W niedzielę 20 września na scenie Opery Wrocławskiej gościnnie wystąpił zespół Opery Bałtyckiej ze spektaklem „Głos Potwora” Alka Nowaka, z librettem Roberta Bolesto, w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej, pod batutą Yaroslava Shemeta. Dzieło powstało z inspiracji postacią z filmu „Europa Europa” w reżyserii Agnieszki Holland i prawdziwymi losami Salomona Perela – Żyda ukrywającego się w czasie II wojny światowej w szeregach Hitlerjugend. W tej autorskiej adaptacji przenosimy się do świata mitologii greckiej, by spojrzeć z dystansu na zjawisko wojny i zauważyć jej wiecznie aktualne archetypy.
Warto było tego dnia przyjść do Opery Wrocławskiej godzinę wcześniej, ponieważ przed spektaklem w operowym foyer odbyło się spotkanie z kompozytorem i reżyserką. Zainteresowanie rozmową z twórcami przerosło możliwości pojemnego i strojnego foyer operowego. Publiczność stała w korytarzach i pod ścianami, przysłuchując się opowieściom twórców spektaklu.
Na spotkaniu reżyserka Agnieszka Smoczyńska i kompozytor Alek Nowak opowiadali o inspiracjach i początkach pracy nad „Głosem Potwora”. Jedno z pierwszych czytań libretta Bolesto odbyło się przy dźwiękach skomponowanej już muzyki. Potem praca nieokiełznanej wyobraźni Smoczyńskiej, Bolesto i całej ekipy twórców i realizatorów przyniosła porażający efekt, który mogliśmy obserwować na scenie już po spotkaniu. Moderatorem rozmowy był redaktor Jacek Hawryluk.
Często odwoływano się do filmu Agnieszki Holland „Europa Europa”, który był inspiracją do stworzenia – wybitnego, nie tylko w mojej opinii – dzieła współczesnej opery.
Warto dodać, że librecista Robert Bolesto, zapowiadając spektakl przed jego gdańską premierą, mówił, że ukazuje on proces tworzenia współczesnej wystawy sztuki „Zagłada Meduz”. Bohaterem opery jest Kurator, dla którego eksponaty i wydarzenia towarzyszące ekspozycji stają się wehikułem do antycznych czasów. Główna postać identyfikuje się z Meduzą i odbywa wewnętrzną podróż przez tragiczną historię. Doświadcza ceny wyrzeczenia się własnej tożsamości, jaką Meduza płaci za przetrwanie.
Z kolei kompozytor Alek Nowak, opowiadając o operze „Głos Potwora”, podkreślał, że jest ona o osobie, która nigdy, pod groźbą śmierci, nie może ujawnić prawdy o sobie. Musi się ukrywać lub przebierać. Udawać kogoś innego. Stale obserwować wszystko i wszystkich, nie ufać nikomu. W końcu, za cenę życia, staje się „nikim”.
Prawda o tytułowym bohaterze ujawnia się przede wszystkim w jego głosie – wysokim i czystym. Przez większość czasu musi pozostać stłumiony, unikać naturalnych, najwyższych rejestrów. Tylko kilka razy, w momentach szczególnej wagi, wybrzmiewa w pełni. Harmonika sięga do dwunastotonowości. Orkiestracja, także skład instrumentalny, nawiązuje do modernistycznego odwrotu od wagnerowskiego monumentalizmu w stronę kameralistyki.
Reżyserka spektaklu Agnieszka Smoczyńska, zdradzając szczegóły realizacji, mówiła, że współczesną historię przenosimy w świat mitów, aby dotrzeć do źródeł strachu, nienawiści i miłości, poszukując w nich ponadczasowej prawdy o człowieku. Realizatorom zależy na zderzeniu formy opery z realizmem.
Inscenizacja odnosi się do dokumentalnego zapisu powstawania ekspozycji muzealnej opowiadającej o zagładzie „innego”, „obcego” i „nieznanego” poprzez wykreowanie z niego potwora, a następnie wykonanie na nim egzekucji. Pojawiające się eksponaty wywołują duchy przeszłości, te zaś uruchamiają w głównym bohaterze głęboko zakodowane lęki. Przedstawiona rzeczywistość powoli zaczyna się zakrzywiać, odsłaniając praobrazy zapisane w dziejach świata.
Zaczynamy rozumieć, że treścią libretta jest motyw unicestwienia i utraty tożsamości – aktualny od początków ludzkości po dziś dzień.
Za świat przedstawiony dzieła odpowiadają: scenografka Jagna Dobesz – doceniona Europejską Nagrodą Filmową i Orłem za „Dziewczynę z igłą” Magnusa von Horna – oraz Aleksandr Prowaliński (światła), który ostatnio w Operze Wrocławskiej był reżyserem światła podczas premiery „Julietty” Bohuslava Martinů i który współpracował w ostatnich latach z Krystianem Ladą, Eweliną Marciniak czy Jakubem Skrzywankiem.
Kostiumy do spektaklu zaprojektowała Katarzyna Lewińska, znana ze współpracy z Agnieszką Holland przy filmach „W ciemności” i „Pokot”, a także z „Powidoków” Andrzeja Wajdy, „Body/Ciało” Małgorzaty Szumowskiej czy serialu „1670”. Choreografię przygotował Tomasz Jan Wygoda. W tytułowej roli usłyszymy kontratenora Jana Jakuba Monowida.
Dla mnie „Głos Potwora” był zapalnikiem podpalającym niebywałe w operze przeżycia. Zanurzyłam się w świecie Muzeum Europy. Erynie, Meduza, Kora, Demeter, Hades, Cerber, Zeus, wojownicy Apolla, wyspa Thule… przeniosły mnie w świat uniwersalnych wartości.
Dynamiczna i różnorodna muzycznie instrumentacja zaskakiwała, solista brzmiał znakomicie, a dyrygent budował przestrzeń dźwięków, które potęgowały często potworne doznania wzrokowe. Byłam urzeczona precyzyjnymi, plastycznymi, filmowymi, malarskimi obrazami, które kadrowały scenę i imaginację bohatera. Dyskretne układy choreograficzne i fragmenty chóralne potęgowały doznania.
„Każdy, kto się urodził, musi kiedyś umrzeć”, „zdarza mi się zapominać o przeszłości”, „chcę zniknąć, nie grać żadnej roli”, „kim teraz jestem, straciłem głos, zawiodła mnie czujność, czy jestem jeszcze Meduzą?”, „Muszę żyć bez ciebie, mamo” – strzępy słów, które zostają po spektaklu, drążą mózg i prowokują do osobistych peregrynacji.
„Głos Potwora” był i jest dla mnie opowieścią o tym, jak świat eksponatów ożywa i reanimuje przeszłość, lęki, wspomnienia, pokoleniowe traumy. Głos potwora może nas ocucić albo pogrzebać żywcem, dać nadzieję lub obciąć głowę i wpędzić do masowego grobu.
Jak historia wpłynie na nasze losy? Czy odnajdziemy swoją ścieżkę? Czy właściwie odczytamy partyturę życia, czy pomylimy drogę? A może czytanie ze zrozumieniem nie jest już naszą społeczną umiejętnością i dlatego gubimy się w labiryncie życia?
Otwarte zakończenie daje tyle nadziei, co niepewności jutra.
Oprac. i fot. ze spotkania, ukłonów po wrocławskiej premierze i z próby medialnej: do




































