„Reniferek” pojawił się premierowo w Teatrze Muzycznym Capitol, na Scenie Restauracja, po raz pierwszy w piątek, 15 maja. I choć reniferki z czerwonymi nosami raczej grasują w grudniu, ten jest nieco inny, co prawda rozwesela pasją komika, ale budzi też współczucie dramatycznym epizodem, w którego macki wpada jak śliwka w kompot.
Monodram muzyczny Jana Kowalewskiego według tekstu Richarda Gadda, w reżyserii Filipa Kowalczyka, z muzyką Franciszka Dziubka to przedstawienie o stalkingu, uporczywym nękaniu młodego mężczyzny przez kobietę. Przedstawienie brzmi i rezonuje dzięki sile talentu aktora i pomysłów twórców i realizatorów.
Tytułowy Reniferek nabrzmiały przemocą Marty to nie jest pluszowy, świąteczny symbol z czerwonym świecącym nosem. To delikatny, wrażliwy chłopak – ubrany na czarno, w butach z czerwoną podeszwą – uwikłany w toksyczny związek.
Ona pisze do niego sms-y, wysyła listy, chodzi na przedstawienia (bo on jest komikiem), komentuje jego występy, nakłania do przetkania rury, śledzi, obserwuje, manipuluje. On próbuje zerwać z nią kontakt.
Dramatyczne sytuacje, które z zapartym tchem obserwujemy na kameralnej scenie Capitolu, odgrywa jeden aktor. Wciela się w postaci policjanta, kolegi, stalkerki. W oka mgnieniu przeobraża się w pełnego złości i frustracji chłopaka, zabawnego komika, zblazowanego policjanta, emocjonalnej kobiety i nie daje widzowi oderwać od siebie oczu. Nie potrzebuje do tego wielu rekwizytów. Wystarcza mu kelnerski ręczniczek, pączek, okulary. Resztę zapewnia sobie sam – ruchem, gestem, mimiką, barwą głosu…. W każdej z postaci jest inny, brawurowy, prawdziwy, emocjonalny, żartobliwym i przekonywujący. Głos z offu (w tej niewidocznej, ale świetnej, radiowej roli Emose Uhunmwangho) jest jego jedynym wsparciem podczas prowadzenia godzinnego monogramu.
Filip Kowalczyk nie dość, że niesie spektakl niemal w całości tylko na swoich barkach to jeszcze potrafi unieść jego ciężar i lotem natchnionego pegaza rozpędza go i hamuje, dając swojemu bohaterowi i widzom czas na zabawę, balans na emocjonalnej huśtawce.
Jego bohater czasem śpiewa, przełamując konwencję monologu, co dzięki zaskakującej muzyce Franciszka Dziubka, uatrakcyjnia jednowątkowość spektaklu.
I choć to niełatwa historia o stalkingu to warto dać się w nią wciągnąć. Jan Kowalewski (aktor) z Filipem Kowalczykiem (reżyserem) – koledzy z roku – robią ze znanej serialowej historii „Reniferka” naprawdę dobrą, kameralną sztukę teatralną.
Oprac. i fot. do
Wykonawca / Organizator:
Punkt Informacji Kulturalnej

























