„Na pierwszy znak, gdy serce drgnie…”- tymi słowami zaczęła swoje spotkanie z publicznością Katarzyna Żak, racząc nas potem anegdotami, dystansem do siebie i niezwykłymi interpretacjami znakomitych piosenek.
Można było się zasłuchać, ponucić, zaśpiewać… uroczy wieczór w starym kinie, nie, przepraszam, nie w kinie w Teatrze Piosenki, w teatrze, który z jednego utworu potrafi wyczarować tyle emocji co trzygodzinny film wyświetlany na dużym ekranie.
Frazy, które zagnieździła Katarzyna Żak w głowach słuchaczy „Lubię wracać, tam, gdzie byłam już…”, otulały potem – cały wieczór i kolejne dni – widzów, który mieli okazję przeżyć sobotnie spotkanie literacko-muzyczne w Imparcie.
Kunszt instrumentalistów, autorów tekstów, kompozytorów i wykonawców sprzęgły się na uroczy, sentymentalno-żartobliwy wieczór z Katarzyną Żak, świeżo upieczoną babcią, która z werwą nawoływała za Młynarskim „po co babcie denerwować, niech się babcia cieszy”.
Opowieść o miłości snuła z powabem gawędziarskiej swady, wzruszającego liryzmu, bałkańskiego pulsu, argentyńskiego kolorytu i romskiej krwi. Zabrała nas w podróż po rytmach i synkopach całego świata nie każąc jednocześnie płacić za przewodnika, przelot, wyżywienie i nocleg.
Aktorka i wokalistka wprowadzała inną dynamikę do utworu, zaciskała widzów pętlą zaskoczenia i wpuszczała na emocjonalną głębię. Podduszała wzruszeniem i dawała wytchnienie żartem i dystansem. Stworzyła na scenie wizerunek ikony elegancji i klasyki piosenki aktorskiej.
Zgodnie i z podziałem na role krzyczeliśmy „łoł”. Zasłuchani w „Już mi niosą suknię z welonem” zastanawialiśmy się nad popularnością tej piosenki na weselach. Instrumentaliści towarzyszący artystce na scenie z utworu „Windą do nieba” stworzyli majstersztyk muzyczny dodając frazy z marsza weselnego Feliksa Mendelssohna brzmiącego jak marsz pogrzebowy.
Dowiedzieliśmy się- mimochodem – że Maluch był kiedyś nagrodą główną na PPA i że Kasia Żak przygotowywała kiedyś recital z Wojciechem Młynarskim, i to on dawał jej cenne rady, które potem wykorzystywała na scenie. Stąd zjawiskowo zabrzmiał utwór „Małgośka” do słów Agnieszki Osieckiej z repertuaru Maryli Rodowicz.
Za efekt estradowego dialogu muzyczno- żartobliwego odpowiedzialni byli wybitni muzycy towarzyszący artystce na scenie – Hadrian Tabęcki, Piotr Malicki, Witek Cisło i Grzegorz Bożewicz. Pianino, gitary, bandoneon, instrumenty perkusyjne i elegancja wysmakowanego, improwizacyjnego dźwięku – to zawdzięczaliśmy podśpiewującym (czasami nie to co należało) instrumentalistom.
Panowie na próbach śpiewali „Bo im więcej Ciebie chcę, /Kocham Ciebie coraz mniej” zamiast „Bo im więcej Ciebie chcę, /To mam siebie coraz mniej”.
W koncercie – w nieoczywistych, zaskakująco dobrych interpretacjach – zabrzmiały także, m.in.: „Kocham Cię, kochanie moje” Kory, „Miłość złe humory ma” z repertuaru Bohdana Łazuki, „Prócz Ciebie nic” skomponowane 20 lat temu przez Witka Cisło (obecnego na scenie gitarzysty), „Piosenka starych kochanków” w tłumaczeniu Wojciecha Młynarskiego, „Taki tam grzech” Piotra Bukartyka, „Bo jeśli miłość ma kres” Artura Andrusa i Hadriana Tabęckiego, „Ktoś mnie pokochał” z repertuaru Skaldów.
„Są dwa uda, albo się uda, albo się nie uda” – podsumowała opowieść o wygranym debiucie w Opolu Katarzyna Żak. Parafrazując żart napiszę na koniec – oj udało się, bardzo się udało. Szyk, wdzięk, klasa, dowcip – taki był koncert Katarzyny Żak z zespołem we wrocławskim Imparcie, zorganizowany przez Strefę Kultury w przeddzień Dnia Kobiet, 2026 roku.
Oprac. i fot. do i ak

































