Mimo tego, że pogoda nie sprzyja Festiwalowi – jest tak słonecznie, że zamiast siedzieć w ciemnym kinie chciałoby się relaksować nad Odrą – to w piątek na Dużej Sali było tylko kilka czerwonych, pustych miejsc. Znakomita, jak zawsze, KANowa publiczność wypełniła salę po same brzegi. Zaszczycili nas również swoją obecnością członkowie jury – znawcy kina i autorzy filmów. Konkurs Kina Polskiego rozpoczęty.
Nadesłano około 250 filmów. Rada Programowa Konkursu Filmów Polskich zakwalifikowała do konkursu tylko 39 z nich: 9 animacji, 14 dokumentów i 16 fabuł. To właśnie one będą walczyć o festiwalową KANewkę. Podczas XI. edycji
Festiwalu jury w składzie: Jerzy Kapuściński, Magdalena Kumorek i Filip Marczewski, po raz drugi przyzna nagrody w trzech kategoriach: fabuła, animacja, dokument. Również Wy, KANowicze, możecie oddać głos na swojego faworyta, wypełniając otrzymaną przy wejściu na salę ankietę. W tym roku filmy konkursowe walczą nawet o uznanie dziennikarzy, bowiem na niedzielnej gali wręczona zostanie KANewka Dziennikarzy.
Oby to była wyselekcjonowana dawka filmów wartych uwagi – pisałam o Konkursie Filmów Polskich w relacji z drugiego dnia KAN-u. Pisząc to, jednocześnie wręcz życzyłam sobie, żeby nie spotkało mnie rozczarowanie, by polskie amatorskie kino na tle kina zagranicznego nie wypadło blado. Jak na razie widziałam tylko trzy bloki i mam nadzieję, że nie pośpieszę się z tym stwierdzeniem, ale polskie kino niezależne ewoluuje! Autorzy eksperymentują, podejmują nowe tematy, wykazują coraz większą sprawność warsztatową i na pewno nie brakuje im polotu.
W holu głównym, przed salą, jak zwykle wspaniała atmosfera. Wszyscy skumulowani przy wejściu na Dużą Salę. Pomiędzy nimi widoczni od czasu do czasu organizatorzy w kaskach robotniczych, wolontariusze w KANowych koszulkach. Z tłumu wyróżniała się natomiast postać na szczudłach, trzymająca lupę. Wszyscy, bez wyjątków, dyskutują o filmach. Mateusza z Uniwersytetu Wrocławskiego zaskoczył trzeci blok – spodziewał się więcej filmów artystycznych niż dokumentów. Uważa jednak, że dużym plusem był dobór tematów, czyli głównie problemy, które już od wielu lat doskwierają polskiemu społeczeństwu –alkoholizm („Do dna”, reż. Maciej Głowiński) czy trudność z aklimatyzacją po wyjściu z zakładu karnego („Miodowy miesiąc”, reż. Grzegorz Krawiec). Maćkowi z Politechniki nie odpowiadała kolejność bloków wyświetlanych filmów – zbyt ciężkie i trudne tematy na koniec dnia, zwłaszcza dla tych, którzy byli w kinie od godziny 16:00. Olga z Uniwersytetu Przyrodniczego uśmiała się na drugim bloku filmów polskich. To była spora dawka humoru – mówi.
Ilość dokumentów, jak i długość filmów, zaskoczyły chyba wszystkich. Autorzy przedstawili przykrą polską rzeczywistość. Niektórzy podeszli do tematu z większym dystansem, bawiąc widza, jak np. w filmie „Spacer” (reż. Aneta Kopacz i Paweł Popko). Reżyserzy przedstawiają Kasię i Marka, którzy spotykają się już od pewnego czasu, jednak różnie definiują ten układ. Kasia mówi, że Marek nie będzie jej miłością, bo ją w******, a Marek uważa, że życie to sztuka wyboru, można iść w krzaki, a można nie iść. Prawda boli, ale w tym przypadku rozśmieszyła na sali każdego. Chwilę refleksji dostarczył nam ostatni film z bloku trzeciego – „Miodowy miesiąc”. Historia Tomka, który wyszedł z zakładu karnego i próbuje rozpocząć normalne życie pokazuje nam, jakie są granice ludzkiej wytrzymałości, oraz to, ile jest w stanie zrobić człowiek dla lepszego życia i miłości. Wczorajsze animacje natomiast totalnie przegrały z resztą filmów. Te wszystkie poruszające dokumenty przyćmiły je i tak naprawdę nie utkwiła mi w pamięci żadna warta opisania.

Uważam, że piątek był najlepszym jak do tej pory dniem KAN-u. Różnorodność treści i gatunków, przejęcie i gromki śmiech na sali, przerażająca prawda, ale też i dystans do życia – to wszystko towarzyszyło nam, oglądającym bloki Filmów Polskich. A na koniec jeszcze świetne afterparty w Schodach Donikąd i koncert zespołu Biff – oj, działo się.
Tekst: Anna Marcinkowska
Foto: Maciej Zadrożny
