Nowe wydanie wspomnień ukazujących życie Noblistki po „katastrofie sztokholmskiej” uzupełnione zostało o niepublikowane dotychczas fotografie. Jak dobra to książka i jak dobrze układa się na półce myśli i czytelniczych przyjemności przekonać się może każdy, kto zechce sięgnąć po zgrabną publikację od oficyny Znak. Może nawet nie zechcieć, wystarczy, że dostanie w prezencie, a szansa na lekturową radość przyjdzie mimochodem i gwarantuję, że zagnieździ się na dobre w żywej wyobraźni, a nie tylko w bibliotecznych skansenach porytych kurzem (choć i tam mogłaby, bo to miejsca niezwykłe).
„Piętnaście lat sekretarzowania takiej osobie? Doprawdy nie było w tym nic zwyczajnego”. Tak zaczyna się opowieść, w której Michał Rusinek – literaturoznawca, pisarz i prezes Fundacji Wisławy Szymborskiej – z czułością, humorem i taktem wspomina piętnaście lat spędzonych u boku Noblistki. To najbardziej osobista ze wszystkich książek, jakie napisano o Wisławie Szymborskiej – jak podają źródła internetowe.
Z każdej strony i każdego zdjęcia zamieszczonego we wspomnieniach wylewają się: ironia, dystans, żart, dyskretna popularność, czułość, delikatność i anegdota. Nie ma obawy, że zaleją one sąsiadów lub spowodują czyjeś utonięcie, chyba że chwilowe, w myślach. Narracja i organizacja językowa wspomnień są wybitnie porywające, nawet przy bezwietrznej pogodzie.
Dla egzemplifikacji zacytuję fragment o wywiadach z dziennikarzami, które dla Wisławy Szymborskiej były zmorą. Niektórzy reporterzy, pisze Michał Rusinek, są zaskoczeni reakcją: „To jest bardzo dobre pytanie, ale nad odpowiedzią muszę się chwilę zastanowić” – mówi WS. Po chwili uściśla: „Nie, nie odpowiem teraz. Proszę przyjść jesienią”.
Na niektóre pytania nie odpowiada, bo są za dobre i zasługują na odpowiedź w formie wiersza – dopisuje autor.
W książce znajduje się wiele dyplomatycznie i zabawnie skonstruowanych odpowiedzi na różne zaproszenia, które otrzymała Wisława Szymborska po otrzymaniu nagrody Nobla. Autor wpuszcza nas do mieszkania Wisławy Szymborskiej, możemy zerknąć na komodę z 36 szufladami, w których pisarka trzymała m.in. pocztówki.
Dalej znajdujemy tego typu opisy sytuacji.
Pewnego razu, wyjeżdżając do Zakopanego, oświadczyła, że będzie tam pracować. „Mam dwa wiersze zaczęte, ale nie skończone i jeden skończony, ale nie zaczęty” – wspomina autor.
Fragmenty wierszy, strzępy spotkań, ciekawostki gastronomiczne i towarzysko- obyczajowe, komentarze, wyimki z twórczości limeryckiej i przykłady postawy życiowej… w „Nie zwyczajnego” znajdziemy dużo więcej.
Apeluję o to, aby książka „Nic zwyczajnego” Michała Rusinka była regularnie wznawiana, poszerzana i wzbogacana o niepublikowane dotąd fotografie. Oby nigdy nie zabrakło jej w księgarniach. Jej brak byłby dużą startą dla przyszłych, okazjonalnych i zadeklarowanych fanów poetki z Kórnika.
Oprac. i fot. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.















