W mrocznym świecie Bałwana i Marchewki

„Może morze” to ostatnia planowana na rok 2015 premiera Wrocławskiego Teatru Lalek. Przestawienie w reżyserii Michała Derlatki do tekstu Maliny Prześlugi ze scenografią Michała Dracza i muzyką Igora Gawlikowskiego adresowane jest do grupy wiekowej 5+ , trwa 75 minut z jedną przerwą i grane jest na Scenie Kameralnej. Sztuka Maliny Prześlugi zdobyła Grand Prix ostatniej edycji Konkursu na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży, organizowanego przez Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu. W spektaklu występują i karkołomne sztuki wykonują, żeby sprawnie animować po kilka lalek lub przedmiotów: Irmina Annusewicz, Kamila Chruściel, Krzysztof Grębski (jako Marchewka), Konrad Kujawski, Sławomir Przepiórka, Marek Tatko (w roli Bałwana).

„Może morze” to dość śmiały spektakl o parze przyjaciół i ich nocnej wędrówce przez świat. Topiący się Bałwan i jego towarzysz Marchewka filozoficznie, przewrotnie i z dystansem opowiadają widzom o życiu i o tym, co bywa w nim ważne.
„Marchewka jest najlepszym przyjacielem Bałwana, mimo że są od siebie zupełnie różni. Marchewka to łobuz, Bałwan jest jak duże dziecko. Marchewka za Bałwana dałby się pokroić, a Bałwana, jak się okazuje, interesuje dużo więcej niż tylko czubek jego własnego nosa – czyli Marchewki właśnie!” – czytamy w pomysłowo wydanym programie, gdzie znajdujemy także propozycje zabaw z dziećmi.

Jak przeżyć całe życie w zaledwie jedną noc? Jak nie zmarnować tego krótkiego czasu i jak do granic możliwości nażyć się, wyżyć, wycisnąć życie jak cytrynę – takie pytania zadają sobie bohaterowie, a szczególnie Bałwan w czasie odwilży.

„Może morze” to także spektakl o przyjaźni Bałwana z Marchewką z nieszczęśliwą miłością Sałatki do Marchewki w tle i człowieczym Gołębiem, który uczy latać. Przypomina film drogi z mroczną przestrzenią nocy i przydrożnych barów. Słuchamy w nim piosenek utrzymanych w stylistyce Toma Waitsa i kołyszemy się w rytm utworu parafrazującego „Wariatkę tańczącą” Agnieszki Osieckiej. W przedstawieniu pobrzmiewają niskie głosy zakrapiane czarnym humorem z dodatkiem melancholii i odrobiny cynizmu. Widzimy lodówkę z rozśpiewanym towarzystwem jajek, ogórków, pleśni, sera, ryby, kiełbas, cebuli i miasto nocą- ciemne ulice, neony, latarnie, sygnalizację świetlną, wiadukty, punkty widokowe…

Aktorzy płynnie przechodzą z gry aktorskiej w planie żywym do technik lalkowych i uplastyczniają przedmioty, ożywiają także fragmenty lalek i scenografii.  Doświadczamy rzeczywistego siekania warzyw, a zapach pokrojonego pora drażni nasze nozdrza jak dym papierosowy w kiepskim barze.

Realizatorzy proponują widzom obserwację postaci trochę jak w  perspektywie zbieżnej i pokazują lalki w różnej skali. Na pierwszym planie są duże, a w tle mniejsze.

„Morze może” to spektakl znakomity dla dzieci o raczej markotnym usposobieniu i dorosłych, którzy mają w sobie dziecko. Bardzo dobrze się go ogląda i z dużym zainteresowaniem słucha.

tekst: Dorota Olearczyk
fot. Karol Krukowski