Wpadła mi w ręce książka Mariusza Urbanka „Gałczyński. Kanarek w klatce” wydana nakładem oficyny Iskry. Przyczyniła się ona do mojego czasowego i w pełni dobrowolnego uwiezienia w klatce zainteresowania życiem i twórczością Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Szybko okazało się, że to przyjemne uwięzienie, bo z wybitną osobowością i z ciekawym kształtem narracji biografii poety. Lektura okazała się czytelniczo ożywcza i bardzo interesująca.
Autorem biografii Gałczyńskiego jest Mariusz Urbanek. Pisarz, publicysta, z wykształcenia prawnik, absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, autor m.in. biografii Tyrmanda, Kisielewskiego, Waldorffa, Broniewskiego, Brzechwy i Tuwima. Po przeczytaniu „Kanarka w klatce” rośnie apetyt na te i wiele innych publikacji Urbanka, które dostępne są na stronie Iskier (sprawdziłam, już ostrzę sobie na nie pazurki, jeśli pazurki można ostrzyć do czytania nie będąc kotem).
Zatem do rzeczy, a właściwie do rzeczonego pana Kota, jak był czasem nazywany Konstanty Ildefons Gałczyński, w biografii Mariusza Urbanka.
To wnikliwa, rzetelna publikacja, pisana świetnym językiem, która wciąga jak dobrze napisana sensacja lub najlepsze teksty poetyckie Szymborskiej.
Czytamy tu o: kakaowych nocach u Słobodników, podczas których pisało się wiersze i rozmawiało o poezji, o upijaniu się i śpiewaniu na ulicy „Marsylianki”, trafianiu do aresztu z pijanymi prostytutkami, o chorobie alkoholowej i depresji, o uwikłaniach politycznych, o byciu zakochanym w aktorce urzędnikiem… można by wymieniać jeszcze długo, bo fragmentów życia Gałczyńskiego, o które interesująco zahacza Urbanek, jest wiele.
Pokazuje także Gałczyńskiego jako znakomitego satyryka, zwłaszcza w okresie po narodzinach córki Kiry.
Wszystko tutaj opisałem
nie na czyjąś próżną chwałę,
lecz by zarobić ździebełko
na bułeczkę i masełko
Znakomicie się to czyta, z uwagi na całą masę ciekawostek i wartkiej, wciągającej narracji, okraszonej cytatami z fragmentów wierszy.
Tytuły rozdziałów biografii świetnie oddają charakter treści w nich zawartych, np. „Karabin to narzędzie szatana”, „Inga Bartsch, czyli miłość dyplomaty Konstantego”, „Mężczyzna w damskim kapeluszu, czyli chrystusowy atleta”.
Urbanek nie pomija także wątków żydowskich i wojennych swojego bohatera, przytacza fragment „Pieśni o żołnierzach z Westerplatte”, którą – nie tak dawno -niejeden uczeń szkoły podstawowej musiał recytować na lekcjach polskiego.
Wiele wspomnień Urbanek przytacza za Jerzym Waldorffem. Pisze o zabawnym procederze, który wraz z kolegą Kostek uskuteczniał w szpitalu. Dzięki temu wiele osób uniknęło ciężkiej pracy. Wspomina o płomiennym romansie z Lucyną, z którego związku urodził się syn Kostka (o jego istnieniu córka- Kira- dowiedziała się 45 lat później). Dość szybko Gałczyńskiego poznajemy jako bigamistę.
Oczywiście w książce nie brakuje rozdziału o teatrzyku „Zielona Gęś”. Jego kpiarski urok i galerię niezwykłych postaci przypomina autor cytując jego fragmenty np. o tym, że Hamlet umiera, bo jak zwykle nie potrafi rozstrzygnąć stojącego przed nim dylematu, tym razem: kawa czy herbata?
Jest tu też o popisie aktorskim w Kabarecie Siedem Kotów. Możemy sobie przypomnieć „Satyrę na bożą krówkę”.
Po cholerę toto żyje?
Trudno powiedzieć, czy ma szyję,
a bez szyi komu się przyda?
Pachnie toto jak dno beczki,
jakieś nóżki, jakieś kropeczki —
ohyda.
Człowiek zajęty niesłychanie,
a toto, proszę, lezie po ścianie
i rozprasza uwagę człowieka;
Na koniec autor zostawia czytelnikowi: fragmenty życia poety w Leśniczówce Pranie (tam powstało tłumaczenie „Ody do radości” Schillera) i niejednoznaczną śmierć schorowanego czterdziestodziewięcioletniego Gałczyńskiego. Kalendarium i rozmowa z dyrektorem muzeum Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego w Praniu podsumowuje „Kanarka w klatce”.
Magdalena Grzebałkowska świetnie pisze biografie (Komeda, Konopnicka, Beksiński- to grube książki do połknięcia w jedną noc), Joanna Szczęsna i Anna Bikont też robią to z talentem („Pamiątkowe rupiecie” o Szymborskiej chciałoby się zbierać po antykwariatach bez opamiętania), zaś Michał Rusinek nie ma sobie równych w opisywaniu życia Noblistki. Mariusza Urbanka odkryłam dopiero teraz, ale lepiej późno niż wcale. Iść tropem biografii niezwykłych postaci, to iść śladmi tych znakomitych literackich portrecistów.
Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy warto przeczytać biografię Gałczyńskiego napisaną przez Mariusza Urbanka, to można przestać się zastanawiać i zacząć czytać, a najlepiej czytać zastanawiając się. Polecam.
Oprac. i fot. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Iskry.
Wykonawca / Organizator:
Punkt Informacji Kulturalnej















