„Arytmię pamięci” warto przeczytać, zdobyć, kupić, pożyczyć lub zamówić na urodziny już z uwagi na jej tytuł. O pamięci i tym, co przechowuje, a co gubi, co przetwarza, a czego unika, pisze Agata Tuszyńska ze szczególnym talentem literackim i zaraźliwą pasją obserwacyjną.
„Arytmia pamięci” to zbiór felietoników, w których autorka zatrzymuje czas i z niezwykłą uważnością przygląda się światu, ludziom oraz pamięci.
Każdą ze swoich opowieści otula czułością, ironią i ponadczasowym spojrzeniem. Pisze o tych, którzy odeszli, o rodzinie, żydowskich korzeniach i mistrzach wyznaczających drogę życia i pisania.
Na kartach „Arytmii pamięci” spotykają się Julian Tuwim, Hanna Krall, Mira Michałowska, Stefania Grodzieńska, Jan Brzechwa i Maria Kuncewiczowa. Agata Tuszyńska odsłania kulisy własnego warsztatu, dzieli się nieznanymi anegdotami i zaprasza czytelnika do swojego mikrokosmosu – pełnego spacerów, samotności, jamników, grzybobrań i chwil wyciszenia.
Mnie już na początku lektury autorka zauroczyła sekwencją o ołówku. Wciągająca narracja i wnikliwy opis ołówkowej braci sprawiły, że usłyszałam dźwięk przyjemnego szurania grafitu po kartce papieru.
O natchnieniu Agata Tuszyńska pisze zabawnie, z autoironią, odwołując się do wypowiedzi innych, m.in. Wisławy Szymborskiej. Przy okazji czytania o skarbach na biurku wspomina o „pisarskiej amunicji Miłosza”. W toku współodczuwania lekturowej arytmii pamięci otrzymujemy wspomnienia takich postaci jak Umer, Grodzieńska, Bardini, Brandys, Konwicki, Kopaliński, Różewicz, Kucówna czy Broniewski. I nie ma w tym chaosu ani przypadkowości. Raczej zanurzani jesteśmy w myślach o potrzebie zapisywania, żeby nie zapomnieć, nie zgubić tego, co ważne.
Autorskie obserwacje i refleksje o chodzeniu, fotografowaniu czy niskopodłogowym psie – jamniku – dają szansę na skupienie się w nieoczywistym świecie i są lekturową przestrzenią do zdziwień i przemyśleń.
Autorka nie stroni też od fraz takich jak: „Moja przyjaciółka pianistka poprosiła mnie niedawno o niecodzienną przysługę. Wyprowadź mnie na spacer”. Dużo jest tutaj zdań, które lapidarnością stylu malują całą paletę kontekstów.
W „Arytmii pamięci” można też dostrzec delikatny i poetycki zapis braku z powodu nieobecności, którą trzeba wypełnić, żeby się nie rozpaść.
Czytajcie, powracajcie do tej książki. Daje ona przestrzeń do przeżywania osobistego rytmu pamięci, który zostaje pobudzony do pulsowania zgodnie z osobistym tętnem wspomnień.
Oprac. i fot. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.
















