Umiłowanie punktu – rozmowa z Marianem Poźniakiem

wtorek 6 stycznia 2009




Kim jest Marian Poźniak poza tym, że znanym malarzem?

M.P.: Trudno streścić osiemdziesiąt lat życia, trochę się już tego nazbierało. Najpierw była wojna, partyzantka, a potem przyjechałem do Krakowa, gdzie skończyłem studia na wydziale malarstwa. Potem jako plastyk zostałem przyjęty do zakładu rysunku, malarstwa i rzeźby na Politechnice Wrocławskiej i tu już pozostałem, przechodząc wszystkie szczeble kariery, od asystenta do profesora.

Ekspozycja, którą możemy właśnie oglądać w Muzeum Architektury obejmuje ponad 150 prac, skąd pomysł na tak obszerną wystawę?

M.P.: Pomysł wyszedł ze strony muzeum. Natomiast obszerność ekspozycji wynika z tego, że ma to być podsumowanie całej mojej drogi artystycznej i spojrzenie na nią z perspektywy czasu. Wystawiałem już także za granicą. Mój obraz został wręczony Papieżowi podczas wizyty władz Wrocławia w Watykanie. Zresztą, z tą wizytą wiąże się ciekawa historia. Gdy wrocławscy włodarze zostali zatrzymani na Włoskiej granicy, ponieważ celnicy uznali, że próbują oni wwieźć obraz o bardzo wysokiej wartości historycznej. Na całe szczęście, szybko przysłano na miejsce specjalistów, którzy ocenili, że jest to współczesne dzieło. Z grupą wrocławską miałem wystawę w Paryżu, sam także w innych częściach Europy, a nawet w Azji. Jednak były to ekspozycje prezentujące tylko wycinek twórczości.  Teraz już nie maluję, bo wzrok powoli odmawia posłuszeństwa, ale z tego co udało mi się stworzyć przez te kilkadziesiąt lat, powstała całkiem sporą wystawa, a i tak wiele dzieł się niestety nie zmieściło.

Pana twórczość obejmuje wiele różnych stylów i technik, czy jest to spowodowane szukaniem własnej drogi w malarstwie?

M.P.: Dokładnie tak. Moją twórczość naturalnie można podzielić na kilka okresów. Było tam i malarstwo figuratywne, kompozycje architektoniczne, abstrakcyjne kompozycje oparte na pejzażu, no i wreszcie pełna abstrakcja czyli punkty i płaszczyzny ziarniste, na których zakończyłem swoją drogę malarską. Dotarłem w ten sposób do esencji konstrukcji. Bowiem doszedłem do wniosku, że najważniejszym momentem jest punkt i moment zetknięcia pędzla z podobraziem. To z resztą widać w moich obrazach. Czasem są to same punkty, innym razem uczestniczą w jakieś akcji.

Skąd pan czerpie inspiracje do tworzenia takich dzieł?

M.P.: Są to głównie przemyślenia filozoficzne. W Piśmie na początku było słowo, natomiast w malarstwie wszystko zaczyna się od punktu. Ruch punktu daje linie, linia w ruchu tworzy płaszczyznę, natomiast z ruchu płaszczyzn tworzą się figury, a te z kolei budują przestrzeń która nas otacza. W swoich obrazach nie kładę nacisku na realistyczne odtwarzanie świata, ale za pomocą punktu staram się stworzyć własny, autonomiczny świat. W ten sposób uzbrajam obraz w wartości, a potem już tylko od odbiorcy zależy jego interpretacja.

Dobrze rozumiem, że właśnie w płaszczyznach ziarnistych znalazł pan spełnienie malarskie, czy może czegoś jeszcze chciałby pan spróbować?

M.P.: Wydaje się mi, że dotknąłem już w mojej w twórczości sprawy najważniejszej, czyli żeby obraz niósł w sobie jakieś wartości. Odwzorowywać świat idealnie potrafi fotografia i film, od siebie, jako malarza wymagam czegoś więcej. Trudno mi wyobrazić sobie kierunek w jakim miałbym pójść, bowiem w tym ostatnim ze stylów, przy stosunkowo prostej technice jestem w stanie uzyskać wprost nieograniczone efekty. Mówiąc obrazowo: dla mnie końcem kariery, było to co jest początkiem wszystkiego. Bo przecież cały świat zaczął się od skomasowania wielkiej energii w jednym punkcie i wielkiego wybuchu. On z kolei wypełnił wszechświat materią, która przecież też składa się z punktów.

A jak takie artystyczne pojmowanie świata rzutuje na życie codzienne?

M.P.: Jest to bardzo ciekawe zjawisko, bo ja ciągle konfrontuje czy to, co sobie założyłem w obrazie, ma odzwierciedlenie w rzeczywistości.  Niejednokrotnie bywało też tak, że niespodziewanie odkrywałem w jakimś elemencie inspiracje do dzieła.

Jak przebiega proces twórczy takich dzieł?

M.P.: Czasem malowałem używając punktu, jako podkładu na kolorowym tle. Innym razem na białym tle umieszczałem białe punkty, tak iż wyróżniały się tylko grubością, a następnie dzieło było laserowane farbą i w efekcie tego punkty w inny sposób zatrzymywały kolor, tworząc bardzo ciekawe efekty. Dzięki temu z obrazu, który ma tylko dwa wymiary, udawało mi się wyciągać głębię. Jednocześnie przy tworzeniu zawsze mam jakiś zamysł, bo ten kawałek płótna może być tylko wycinkiem większej całości. Jednak pomysł na sam obraz przychodzi równolegle z procesem twórczym przy płótnie. W efekcie, często siadając do pracy wciąż jeszcze nie wiem, czym zakończy się ta cała malarska przygoda. Zwłaszcza, że nieraz nawet już po skończeniu dzieła, dzięki odpowiedniemu oświetleniu faktury można uzyskać nowy, zupełnie inny efekt.

Spróbował pan już w swoim życiu wielu różnych gatunków, a co sądzi pan o współczesnej sztuce, która często ma za zadanie tylko szokować?

M.P.: Sądzę, że artysta ma to prawo, by zaproponować coś od siebie, jeśli tylko ma jakiś pomysł i odwagę potrzebną do zrealizowania go oraz jest konsekwentny i szczery w tym co robi. Dzieło, jakkolwiek by go nie oceniać, zawsze ma prawo do istnienia jako przejaw myślenia artysty. Jednak jakaś specjalna konkurencja wśród artystów i walka o rozgłos nie mieści się, według mnie, w formule sztuki. Przekroczyliśmy granice i dziś sztuka już nie opiera się tylko na kopiowaniu świata, a wręcz odtwarzanie istniejącego świata nie jest już uważane za sztukę. Dziś zadaniem artysty ma być dostrzeżenie tego, czego zwykły śmiertelnik dostrzec nie może.

Rozmawiał:           
Wojciech Sitarz www.pik.wroclaw.pl

 

więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


Brak komentarzy.


Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - 2013 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl, Utrzymanie i Rozwój: Stermedia
email marketing