To społeczeństwo poniosło tę płytę - rozmowa z Denatem z Lao Che

niedziela 14 marca 2010




Lao Che to specjaliści od eksperymentów, którzy wielu uwrażliwili na kulturę Słowian czy losy powstańców warszawskich. Są bardzo konsekwentni w nagrywaniu zaskakujących albumów. Przy okazji ich wrocławskiego koncertu o nowej płycie zatytułowanej „Prąd stały/prąd zmienny” z Mariuszem „Denatem” Denstem rozmawiała Luiza Jurczyk.


Luiza Jurczyk: Minęło zaledwie kilka dni od premiery nowego albumu Lao Che „Prąd stały/prąd zmienny”. Czytacie notki prasowe i komentarze w Internecie na jej temat?

Mariusz „Denat” Denst: Czytamy, ale prawdziwa dojrzałość zespołu polega na tym, żeby nie zwracać na to uwagi, jeśli się włożyło kupę pracy i energii w to, co się stworzyło. Tak zwane recenzje mogą być pozytywne lub Foto: Filip Głuchnegatywne, a to nie ma większego znaczenia, ponieważ słuchacz sam ma możliwość weryfikować muzykę – można posłuchać materiału zanim się go kupi itd. Nie ma tak, jak kiedyś, gdy trzeba było faktycznie odnosić się do recenzji. Myślę, że to już inne czasy. Z drugiej strony, ciężko się powstrzymać od jakiegoś odniesienia i cała dojrzałość wszystkiego, co się tworzy, polega na przekonaniu, że zrobiliśmy, co mogliśmy zrobić. To jest chyba najważniejsze. Inne okoliczności nadają... drażliwości.
 
Jedni mówią, że nowy album to kolejny eksperyment, inni, że ta różnica między kolejnymi albumami wynika z tego, iż zespół nadal poszukuje. Czy wciąż poszukujecie?
 
Tak. Myślę, że to jest credo naszego działania – żeby zawsze było inaczej, żebyśmy zawsze uczyli się czegoś nowego. Przy tej płycie musieliśmy zweryfikować wszystkie nasze dotychczasowe działania i wyjść z czymś innym. Myślę jednak, że recenzje są często płytko zbudowane – nawet te pozytywne wynikają najczęściej z pierwszych emocji, pierwszego przesłuchania. Płyta, która teraz wyszła, nadaje się na dziesiątki przesłuchań i myślę, że sam jeszcze nie znalazłem w niej wszystkiego, co, mam nadzieję, znajdę po 10 latach.
 
Płyta „Prąd stały/Prąd zmienny” nie jest albumem koncepcyjnym, jednak już po wstępnych przesłuchaniach da się usłyszeć jego spójność.
 
Nasze działania są w pewien sposób spójne, stąd te spoistości są widoczne. Stricte concept-albumem było „Powstanie Warszawskie” czy „Gusła”. Tu chodzi chyba o metodę, bo jeśli utwory są spójne, ale nie powstawały według pewnego scenariusza treściowego, to siłą rzeczy nie można tego nazwać konceptem – to znaczy, że fabularne treści nie łączą się ze sobą i nie zazębiają, natomiast stylistycznie można doszukać się podobieństw i spójności, które wytyczają drogę całego albumu i wtedy można go jakoś konceptualizować.
 
Album wyprodukował dla Was Marcin Bors, znany dobrze na polskiej scenie z produkcji m.in. dla zespołu Hey, Gaby Kulki czy Kasi Groniec. Jak się udała ta współpraca?
 
Wspaniale się udała. Marcin Bors nie tylko realizował płytę, ale także produkował. Wszystkie pomysły są zbitką naszej pracy przed nagrywaniem i jego już pracy producenckiej. Doradzał w kwestii aranżacji, wyszukiwał z nami brzmienia i barwy. Duże zaangażowanie Borsa w to, co zrobił, bardzo słychać. Myślę, że to ważne, żeby ktoś taki się pojawił, kto wniesie kolejne elementy i cenne uwagi, co wychodzi na plus dla ogólnego tworu. Marcin tutaj zrobił bardzo dobrą producencką robotę.

To był jego pomysł na to elektroniczne brzmienie płyty?
 
Nie. Pomysł wyszedł z nas samych. To my chcieliśmy taką płytę zrobić od samego początku. Jego myśl natomiast tkwi w szczegółach, detalach.
 
Foto: Filip GłuchOd czasu „Gospelu” minęły dwa lata. Jak mniej więcej wyglądała produkcja płyty?
 
„Gospel” wyszedł w 2008 roku, który był poświęcony tej płycie i jej promocji. Natomiast od początku 2009 roku zaczęliśmy pracę nad nowym materiałem, który z jego końcem zaczęliśmy nagrywać. Okres ten był zatem krótszy o rok od poprzedniej produkcji, ale to też wynika z tego, że mieliśmy więcej czasu do dyspozycji.
 
Czytałam w jednym z wywiadów ze Spiętym (wokalista i gitarzysta rytmiczny Lao Che – przyp. red) po płycie „Gospel”, że planujecie oderwać się od innych form zarobkowania i skupić tylko na muzyce. Udało się?
 
Tak. Po płycie „Gospel” udało nam się oderwać od spraw rzeczywistych i można było w pełni poświęcić się zespołowi. Tak więc teraz skupiamy się przede wszystkim na działalności zespołu, a wszystkie inne okoliczności takie, jak zarobkowanie i praca zawodowa, już nas nie obarczają. Myślę, że to jest na korzyść, ale z drugiej strony fajne było to, że potrafiliśmy kiedyś, pięć lat temu, jeździć w trasy, wracać z tych tras i iść następnego dnia do pracy. To była trudna sprawa, ale z drugiej strony dawała dużo siły. Były elementy, które budowały.
 
Nie boicie się, że z tej zależności mogą wyniknąć jakieś problemy?

Nie. Jesteśmy zwartą grupą. To już 10 lat wspólnej działalności. Lao Che to jest jedna wielka rodzina, dbamy o siebie, więc takie kwestie na pewno nie będą miały tu miejsca. Wszystkie sporne sprawy w zespole są rozwiązywane na zasadzie konsensusu, wypośrodkowania. Chcemy zawsze robić inaczej, żeby było to zaskakujące, nawet jeśli spotęguje to różnorodne reakcje i tysiące różnych opinii i recenzji. Myślę, że to chodzi o to. Gdyby to było powielenie, odcinanie kuponów od płyty „Powstanie Warszawskie” to zepsulibyśmy taką fajną sprawę, jaka artystycznie się wydarzyła nie dzięki naszemu udziałowi, ale dzięki społeczeństwu, które poniosło tę płytę. To było piękne, co się rzadko zdarza. Nie można było tego w żaden sposób popsuć – piękne było i pięknie się skończyło i niech takim pozostanie. Gdybyśmy teraz odcinali kupony i kombinowali, to na pewno nie było by to. Może recenzje mogłyby być inne, ale my wewnętrznie nie bylibyśmy silni. Gdy robimy coś po swojemu i odskakujemy, to wiemy, że jest to siła, pójście pod prąd. 

Nie chcecie się jeszcze bardziej odciąć od tej polskości? Często zespoły, które osiągnęły sukces w Polsce, nagrywają płytę w języku angielskim i jadą w trasę po Europie. Nie myślicie o takiej muzycznej emigracji?

Zamysły są w żartach – dostrzegamy tę furtkę, drogę. Wiemy, że po pewnych działaniach, pewnych tworach, można byłoby to szerzej pchnąć. Mamy potencjał. Uważamy, że gdybyśmy zrobili płytę o Wietnamie o takiej samej jakości emocjonalnej, jak o Powstaniu Warszawskim, to byśmy mieli tak! Przyjdzie taki moment, kiedy stwierdzimy, że nie ma już fajnej stylistyki, którą moglibyśmy łączyć, crossoverować, i może wtedy ta zmiana kulturowości, zmiana języka byłaby ciekawym dodatkiem.

Lao Che - fotorelacja z koncertu w Alibi

Spięty jest uznany za jednego z najlepszych młodych tekściarzy w Polsce, jednak z wielu rozmów z nim wynika, że jest to człowiek, który spokojnie podchodzi do kultury...
 
Tak. On nie będzie podkreślał swojej inspiracji wynikającej z literatury. To jest człowiek oczytany, który miał w pewien sposób wtłoczone to w edukacji. Natomiast myślę, że jest to praca związana z drążeniem. On siedzi, pisze, szuka, wyrzuca do kosza, znowu kombinuje. Spięty sam twierdzi, że to tak po prostu mu przychodzi i jedyny czynnik, który tu dostrzegam, to jest czas, który temu poświęca. To nie jest jednak tak, że on siada, pisze tytuł, podkreśla go – tak, jak to było widoczne w filmie o Metallice: siedzą i piszą. To jest jednak głębsze zjawisko – drążenie, szukanie, kombinowanie, znajdowanie. Wszędzie spotykamy się z metaforami, które choćby tak, jak „Urodziła mnie ciotka”, które słyszeliśmy gdzieś między płytą „Powstanie Warszawskie” a „Gospel” – ktoś rzucił taki tekst i bardzo nam się to spodobało. Nawet jeśli Spięty teraz niekoniecznie ma czas, żeby czytać i zgłębiać, to jest w jego głowie baza różnych pomysłów, naleciałości z wielu lat, które tam siedzą i myślę, że kiedyś się wyklują lub wykluwają, a może już wykluły…

Lao Che przed „Gusłami” a Lao Che teraz?
 
Jest ogromna różnica, jeśli chodzi o możliwości. Sama esencja, idea tworzenia, artystycznego podejścia, żeby szukać nowych rozwiązań, by było to oryginalne, czasem na przekór, pod prąd – to jest od zawsze. Udało nam się też zdobyć fanów i na nich bazujemy. Nie powiem, że tworzymy muzykę pod fanów. Trzon tych najwierniejszych myślę, że cieszy się, że zawsze jest inaczej.


Rozmawiała: Luiza Jurczyk

Foto: Filip Głuch

 

 




Dodaj do:







Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing