Za każdym razem szukam siebie - wywiad z Justyną Steczkowską

wtorek 24 marca 2009




     O najnowszej płycie ,,To mój czas”, artystycznych poszukiwaniach i porażkach, dzieciństwie i... Madonnie - z Justyną Steczkowską rozmawiali Wojciech Sitarz i Adrian Fulneczek (Uniradio).


U: Pierwotnie mieliśmy się spotkać już w okolicach południa w dniu koncertu: czy zawsze przyjeżdża Pani na zaplanowany na dwudziestą koncert tak wcześnie?

J.S.: Kiedy jesteśmy w trasie i - tak jak teraz - gramy nowy materiał, trochę się denerwuję. Ciągle każę muzykom robić próby, więc przyjeżdżamy wcześniej. Gramy materiał z nowej płyty, który ćwiczymy dopiero od ubiegłego tygodnia - czyli niezbyt długo - przez co jesteśmy trochę zestresowani. Trenujemy codziennie. Oprócz tego, że mieliśmy próby u siebie, ćwiczymy także przed koncertami. Natomiast, jeśli gramy materiał z poprzednich płyt, przyjeżdżam pół godziny przed koncertem, myję włosy, robię szybciutko makijaż,  wychodzę na scenę, a po bisach - już jestem w samochodzie i wracam do domu, do swoich dzieci.

fot_Zuza Krajeńska_Bartek WieczorekU: W czasie koncertu wspomniała Pani - zachęcając tym samym publiczność do śpiewu - że Wrocław to najbardziej ,,ukulturalnione" miasto w Polsce.

J.S.: Tak, macie tutaj od wielu lat dobry Festiwal Piosenki Aktorskiej, który ma już swoją markę i... dobrego Prezydenta, który bardzo dba o to, żebyście nie zapomnieli czym jest kultura.   Wszystko to sprawia, że Wrocław to bardzo rozwojowe miasto. Nie chcę przez to powiedzieć, że w innych miastach ludzie nie są kulturalni - absolutnie nie. Po prostu we Wrocławiu macie dużo imprez kulturalnych, wiele rzeczy się dzieje i - moim zdaniem - jest to naprawdę fajne. Poza tym -  to rzeczywiście piękne miasto!

U: Pani najnowszy album powstał prawie w całości na Węgrzech. Skąd pomysł, żeby nagrać album za granicą?

J.S.: Dzięki uprzejmości austriackiego publishera, Andreasa Schuberta, miałam możliwość ,,przetestowania" kilku zachodnich producentów. Zrobiłam swoje piosenki, wysłałam im dema, a oni odesłali mi to, jak to widzą. Wybieram konkretnego producenta -  według mnie i mojego gustu muzycznego najlepiej wyczuł te piosenki właśnie Wiktor Rakonczai, Węgier. Dlatego płyta powstała w dużej mierze w Budapeszcie.

U: Pytana o producenta Pani poprzedniej płyty ,,Daj mi chwilę", Bogdana Kondrackiego, chwaliła go Pani między innymi za to, że... lubił słodycze.

J.S.: Ale przede wszystkim za to, że jest bardzo dobrym producentem! Znany w Polsce, wyprodukował bardzo wiele znanych płyt, a poza tym jest fantastycznym człowiekiem. Bardzo lubił słodycze, więc żeby dobrze nam się pracowało - codziennie przywoziłam mu do studia coś słodkiego, albo piekłam mu chleb. Bardzo miło wspominam te chwile.

U: A czy tym razem - z uwzględnieniem nieco innej kultury - działo się coś podobnego? Może węgierskie wina?

J.S.: Nie, nie, tym razem jedliśmy paluszki. Ponieważ studio było na obrzeżach miasta, więc przyjeżdżałam tam po śniadaniu i siedziałam do wieczora ciężko pracując, śpiewając czasem po 10 godzin. A ponieważ najczęściej nie chciałam tracić czasu, żeby wyjeżdżać gdzieś na obiad - to wcinaliśmy głównie paluszki! Dopiero po powrocie zjadałam obszerną kolację. Teraz wydaje mi się to nawet śmieszne. Ale bardzo chciałam zrobić te nagrania dobrze, tylko w miarę szybko, bo po prostu tęskniłam za domem, mężem i dziećmi.

U: Proces nagrywania wokali wyobrażamy sobie jako Panią w wygłuszonym pomieszczeniu     i producenta za szybą przy konsolecie. Ale czy w przypadku np. bardzo osobistego utworu ,,Tylko Ty znasz te zaklęcia" stwarzane są jakieś inne, specjalne warunki, przyciemnione światło...?

J.S.: Oczywiście, każdy tworzy sobie w studiu takie warunki, jakie mu odpowiadają. Zawsze mam przyciemnione światło w studio, bo lepiej mi się wtedy śpiewa, jest przyjemniej. Kiedy nagrywam w moim studio, to np. zapalamy sobie z bratem świece. Kiedy z kolei nagrywaliśmy latem kolędy, to po prostu zamykaliśmy wszystkie okna, żeby wyobrazić sobie, że jest zima. Mamy różne sposoby by sprawić, że praca i miejsce, w którym jesteśmy, jest przyjemne. To ważne w pracy.

fot_Zuza Krajeńska_Bartek WieczorekU: Mówi Pani o  płycie ,,To mój czas" jako o swojej, jak dotąd, najbardziej autorskiej...

J.S.: Autorskiej dlatego, że dotąd na wszystkich płytach pisałam głównie muzykę - oprócz ,,Alkimji" i ,,Famme Fatale" - były tam piosenki starsze, które zaśpiewałem raz jeszcze. Natomiast teksty pisałam tylko sporadycznie. Na nowej płycie jest w większości moja muzyka i prawie wszystkie teksty, tylko dwa utwory nie są moje.

U: Czy najbardziej autorska znaczy też najbardziej osobista?

J.S.: Nie, nie można tak ustawić tego równania. Inspiracją do pisania tekstów byli dla mnie różni ludzie. Owszem, erotyk, o którym wcześniej rozmawialiśmy ("Tylko Ty znasz te zaklęcia") jest napisany dla mojego męża, to prawda. Może też "Kim tu jestem", bo to piosenka o tym, że sama zadaję sobie takie pytanie. Akurat ja znalazłam w swoim życiu odpowiedź, ale dla każdego może ona być inna.
Z kolei inspiracją dla utworu ,,One" była moja przyjaciółka. Ja sama też kiedyś narzekałam na mężczyzn, którzy mi się nie podobali lub skrzywdzili mnie w jakiś sposób, ale to dla mnie zamierzchłe czasy, już tego tak nie pamiętam. Natomiast moja przyjaciółka miała niedawno tego typu kłopot. Gdy czasem się spotykamy, i - jak to dziewczyny na facetów - ,,ble-ble-ble-ble".

U: Wspomniała Pani o inspiracjach. Jest też na tej płycie taki utwór, po którego publicznym wykonaniu - jak przyznała Pani w jednym z wywiadów - rozpłakała się Pani. Skąd pomysł na piosenkę mówiącą o tak trudnym temacie, opowiadającą o gwałcie na dziewczynie (,,Dlaczego Ty")?

J.S.: Z tego względu, że takie rzeczy po prostu się dzieją i to coś bardzo trudnego... Znałam osobiście dziewczynę, która przeszła przez coś takiego i bardzo ciężko było jej wrócić do równowagi psychicznej. Myślę, że do dzisiaj nie jest tak, jakby ona tego chciała. Po prostu... Gwałt na ciele to bardzo skomplikowana sprawa, która tak naprawdę zostaje w człowieku na całe życie. Zwłaszcza, że ma duży wpływ na to, jak toczą się losy takiej kobiety czy mężczyzny, bo to zdarza się przecież i tu, i tu.
Wiem, że to trudny temat i dosyć niebezpieczny ale wiem też, że jest mnóstwo ludzi, którzy przetrwali coś takiego i nawet nie mieli szansy, albo nie mieli na tyle odwagi, żeby to w ogóle głośno powiedzieć. Noszą mroczną historię w sobie i żeby ją wyrzucić, muszą wiedzieć, że inni mogą ich wspierać, nawet z daleka. Muzyka ma tak dużą siłę rażenia, że cieszę się, że ta piosenka powstała, że miałam odwagę ją nagrać - pomimo tego, że było ami naprawdę trudno. Żeby ci wszyscy ludzie, którzy się otarli o przekroczenie granic, które nie powinny być przekroczone, wiedzieli, że gdzieś są ludzie, którzy szczerze im współczują. Którzy trzymają za nich kciuki, którzy nie oceniają tego w żaden sposób. Tą piosenką chcę ich tylko wesprzeć. Pytam w niej ,,dlaczego Ty?" - ale na to nie ma odpowiedzi, bo tak po prostu się stało.

U. Rozważania na temat nowego albumu chcielibyśmy zakończyć tematem o wiele bardziej infantylnym niż ten, który przed chwilą poruszyliśmy. Chodzi o okładkę płyty, która stała się w ostatnim czasie tematem - często niskiego poziomu - debat.

J.S.: Ja ją bardzo lubię! Ona jest czymś wbrew zawartości płyty, co zresztą zostało zrobione specjalnie. Według mnie to zdjęcie jest bardzo fajne, radosne, przedstawia mnie z zupełnie innej strony. Jest wycięte ze zdjęcia, na którym siedzę wśród grających mężczyzn z orkiestry, a na okładce wygląda to tak jakby przelatywała przez świat. Osobiście, bardzo lubię tę okładkę, ale ludzie - jak to ludzie - zawsze będą gadali, mają do tego prawo. Skoro mają czas to oceniać, to proszę bardzo - mnie by się nie chciało...

U. Czyli mamy kontrast pomiędzy płytą, na którą składają się przede wszystkim spokojne, nawet melancholijne utwory, a tą radosną okładką.

J.S.: Nie nazwałabym tak piosenek "To mój czas", "One" czy ,"Skłam"; to są bardzo szybkie, taneczne piosenki. Wydaje mi się, że ta płyta jest w połowie melancholijna, w połowie taneczna.

fot_Zuza Krajeńska_Bartek WieczorekU: Pierwszym promującym płytę singlem był tytułowy ,,To mój czas". Nie obawia się Pani że osoba, która go usłyszy, nie będzie w żadnym stopniu zdawała sobie sprawy z tego, jak różne od niego utwory znajdują się na płycie?

J.S.: No tak, tylko że singiel na początku może być tylko jeden. Dopiero później wchodzą kolejne. Wybraliśmy taki bo uważam, że to dobra piosenka. Osobiście bardzo ją lubię. Nie mogę ręczyć za to, jak to zostanie odebrane. Robię po prostu coś, co czuję. Dalsze dyskusje i to, czy ktoś sięgnie po płytę czy nie, są i tak poza mną. Nie zadecyduję za nikogo, nie będę nikogo zmuszać, żeby poszedł do sklepu i kupił płytę. To musi być jego decyzja - żeby był szczęśliwy, że ją ma.

U: Jak wyglądało w Pani przypadku przeobrażenie z fanki w gwiazdę? Nastąpiło przecież w bardzo krótkim czasie: 1995’ to pierwsze Grand Prix w Opolu, później 18 miejsce na Eurowizji...

J.S.: 18 miejsce na Eurowizji to Waszym zdaniem sukces? To porażka!

U: Ostatecznie to ciągle 18 miejsce w Europie...

J.S.: To porażka, mega - porażka! Nie ma co mówić. Nie dlatego, że piosenka była zła. Była piękna i wykonałam ją, wydaje mi się, w porządku. Czysto i ładnie. Wszystko było fajnie, ale przepadła wśród innych piosenek - więc to była porażka, nie ma się co oszukiwać.

U: A samo przejście z fanki w idolkę? Z Pani punktu widzenia?

J.S.: Niektórym może się wydawać, że zaistniałam nagle. Ale ja od trzeciego roku życia stoję na scenie, wykonuję swój zawód. Od dziesiątego roku życia zarabiałam już na siebie swoim głosem i muzyką. To, co ludzie zobaczyli w 94' roku w "Szansie na Sukces", nie stało się nagle. Ukształtowanie artysty wymaga czasu, doświadczeń - dobrych i złych. Żeby mógł powiedzieć pewne rzeczy prawdziwie i szczerze, to musi sam przez nie przejść. Musi nieraz upaść, żeby umieć wstać i później szczerze o tym opowiedzieć. Więc to nie jest tak, że nagle ktoś się pojawia i jest. To jest proces - podobnie jak z tworzeniem się nowego życia, to trwa.

U: Pani dzieciństwo było podobno pełne dalekich podróży, udało się w nich zahaczyć o Buenos Aires?

J.S.: Niestety nie byłam jeszcze w Buenos Aires. Wtedy głównie graliśmy w Europie, we Włoszech, w Niemczech, krajach Beneluksu, we Francji. Byliśmy też w Kanadzie. Jednak do wielu miejsc nie udało nam się dotrzeć, jak na przykład do Australii.
 Co roku byliśmy też we Wrocławiu na "Spotkaniach muzykujących rodzin". Organizowała je Telewizja Publiczna i to było naprawdę fajne, super to wspominam. Przyjeżdżaliśmy tutaj z moją rodziną 10 lat z rzędu, zdobywając nagrody.

U: Skąd tak duża różnorodność stylów na Pani płytach? Pop, poezja śpiewana, muzyka etniczna... Czy szuka Pani czegoś w muzyce? Czy udało się to Pani odnaleźć na nowej płycie?

fot_Zuza Krajeńska_Bartek WieczorekJ.S.: Za każdym razem szukam siebie. Nie wyobrażam sobie, że nagrywam ciągle płyty popowe albo ciągle etniczne. Jeśli sama nie będę chciała siebie zaskoczyć to myślę, że nikogo innego nie będę już potrafiła zaskoczyć. Potrzebuję różnych bodźców z zewnątrz i sama szukam nowych tematów, żeby ciągle mnie coś zachwycało, żeby chciało mi się śpiewać na nowo, czuć dreszcz emocji. Nie mogę odcinać kuponów i myśleć o tym, że muzyka służy tylko do zarabiania pieniędzy. Ona przede wszystkim pozwala nam odkrywać siebie na nowo i dawać innym możliwość odkrywania muzyki. Po to ona jest. Do zarabiania pieniędzy jest rozrywka, reklamy i różne inne, mniej przyjemne rzeczy... ale one opłacają nam rachunki. Cóż, takie jest życie.

U: Madonna, z którą podobno zawsze chciała Pani zjeść wystawną kolację, pojawi się i zagra niedługo w Polsce. Wybierze się Pani na ten koncert?

J.S.: Byłem już na koncertach Madonny dwukrotnie. W Londynie to była taka niezbyt duża hala, więc widziałam i słyszałam ją doskonale. Trzeci raz się nie wybiorę dlatego, że oglądanie koncertu na Bemowie  - to oglądanie głównie wizualizacji. Na wielkich telebimach zobaczymy jakby teledysk z Madonną, a gdzieś tam daleko będzie widoczna taka maleńka figurka. Nie wybieram się też z powodu tego zbyt wielkiego tłumu, a że koncert już widziałam to chyba sobie odpuszczę. Poza tym akurat wtedy jestem na wakacjach z dziećmi, więc wybiorę je. Ale polecam wszystkim, koncert na pewno będzie dobry.

U: A co z Pani poszukiwaniami w wyglądzie? Możemy się niedługo spodziewać kolejnej zmiany w kolorze włosów?

J.S.: Teraz są rzeczywiście bardzo jasne, kiedyś były bardzo ciemne. Chwilowo nie planuję zmian, ale... wiecie jak to jest z kobietami.


Rozmawiali:
Wojciech Sitarz
Adrian Fulneczek
(UniRadio)


czytaj relacje z koncertu Justyny w Press Room

 

więcej artykułów


Dodaj do:




Komentarze


Pawel, IP 78.8.66.193
2009-03-27 17:39:28

Fantastyczna kobieta. Madra i bardzo ciepla i mila. Genialna plyta-tak poza tym...



Dodaj komentarz

Nick:
Treść:




© 2008 - Punkt Informacji Kulturalnej - Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Projekt i Wykonanie: BetterSite.pl
email marketing