Nie od dziś wiadomo, że festiwal muzyki kameralnej „Wieczory w Arsenale” ma terapeutyczną moc. Wykonawcy, kompozytorzy i publiczność, w połączeniu z klimatyczną przestrzenią, która pobudza wszystkie zmysły, tworzą spójną całość kojącą nerwy. W środę późnym wieczorem wpadłam tylko na chwilę – tak przynajmniej myślałam. Deszcz i chłód nie zachęcały do dłuższego pobytu. Zostałam jednak do końca, dając się całkowicie oczarować.
Tytułowa „Hipnoza” zadziałała jak subtelna terapia dźwiękiem fletu, wiolonczeli i fortepianu. Bohaterem wieczoru był flet – jeden z najdawniejszych i najbardziej tajemniczych instrumentów. Jak czytamy w programie, jego brzmienie fascynuje bogactwem ekspresji, a różnorodność jego odmian potrafi zaskoczyć. Historia tego instrumentu liczy tysiące lat.
Różnorodność i bogactwo obecne były również w programie koncertu, który prowadził słuchaczy od arcymistrza baroku, przez romantyzm, aż po muzykę XX wieku i współczesność.
A wszystko to za sprawą Marianny Julii Żołnacz (flet), Antoniego Wrony (wiolonczela) i Krzysztofa Staniendy (fortepian). Młodzi muzycy czarowali dźwiękiem, kreślili subtelne amplitudy emocji i napięć, wprowadzając słuchaczy w odmienne światy muzyczne z takim przekonaniem, że chciało się podążyć za nimi i kompozytorami.
W programie koncertu znalazły się:
– J. S. Bach – Sonata fletowa E-dur BWV 1035,
– C. Reinecke – Sonata na flet i fortepian „Undine” op. 167,
– I. Clarke – Hypnosis na flet i fortepian,
– F. Martin – Ballada na flet i fortepian,
– M. Wajnberg – Rapsodia na tematy mołdawskie op. 47 nr 3 (opracowanie na wiolonczelę i fortepian: Antoni Wrona / Bartosz Szymczyk),
– F. Mendelssohn-Bartholdy – I Trio fortepianowe d-moll op. 49 (wersja na flet, wiolonczelę i fortepian).
Myślę, że koncerty festiwalu „Wieczory w Arsenale” powinny być przepisywane przez lekarzy i wypisywane na receptę – nie tylko w czasie wakacji.
oprac. i fot. do
Wykonawca / Organizator:
Punkt Informacji Kulturalnej























