

Dlaczego warto zaprezentować wyniki prac szerszej publiczności? Jaki nadrzędny cel założyłaś sobie koordynując organizację wystawy?

Wydaje mi się, że komiksy, które powstały są po prostu świetne. Opierają się na realizacji wspólnych pomysłów, ich przygotowanie komiksów nie byłoby możliwe bez osiągnięcia porozumienia w grupach. Można to przełożyć na bardziej ogólną tezę: konstruktywny dyskurs międzykulturowy jest podstawą do wspólnych działań twórczych. Właśnie  możliwość nawiązania takiego dialogu poprzez wspólne działanie, pokazuje, że wielu ludzi jest zainteresowanych sztuką, mają mnóstwo pomysłów i okazuje się, że wspólnymi siłami te pomysły można zrealizować. To co nas pozornie dzieliło, wzbogaciło naszą pracę i przede wszystkim każdego z nas.

Skąd pomysł na wystawę waszych prac na Nadodrzu?

Organizatorzy w Berlinie proponowali nam możliwość przygotowania wystawy w poszczególnych krajach. Pomyślałam, że galeria Klub „Pod Kolumnami” na Nadodrzu będzie odpowiednim miejscem. Nadodrze jest piękne, ale zaniedbane i niedoceniane. Warto je trochę zrewitalizować.

Więcej o wystawie Comic Youth!

Do jakiej grupy odbiorców kierowana jest wystawa?

Wystawa jest kierowana nie tylko do osób zainteresowanych komiksem, ale do wszystkich, których interesuje dialog międzykulturowy. Młody komiks pokazuje świat widziany oczami młodej Europy. 

Czy taka forma inicjatywy społecznej jest łatwa do zrealizowania we Wrocławiu?


Galeria Klub „Pod Kolumnami” jest otwarta na inicjatywy społeczne. Przyszłam z pomysłem, a oni od razu chcieli ze mną rozmawiać. Istnieje możliwość zrealizowania swoich pomysłów,  trzeba tylko działać. Nic się nie zmieni, dopóki nie zacznie się czegoś robić. Praca nad projektem wymaga sporej dawki zaangażowania. Nawet, jeśli pojawiają się jakieś przeszkody i coś się nie udaje, nie można się zrażać, bo później pamięta się tylko radość ze zrealizowanych projektów – zupełnie jak ze spełnionych marzeń.


Rozmawiała: Nina Karniej

Foto: Magdalena Spyrka, Kornelia Kazior, Daniel Wójcik

 

więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing