W sobotę na Scenie Restauracja Teatru Muzycznego Capitol odbyła się premiera monogramu muzycznego Magdaleny Szczerbowskiej. „Za ładna” w reżyserii Eweliny Ciszewskiej to projekt, do którego scenariusz stworzyły Alicja Bral i Magdalena Szczerbowska, teksty piosenek napisał Cezary Wojnarowski (syn aktorki) i Alicja Bral, a muzykę skomponowali: Łukasz Damrych, Zofia Sofinka Imiela i Piotr Dziubek. Zacne grono twórców wyprodukowało dzieło o sile terapeutycznego i arystotelesowskiego oczyszczenia.
„Za ładna jesteś na depresję. Szkoda takiej pięknej na depresję” – mówiła jej matka. „Moja uroda jest jak problem techniczny, którego nie da się naprawić. Raz reżyser, poproszony o to, żeby wziął mnie do swojego filmu odpowiedział – sorry, o wojnie robię, za ładna jesteś”, „Mój ojciec był brakiem, nie był potworem, pozostawił po sobie chłód, tam, gdzie powinno być ciepło”.
Felicja Krajewska, bohaterka monodramu, wypowiada więcej tego typu gęstych, nasyconych emocjami i mądrością życiową słów. Znakomita, w tytułowej roli „za ładnej”, Magdalena Szczerbowska, prowadzi widza przez utkaną z obrazów, wspomnień i emocji sieć powiązań, korzeni i oczyszcza z osobistych traum. To przedstawienie o ogromnym potencjale terapeutycznym. Do opisu monodramu twórcy mogą, bez skrupułów, dopisać: „uwaga- ryzyko przeżycia katharsis!”
Ewelina Ciszewska – reżyserka „Za ładnej” – swoją bohaterkę umieszcza w baśniowym świecie babek i prababek. To one wraz z mściwą Medeą mitologizują wspomnienia i kształtują naszą teraźniejszość. Czego nas uczą? Przetrwania? Z ust bohaterki słyszymy: „Jeśli chcesz żyć musisz przestać błyszczeć”, albo „Jedyna nasza super moc to czekanie”.
Alicja Bral- współscenarzystka i współautorka tekstów wraz z Cezarym Szczerbowskim – współautorem tekstów piosenek- w usta Felicji Krajewskiej wkładają pieśni z poetycką frazą Leśmiana („podawali ją sobie z rąk do rąk…”) i z soczystym językiem ulicy („w dupie to mam”). Kiedy postać przechodzi z piaskownicy- cmentarzyska (które sobie usypała lub ktoś jej usypał) do stand-upu opowieść zyskuje inny wymiar. Tytułowa „Za ładna” każe widzom wyjść z roli obserwatora i wejść w rolę współtwórcy monodramu, pomagamy bohaterce w przeżywaniu (a może i przeżuwaniu) jej kryzysów.
Aktorsko jest przecudownie. Magdalena Szczerbowska w ułamku sekundy staje się małą, niedoskonałą dziewczynką, zalotną panienką, świadomą swojej wartości kobietą, skrzywdzoną córką… W każdym geście, tembrze głosu, postawie ciała i w słowie niesie ważne sensy.
Scenograficznie jest minimalistycznie, ale dzieje się bardzo dużo za sprawą delikatnego pobudzania przez twórców wyobraźni widzów. Piasek, który otula kwadrat sceny, jest jak basen bez wody. Słowa i gesty aktorki zamieniają go w cmentarzysko, piaskownicę, plażę, a nawet łóżko. Felicja zakopuje się w nim, odkopuje, leży, zostawia ślady, grzęźnie, przesypuje go, krzyczy- tłumiąc emocje- w jego usypane kurhany, wydobywa z niego szary sweter ojca… W każdą z, wizualnie pięknie eksponowanych światłem przez Roberta Balińskiego, scen wkłada inną cząstkę swojej wrażliwości.
„Za ładna” to baśń o Felicji, kobiecie, której piękno jest piętnem samotności, to monodram, w którym każda piosenka urasta do rangi pieśni i choć każda jest zaśpiewana w innym stylu wykonawczym, to nie burzy jednorodności opowiadanej historii, jest wspaniale różnorodna w swej niejednorodności. Duża w tym zasługa, oprócz wokalistki oczywiście, trójki wybitnych kompozytorów: Łukasza Damrycha, Zofii Sofinki Imieli i Piotra Dziubka.
„Mamo, ja wiem, że chciałaś dla mnie dobrze, ale teraz ja chcę dobrze dla siebie” – te słowa grzęzną w głowach widzów. „Zostawiam noc, wybieram dzień…” – wybrzmiewa w pieśni z wyraźnym pulsem bębnów.
Rezerwujecie miejsca na monogram Magdaleny Szczerbowskiej. Oczyszczającą, terapeutyczną moc dostaniecie w cenie biletu.
tekst i fot. z próby. Do.
„Za ładna. Monodram muzyczny Magdaleny Szczerbowskiej” | przed premierą w Capitolu

























