Oni – na scenie. My – na krzesełkach i na stojąco. A jednak razem. W melodii, słowie, wspomnieniu i myśli. W niedzielny wieczór, 27 września 2026 roku, Stary Klasztor we Wrocławiu wypełniły dźwięki piosenek, które dla kilku pokoleń stały się czymś więcej niż tylko muzyką. Wolna Grupa Bukowina zagrała i zaśpiewała, a publiczność – zasłuchana, rozśpiewana, czasem kołysząca się w rytm dobrze znanych melodii – dała się poprowadzić w sentymentalną podróż.
Podróż do czasów, kiedy piosenka miała swoją historię, słowo miało znaczenie, a gitara, ognisko i kilka osób potrafiły stworzyć cały świat.
Była więc piosenka studencka, turystyczna, literacka, poetycka, a może – jak powiedział ze sceny Wacław Juszczyszyn – także staroharcerska. Było w niej wszystko, co przez lata zrosło się z Bukowiną i z pamięcią jej słuchaczy.
„Szukam, szukania mi trzeba…”
I już wiadomo, że za chwilę pojawi się Majster Bieda. Potem Czesiek Piekarz, ludzie chodzący ulicami, wychodzenie z zimy trochę bladzi, sprzysiężenie górskiego potoku i chleb, który się chlebie. Pojawia się „Pieśń o zajączku”, „Bukowina II”, „W moim mieście wyrąbali sady…”. Kolejne słowa uruchamiają kolejne wspomnienia.
Któż nie zna tych fraz? Kto choć raz nie zanucił pieśni łagodnych na turystycznym szlaku, przy ognisku, w schronisku albo podczas spotkania, na którym gitara przechodziła z rąk do rąk?
Tego wieczoru nie było zresztą wyraźnej granicy między sceną a widownią. Piosenki nie kończyły się na scenie – przechodziły dalej, do publiczności. Śpiewaliśmy razem. Czasem głośniej, czasem ciszej. Czasem tylko pamięcią.
I może właśnie na tym polega fenomen Wolnej Grupy Bukowina.
Bukowina, która trwa
Na scenie pojawił się kanoniczny skład zespołu: Grażyna Kulawik – śpiew i instrumenty perkusyjne, Wojciech Jarociński – śpiew i gitara oraz Wacław Juszczyszyn – śpiew, gitara i prowadzenie koncertu. Towarzyszył im Krzysztof Żesławski – gitara basowa, muzyk często występujący z WGB, choć nie należący do podstawowego, trzyosobowego składu.
I trudno było nie pomyśleć o tym, jak niezwykłą drogę przeszła ta grupa.
Wolna Grupa Bukowina, wywodząca się z nurtu poezji śpiewanej, powstała na początku lat 70. XX wieku. W 1971 roku zespół zadebiutował na Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie. Przyjechał z Buska-Zdroju, a jego założycielem był ówczesny maturzysta Wojciech Bellon. Piosenką „Ponidzie” wyśpiewali jedną z głównych nagród.
Zespół od początku miał formułę otwartą. Przez lata przewinęło się przez niego wielu znakomitych wykonawców i muzyków. Zmieniały się składy, zmieniały się czasy, zmieniała się Polska. Jedno pozostawało niezmienne – piosenki.
I publiczność.
Bo Wolna Grupa Bukowina od ponad pięciu dekad nieprzerwanie koncertuje, zdobywając kolejne pokolenia słuchaczy. To jeden z tych fenomenów polskiej sceny muzycznej, których nie da się zamknąć w jednej epoce ani przypisać wyłącznie do konkretnego pokolenia.
Szykowne dinozaury
Nie da się ukryć – są szykownymi dinozaurami. Klasykami gatunku. Ale bez pozy, bez udawania kogoś, kim nie są. Wychodzą na scenę i po prostu grają. Śpiewają. Opowiadają.
I właśnie w tej prostocie jest ich siła.
Jest w tym także coś, co dziś wydaje się coraz rzadsze – prawda wykonawcza. Bez efekciarstwa. Bez potrzeby udowadniania czegokolwiek. Jest słowo, melodia, instrument i człowiek, który tę piosenkę niesie.
Jedni za tym tęsknią. Inni patrzą z niedowierzaniem, że coś takiego wciąż trwa.
A trwa.
Dlatego jeśli kiedyś zobaczycie Wolną Grupę Bukowina na plakacie klubu, sali widowiskowej, filharmonii czy plenerowej imprezy – nie traćcie okazji. Idźcie. Słuchajcie. Śpiewajcie.
I pamiętajcie o Bellonie. O Ziemianinie. O tekściarzach i poetach. O tych wszystkich, którzy sprawili, że pewne piosenki przestały być tylko piosenkami, a stały się częścią naszej wspólnej pamięci.
WGB to prawda. Siła w prawdzie.
Dobrze, że jest taki Klasztor
Dobrze, że we Wrocławiu jest miejsce, które tę muzykę rozumie i chce jej słuchać. Stary Klasztor od lat zaprasza wykonawców związanych z piosenką literacką, turystyczną, autorską i bardowską. Dzięki temu kolejne pokolenia mogą spotkać się z muzyką, która nie potrzebuje wielkich dekoracji, by mówić o rzeczach ważnych.
Niedawno gościła tu Lubelska Federacja Bardów, teraz – Wolna Grupa Bukowina.
I dobrze.
Bo są takie piosenki, które nie starzeją się razem z nami. Po prostu czekają, aż znów je zaśpiewamy.
Lubelska Federacja Bardów zagrała w Starym Klasztorze
Inne wydarzenia ze Starego Klasztoru
Oprac. i fot.:do








































