Jestem rozbita i nie chcę być naprawiana

Po premierze „Skrzywienia kręgosłupa” we Współczesnym

 „Jestem rozbita i nie chcę być naprawiana. Już nie chcę się do czegoś nadawać. Chcę być kupą potłuczonych skorup, tą, którą jestem, chcę być zbędna, chcę móc być taką, jaką jestem, porozbijaną.”- takie słowa wypowiada w drugim akcie jedna z postaci najnowszego spektaklu w reżyserii Natalii Sołtysik. Premiera „Skrzywienia kręgosłupa. Wieczoru dla osób z wadą postawy” odbyła się w sobotę na Dużej Scenie WTW. Trafny ogląd teraźniejszości towarzyszy beznadziejnej przyszłości.   

 „Skrzywienia kręgosłupa. Wieczoru dla osób z wadą postawy”- przedstawienie o nieco ortopedycznej proweniencji jest adresowane raczej do widzów, którym nie doskwiera ból pleców w czasie blisko trzy godzinnego (z przerwą) siedzenia w dusznej przestrzeni, amfiteatralnie i blisko siebie ułożonych, foteli.

Twórcy spektaklu umieszczają bohaterów opowieści w trybikach codzienności systemu biurokratycznego, domowego, rodzinnego, sąsiedzkiego. Każą im monologować i dialogować ze sobą, ale są to raczej parodie rozmowy ujawniające kompleksy, frustracje, niespełnione oczekiwania, niezadowolenie z życia.

Śmiejemy się ze znakomicie prowadzonych ról przez Marka Kocota, czy Jerzego Senatora. Zachwycają nas niektóre pomysły scenograficzne, np. zrzut worków śmieci. I przygnębia fakt, że pokiereszowane postaci nie potrafią znaleźć drogi do szczęścia. Owszem próbują, ale deklaracja zmiany kończy się walką goryli.

Pozytywny odcień dramatu Ingrid Lausund możemy znaleźć w przykazaniach Leszka Kołakowskiego zacytowanych w programie „Skrzywienia kręgosłupa”.

Przestawienie w reżyserii Natalii Sołtysik ma ciekawe fragmenty, dla których warto wybrać się do teatru, ale raczej bądźmy przygotowani na ból kręgosłupa, pogłębienie się wady postawy i obrzęknięte ręce od braw dla Marka Kocota, Jerzego Senatora, Macieja Tomaszewskiego i Marii Kanii.

tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk