Nie wiem co zrobić z tą książką. Napisać apoteozę lub hymn pochwalny na cześć jej autorki i tłumacza? Zacytować obszerne fragmenty i być posądzonym o naruszenie zasad prawa autorskiego? Nie pisać nic? Wiedziona przymusem dziennikarskiego obowiązku i recenzenckiego zobowiązania wspomnę o niej, choć robię to z ogromnym trudem. Osobisty walor tej publikacji przyćmiewa moją zdolność konstruowania zdań. Mam nadzieję, że ujdzie mi to na sucho.
„Księga duchów” Siri Hustvedt to nie jest książka, nad którą można zapłakać, wzruszyć się, zaśmiać i przejść do porządku dziennego. To nie jest historia rodem z krainy dreszczowców, albo opowieść z przyszłości. To zapis zmagań z życiem, z potwornym brakiem. Brakiem, który nie mija, zmienia się, przepotwarza, ale jest niezmiennie obecny w każdej chwili codzienności.
Napisać, że autentycznie porusza, to mało napisać. Wspomnieć, że jest głęboka, szczegółowa i może rezonować ze wspomnieniami i myślami niektórych czytelników to również niewiele. „Księga duchów” zostaje w człowieku na długo.
Siri Hustvedt, autorka „Księgi duchów”, urodziła się w Minnesocie w rodzinie norweskich imigrantów. Jest pisarką, eseistką i jedna z najważniejszych współczesnych intelektualistek. W swoich książkach łączy literaturę, neurobiologię, psychoanalizę i refleksję feministyczną. Od lat związana z Nowym Jorkiem, gdzie przez ponad cztery dekady dzieliła życie z Paulem Austerem. Jest również bohaterką filmu dokumentalnego Siri Hustvedt i wspomnienia przyszłości (2026). W sierpniu 2026 roku na rynek wydawniczy trafia jej najnowsza książka, w polskim przekładzie Jerzego Kozłowskiego. Wydanie ukazało się 12 sierpnia, nakładem Znaku.
Uważny czytelnik „Księgi duchów” otrzymuje rzeczowy opis działań podjętych w ramach walki z nowotworem poparty terminologią medyczną wraz opisem oswajania się z nieuchronnością i ostatecznością odejścia. Jest tu również opis umierania i pogrzebu męża Siri Hustvedt – Paula Austera – cenionego współczesnego amerykańskiego pisarza, eseisty, poety, tłumacza i reżysera filmowego.
Są tu miętówki w czekoladzie, kurtka, w którą można się wtulić, i – w pakiecie lekturowym – garść cytatów na drogę.
„Zabieram ze sobą Paula, żyjąc dalej.”
„Wdychanie dymu jest wcielonym śladem mężczyzny, którego kochałam. Chciał być duchem i teraz tym właśnie dla mnie jest”.
Styl rzeczowy i metaforyczny – w zależności od sytuacji i kontekstu. Ta zmienność jest jedną z cech powieści. Konkret codzienności sąsiaduje z refleksją, pamięcią i próbą nazwania tego, czego właściwie nie da się nazwać.
„Księga duchów” może okazać się dla niektórych czytelników książką pomagającą oswoić żałobę, dla innych – zapisem sposobu na przetrwanie lub opowieści o codzienność po stracie. O codzienności, w której przeszłość przenika się z teraźniejszością. W której przedmioty, rzeczy, zapachy, ubrania, dźwięki nabierają nadzwyczajnego znaczenia, a percepcja staje się głębsza i bardziej wrażliwa.
I właśnie chyba dlatego trudno mi o tej książce pisać. Ale, całe szczęście nie o moje pisanie tutaj chodzi, a lekturowy zachwyt i polecenie „Księgi duchów” Państwa czytelniczym odkryciom.
Oprac. i fot. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.
Wykonawca / Organizator:
Punkt Informacji Kulturalnej

















