W dniach 21–25 kwietnia w Kinie Warszawa odbywa się kolejna edycja Festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego. W ciągu pięciu dni festiwalowych czeka nas niezapomniana filmowa przygoda. Różnorodność pokazów, niekonwencjonalność podjętych tematów, akcenty muzyczne, trochę horroru i refleksji, dużo filmowych niespodzianek, nowe gatunki filmowe dotąd nie pokazywane na KAN-ie. XI edycja imprezy to swoista uczta dla zmysłów. Festiwal już kolejny raz rozpoczyna się Konkursem Filmów Zagranicznych. Za nami dzień pierwszy i trzy bloki filmowe.
Wchodząc do Kina Warszawa, zwątpiłam, czy aby na pewno znalazłam się w odpowiednim miejscu. Może pomyliłam kina? Wejścia? Hol kinowy został przekształcony w plac budowy – ściany poobklejane starymi gazetami, obok betoniarka i taczka, u sufitu zwisające jarzeniówki, a organizatorzy w budowlanych
kaskach i pomarańczowych kamizelkach. Dekoracje tegorocznego festiwalu są symbolem zmian, które mają nastąpić w niedługim czasie w Kinie Warszawa. Kino zostanie na długi czas zamknięte, ponieważ zaplanowano jego całkowitą przebudowę. XI KAN to niepowtarzalna okazja, żeby ostatni raz zobaczyć kolorowy hol, dużą i małą salę oraz – jak zwykle – dawkę dobrego, amatorskiego, niezależnego kina.
Festiwal rozpoczął czwarty w historii Konkurs Filmów Zagranicznych. Z pośród ok. 400 filmów o KANewkę „Best Foreign Film” walczyć będzie 45 filmów z Europy, Ameryki, Afryki i Azji. Projekcje obrazów zagranicznych zostały podzielone na sześć bloków. W środę mogliśmy zobaczyć trzy z nich. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone podczas niedzielnej gali. Wyboru dokonuje publiczność za pomocą specjalnych ankiet, które można otrzymać przy wejściu na sale.
W środowych blokach dominowała fabuła, ale mogliśmy zobaczyć również dokumenty i kilka naprawdę świetnych animacji. Pierwszy blok nie zachwycił, nie poruszył, ale był dobrą rozgrzewką. Problemy techniczne (niewidoczne napisy pod filmem) dekoncentrowały, przez co nie mogłam delektować się treścią. Prawie na samym końcu tego bloku pojawił się obraz, który przywrócił mi nadzieję, że dalsze projekcje będą dobre („El Encargado” z Hiszpanii). Chwile refleksji podczas pierwszego pokazu zapewnił nam dokument, przedstawiający poczucie własności u młodych Rumunów. W drugim i trzecim bloku największe wrażenie zrobiły na mnie animacje – niektóre były zabawne („Kroak”, Francja), a inne naprawdę wzruszające („A Moving Business”, Niemcy). Twórcy, posługując się tradycyjnymi technikami, jak np. animacja rysunkowa czy plastelinowa, starali się przekazać pewne wartości, dzięki czemu każdy film miał charakter moralizatorski. Animacje z tych bloków pochodzą z różnych kontynentów (głównie jednak z Europy), dlatego też nie nudziły widza, każda bowiem dotyczyła innego problemu. Pojawił się również mrożący krew w żyłach thriller („Svety”, Słowacja/Czechy), podczas którego publika kilka razy się wzdrygała, a co niektóre panie nawet krzyknęły. Ludzki egocentryzm i zobojętnienie („Silence”, Niemcy), rutyna i romantyczna miłość („Passages”, Belgia), humorystyczne przedstawienie oczekiwań kobiet i mężczyzn („Two-year Guarantee”, Hiszpania) – te i inne tematy podjęli reżyserzy filmów zagranicznych wyświetlanych w środę na wielkim ekranie. Jak twierdzą organizatorzy tegorocznego festiwalu, miłośnik żadnego z gatunków nie powinien wyjść z Kina Warszawa niezadowolony. Zgadzam się i dodam, że z roku na rok KAN coraz bardziej się rozwija i wciąż stwarza niesamowitą atmosferę niecodziennego spotkania z kulturą filmową. Dzięki tak urozmaiconemu programowi każdy z widzów może znaleźć coś dla siebie.
Byłam usatysfakcjonowana, gdy pod koniec dnia opuszczałam salę kinową. Jeden dzień z kinem zagranicznym to jednak za mało! Jutro ciąg dalszy! Także na PIK-u, gdzie codziennie przeczytacie obszerne relacje z festiwalu.
Tekst: Anna Marcinkowska
Foto: Maciej Zadrożny

