Zwiastun był świetny. Zapowiadał momenty, w których będziemy wybuchać śmiechem. Tyle, że w zwiastunie są wszystkie śmieszne gagi – z całego filmu. „Święty interes” trudno nawet uznać za komedię. Rozpoczyna się pogrzebem, kończy powodzią, a jeden z braci ma poważny problem z hazardem. W tym wszystkim na dodatek konflikt na tle religijnym. Czyli Polska na całego.
Filmów o próbie zabicie prezydenta jednego ze zwaśnionych dawniej mocarstw i rozpoczęcia w ten sposób nowej, nuklearnej odsłony zimnej wojny, w ostatnich 40 latach naprawdę nie brakowało. Po co więc „Salt”, kolejny film o tym samym? Powód jest jeden, to Angelina Jolie w roli głównej.
Błyskotliwa, potoczysta, przekomiczna – tymi trzema epitetami z całą pewnością określić można najnowszą sztukę Teatru Ad Spectatores zatytułowaną „Bracia przeklęci”, w reżyserii Macieja Masztalskiego.
Słuchanie piosenek sprzed ponad pół wieku początkowo wydaje się zbyt mało pociągające, aby robić to w domu, nie mówiąc już o chęci udania się na spektakl z gatunku muzycznych, oparty na tego typu utworach i przeznaczony zdecydowanie bardziej dla rozrywki niż dla poważnej analizy. W tym kontekście sporym zaskoczeniem okazał się dla mnie wieczór spędzony wspólnie z Ad Spectatores w ramach spektaklu „Tingiel Tangiel” w reżyserii Macieja Masztalskiego.
Kolejne dzieło studia Pixar nie jest przełomem na rynku bajkowych animacji, ale mimo to warto poświęcić czas na „Jak ukraść księżyc”, bo gwarantuje on zarówno dzieciom, jak i dorosłym trochę zabawy i dobre wypełnienie wolnych chwil. Chyba po raz pierwszy (mam nadzieję nie ostatni) w roli głównego bajkowego bohatera widzimy czarny charakter, który dopiero w trakcie filmu przechodzi przemianę i staje się naprawdę przemiłym gościem.
Mająca swoją premierę na festiwalu w Ostródzie nowa płyta Vavamuffin jest wydawnictwem innym niż poprzednie krążki formacji. Siedem lat od powstania grupy i pięć od wydania swojego debiutanckiego albumu, Vava nagrała płytę dojrzalszą, ale czy lepszą – trudno powiedzieć.
Najnowszy tomik Bogusława Kierca stanowi dla mnie twardy orzech do zgryzienia. Z jednej strony mistyczny tryptyk, a z drugiej… No właśnie, z drugiej strony odrobinę przegadane historyjki o niczym.
Druga część uwielbianego przez krytyków horroru „Zejście” jest równie nieoryginalna jak jej tytuł – „Zejście 2”. I chociaż jest kilka strasznych momentów, jednak przeważają te groteskowe, które miały przerażać i obrzydzać, a zamiast tego wywoływały na sali salwy śmiechu. Co tu dużo pisać – to jeden z wielu horrorów klasy B, czyli takich, jakie można pooglądać dla zabawy, bo na pewno nie dla adrenaliny.
Tytuły filmów dnia dziewiątego ENH składają się w miłosną poradę dla naszych czytelniczek: jeśli chcesz dowiedzieć się „Jak być kochaną”, uwierz w „Przeznaczenie” i wyznawaj zasadę „Podróżuję, bo muszę, wracam, bo cię kocham”. Przed tobą i twoją parnterką/twoim parnterem, otworem stanie wtedy cały „Kosmos” możliwości.
Pomiędzy 21 lipca a 15 sierpnia w ramach wystawy „Synchromie. Musique Optique” w Centrum Sztuki WRO można zapoznać się z filmami, stworzonymi za pomocą specjalnej techniki nazwanej przez artystę „animated sound”, której autorem jest Noran McLaren.
Chociaż czwarta część filmu z uwielbianym zielonym ogrem jakościowo znacznie przewyższa część poprzednią, to oglądając „Shrek Forever” nieodłącznie towarzyszy nam wrażenie, że to wszystko już było. Odgrzewane teksty, które wypowiadane są po raz setny, przestają śmieszyć, a zaczynają irytować.
Po niedawnej premierze „Turandot” Michał Znaniecki, zachęcając mnie do wybrania się do Poznania na „Cyganerię”, zapowiadał, że osoba reżyser Agaty Dudy-Gracz gwarantuje, że będzie ostro… Było.
Najnowsza książka Tadeusza Różewicza to zbiór wielu opowiadań. Niektóre z nich są powszechnie znane, inne publikowane były do tej pory jedynie w czasopismach. „Wycieczka do muzeum” to literacka podróż po starych szlakach i równocześnie dowód na to, że to, co oswojone, nadal może zaskakiwać.
Niemal nikt nie dawał mu szans na przeżycie. Wydawało się, że raper jest nieuleczalnie chory i jedną nogą stoi już w muzycznym grobie. Pogrzebali go nawet najwierniejsi fani. Ale Eminem wrócił. Ozdrowiał. Zmartwychwstał. A szansy na drugie życie przecież się nie marnuje.
Chcąc pokusić się o rzetelną ocenę superwidowiska „Turandot”, zmuszony jestem balansować na granicy recenzenckiej schizofrenii. Podobało mi się, ale niedoskonałości psuły efekt końcowy.