Włoska autorka jest specjalistką od tożsamości: jej imię i nazwisko to pseudonim, trwają spekulacje kim jest „prawdziwa” Ferrante i jak bardzo autobiograficzne są jej książki. Tożsamość in progress, wymykająca się schematom, ale też nieustannie ścierająca się ze społecznymi oczekiwaniami i osobistymi projekcjami, to także wielki temat powieściowego cyklu.
Historia życia Eleny – i historia jej przyjaźni z Lilą – to bezkompromisowa i przewrotna wariacja na temat powieści formacyjnej, z główną bohaterką zamiast bohatera, osadzona w realiach tyleż malowniczych [Neapol], co prozaicznych [portret klasowego społeczeństwa z wykluczeniem w tle]. Opowieść porywająca, ale przede wszystkim zawstydzająco szczera, zrywająca z idealizacją na rzecz bezlitosnej introspekcji.
Zaproponowana przez Ferrante zmiana optyki pozwala spojrzeć na klasyczne tematy europejskiej sztuki – jak dojrzewanie, formowanie artysty, kształtowanie społecznej świadomości – z perspektywy radykalnie kobiecej – to znaczy umieszczającej w centrum doświadczenie kobiet, ale także doświadczenie tych i tego, co dotychczas pomijane i wykluczane.
Spektakl na motywach tetralogii, to wyzwanie rzucone teatrowi, próba pogodzenia epickiego rozmachu i intymnej kameralności, społecznego zaangażowania i perspektywy skrajnie osobistej, wreszcie – próba dowartościowania codzienności, spojrzenia na nią bez zbędnych mitologizacji i toksycznych fantazji. To także próba teatralnej odpowiedzi na wykreowany przez Ferrante performans tożsamości – osobnej, ale zawsze kształtowanej przez interakcję z innymi, w ruchu, w doświadczeniu, w działaniu.
Na scenie występują między innymi Anna Błaut, Anna Kieca, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Paulina Wosik, Mariusz Bąkowski, Jerzy Senator.
Czas trwania: 110 minut
Pierwsza na polskim rynku wydawniczym książka zawierająca relacje osób, które przeżyły kryzys samobójczy ukazała się nakładem wydawnictwa Pruszyński i S-ka we wrześniu tego roku. Trzynaście poruszających rozmów z osobami, które były o krok od odebrania sobie życia zawdzięczamy rzetelnym i kompetentnym autorkom Halszce Witkowskiej i Monice Tadrze.
Rozmowy z Halszką Witkowską publikowane na YT przekonały mnie, że to kobieta wyjątkowa, charyzmatyczna, rzetelna, zaangażowana, której warto nie tylko posłuchać w mediach, ale także przeczytać książki z jej nazwiskiem na okładce. Rozpoczęłam od lektury „Przywróconych do życia. Pokonać samobójstwo” przyciągającej wzrok optymistycznym, słonecznym kolorem na okładce. Wnętrze okazało się nie takie beztroskie, ale bardzo ważne, mądrze i sensownie zaplanowane narracyjnie. Przyniosło ono odpowiedzi na wiele trudnych pytań i zgłębiło delikatne tematy z wyczuciem formy, stylu i potrzeby opowieści. Elementy reportażu i zapis rozmów bohaterów historii autorki zgrabnie dopełniły wyjaśnieniami psychologicznymi.
W „Przywróconych do życia” poznajemy trzynaście osób w rożnym wieku i z różnym bagażem doświadczeń. Dostajemy trzynaście opowieści o cierpieniu samotności, bezsilności, ale przede wszystkim o sile, odwadze i nadziei. „We wszystkim jest szczelina, którą dostaje się światło” – cytują autorki za Leonardem Cohenem, żeby potem wyjaśnić, że tym światłem może okazać się bycie wysłuchanym, rozmowa z drugim człowiekiem, telefon dzwoniący w odpowiedniej chwili, odebrany esemes czy zwierzę tulące się do nóg. Światło życia podtrzymywać mogą troska o siebie, praca, relacje z bliskimi albo poczucie bycia potrzebnym.
Monika Tadra pyta o to, co czuje człowiek, który dąży do śmierci. Chce też wiedzieć, co powoduje, że mimo wszystkich trudności może on znaleźć siłę, by żyć dalej. Dr Halszka Witkowska, jedna z najwybitniejszych w kraju specjalistek w dziedzinie suicydologii, poszukuje wyjaśnienia tych dramatycznych decyzji, pokazując, że całe życie człowieka wpływa na podjęcie decyzji o samobójstwie.
Kilka słów o autorkach.
Halszka Witkowska jest suicydologiem, konsultantką kryzysową, pomysłodawczynią i koordynatorką pierwszego w Polsce serwisu edukacyjno-pomocowego dla osób w kryzysie samobójczym i ich bliskich Życie warte jest rozmowy (www.zwjr.pl). Za swoją misję uważa upowszechnianie wiedzy na temat zapobiegania samobójstwom, co czyni zarówno w swych badaniach naukowych, a także jako wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim. Jest wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego i ekspertem Ministerstwa Zdrowia. Dotąd opublikowała między innymi dobrze przyjętą pracę naukową „Samobójstwo w kulturze dzisiejszej. Listy samobójców jako gatunek wypowiedzi i fakt kulturowy” (2021) oraz była jednym z redaktorów naukowych publikacji „Autodestrukcja. Sytuacje graniczne we współczesnej kulturze” (2020), „Nikt nie chce umierać. Autodestrukcja w perspektywie kulturowej” (2022), „Nie mam siły żyć. Autodestrukcja w kulturze” (2024). Szeroko dyskutowana była jej książka „Życie mimo wszystko. Rozmowy o samobójstwie”(2022) oraz „Niewysłuchani. O śmierci samobójczej i tych, którzy pozostali”(2024, współautorka Monika Tadra). Trenuje jeździectwo, uczestniczy w zawodach WKKW.
Monika Tadra to absolwentka Szkoły Głównej Handlowej. Od 2020 r. prowadzi stronę internetową www.swiatspotkan.pl, gdzie zamieszcza zapisy rozmów z takimi osobami, jak Katarzyna Karpowicz, Agata Tuszyńska, Justyna Dąbrowska, Joanna Heidtman, Marcin Kydryński czy Mikołaj Grynberg. Jej pierwsza książka „To nie nasza wina”(2023) stanowi zapis jedenastu rozmów z dorosłymi wychowankami domów dziecka. Wierzy w moc słowa oraz sens podejmowania trudnych, ważnych społecznie tematów, a największe zainteresowanie wzbudza w niej człowiek.
„Przywróceni do życia. Pokonać samobójstwo” Halszki Witkowskiej i Moniki Tadry to aktualna, osadzona w realiach współczesności książka, która może- z powodzeniem- stać się wsparciem dla osób w kryzysie psychicznym, dla ich bliskich oraz tych, którzy chcą im pomoc.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Mam ostatnio słabość do biografii i dzienników. Rozsmakowuję się w ich języku i sposobie kreślenia postaci oraz biję pokłony wybitnym reportażystom, dziennikarzom, pisarzom, którzy potrafią z fragmentów wspomnień zbudować fabularny majstersztyk. Nie wszyscy trafiają do mojej wyobrażali z tym samym efektem, ale Dorota Karaś trafiła efektownie i efektywnie. Stworzony przez nią portret Zbigniewa Cybulskiego, który doczekał się, po blisko dziesięciu latach wznowienia, zasługuje na szczególna uwagę.
„Cybulski. Podwójne salto” Doroty Karaś to udana biografia niejednoznacznego człowieka. Rozpoczyna się od przeczucia śmierci, która wskoczyła do brzucha Sławomira Mrożka, a kończy budzikiem na nagrobku. Wszystko to, co dzieje się pomiędzy to równie nieprzewidywalne połączenia fragmentów wspomnień i dokumentów, archiwalnych fotografii i listów.
Język biografii jest żywą, wartką stylistycznie, bardzo ciekawą formą opisywania życia gwiazdora i zakompleksionego chłopaka.
Dorota Karaś pisze o chlebaku Cybulskiego i jego zawartości, by po chwili wspomnieć o koneksjach rodzinnych gwiazdora ze znanym generałem, który ogłosił stan wojenny.
Biografistyka prowadzi czytelnika drogą życia Cybulskiego od jego wczesnego dzieciństwa do tragicznej śmierci na wrocławskim dworcu.
Pisze także o spawach, wydawało się błahych, ale mówiących wiele o charakterze i usposobieniu Zbyszka. Czytamy o „zastrzyku optymizmu”, który wymyślił bohater książki po to, żeby nie martwić rodziców, nie wspominać o problemach ze zdrowiem, chybionymi rolami, o tym, że dzieje się coś niedobrego.
Przed każdym rozdziałem umieszczony jest fragment listu adresowanego do polskiego Jamesa Deana, w którym fanki, adoratorzy, miłośnicy i fanatycy proszą aktora o poradę lub pożyczkę.
Dostajemy także opis słynnej sceny z filmu Wajdy „Popiołu i diament”, serię zdjęć ze ślubu z Elżbietą Chwalibóg i z synem Maćkiem. Towarzyszymy bohaterowi w jego włóczęgowskim stylu życia. „Starenia, przestań spać, tylko żyj” – mówi kolegom i znajomym. Sam nie śpi prawie wcale. Czasem zapada w krótkie drzemki w ciągu dnia.
Biografistka interesująco pokazuje dwoistość artysty. Opowieści o jego pasji i nałogu, pracowitości i niepunktualności, poświęceniu dla roli i nieznajomości tekstu słyszymy od kolegów, znajomych, rodziny Zbyszka Cybulskiego. Opisuje dzieciństwo, odsłania kulisy działalności legendarnego teatrzyku Bim-Bom i powstawania najsłynniejszych filmów tamtej epoki, pyta o cenę sławy i o to, co naprawdę go zabiło.
W książce znajdujemy wątki wrocławskie- pozostawienie prywatnej kurtki czy swetra w Wytwórni Filmów Fabularnych, spotkanie z Marleną Dietrich w Hotelu Monopol, kradzież motocyklu i jego zwrot następnego dnia z karteczką, że przepraszamy, nie wiedzieliśmy, że to pana.
Poznajemy młodego Cybulskiego jako charyzmatycznego działacza harcerskiego z Dzierżoniowa, potem jako niestrudzonego animatora teatralnego.
„Podwójne salto. Cybulski” Doroty Karaś to lektura, z którą warto spędzić kilka wieczorów, by potem patrzeć na chłopaka w ciemnych okularach przez bogatszy w odcienie pryzmat kolorów.
Oprac. i fot. Do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.
Opowiadania wszystkie zobowiązują, tytuł też nie pozostaje bez znaczenia. „Szczęśliwe dni. Opowiadania wszystkie” wydane przez oficynę Znak to nie jest wybór, część, namiastka, fragment…to solidny tom, ponad tysiąc stron prozy zamkniętej w metaforyce i języku Pawła Huellego.
Miłośnicy literatury pięknej mają zatem powód do radości. Po raz pierwszy wszystkie opowiadania Huellego ukazują się w jednym tomie, oferując w pełni twórczość autora „Weisera Dawidka”, pisarza pochodzącego z Gdańska, znanego ze zdolności do przekształcania prostych historii o zwykłych ludziach i codziennych wydarzeniach w głębokie medytacje nad ludzkim losem.
Jego proza to podróż w głąb pamięci, relacji i nieuchwytnych momentów, które kształtują nasze życie. To misternie utkane opowieści, które balansują na granicy światła i mroku, rzeczywistości i onirycznych wizji, zawsze pozostawiając czytelnika z poczuciem czegoś ważnego do odkrycia – czytamy notkę na okładce.
„Szczęśliwe dni” mogą okazać się jednak lekturą niestrawną w jeden czy dwa wieczory. Jej objętość nie pozwala na szybkie jej wchłonięcie. Można się zadławić i skończyć jak Jonasz Kofta, a tego nie życzę nawet największemu wrogowi. Powolne odkrywanie, zdarzeń i postaci stworzonych przez narratora opowiadań, daje dużo większą satysfakcję czytelniczą niż pospieszne kartkowanie historii w poszukiwaniu tego, co okaże się dla nas najważniejsze.
„Szczęśliwe dni. Opowiadania wszystkie” Pawła Huellego to ciekawa, refleksyjna proza. Wymaga od czytelnika zainteresowania niezwykłością codzienności i kruchością pamięci. Tutaj bohater przechadza się po zakamarkach Gdańska, dzieciństwo i dorastanie okazuje się determinować postrzeganie świata, przedmiot wywołuje wspomnienie, osobista przeszłość jest istotniejsza niż patos historyczny. Narrator mówi klarownym, jasnym językiem, kładzie nacisk na nastrój, refleksję i detale. Uczy czytelnika uważności świata.
Oprac. i fot. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.
W rytmie „Undergroundu” wyszedł charakterystycznym dla siebie krokiem na scenę otuloną dymem i ciepłym, niskim tembrem ściszonego głosu zaczął „Co narusza raz ustalony szyk…”, a po minucie jego muzyczne forte spotkało się z forte publiczności i już było jasne, że rozpoczyna się znakomity koncert Mariusza Lubomskiego.
Ze ściśniętym gardłem i wzruszeniem w głosie zadedykował występ Magdzie Umer, która zmarła dzień wcześniej. Niezwykłość wieczoru potęgował nastrój odejścia ikony piosenki literackiej, ale nie zdominował nas smutek. Wzruszenie i moc słowa ukrytego w piosence śpiewanej przez Mariusza Lubomskiego wspaniale i rygorystycznie zarazem wyznaczała amplituda skrajnych emocji: melancholii i radości, nadziei i smutku podszytego sceptycyzmem apetytu na życie. Dystans, pokora i ironia połączyły się ze sobą w energetyczny, rozbujany i poetycki wieczór.
W programie koncertu znalazły się m.in. „A teraz idę”, „Zegarek po starym”, „Popatrz Kochana”, „Spacerologia”, „Ambiwalencja (Złe towarzystwo)”, „Krótko o mnie”, „Lunonauta”, „Nie skreślaj mnie”, „Psychobójca”, „Jednakowi”, „Blok” i „Moje miejsce”.
Świetni muzycy, nieoczywiste aranżacje, zabawa formą i treścią, gitarowe solo i oprawa wizualna sprawiły, że wieczór zyskał walor niepowtarzalnego spotkania z artystami. Po blisko dwóch godzinach zostaliśmy z mądrymi frazami z piosenek, do których słowa napisali m.in. Sławek Wolski i Jan Wołek.
„A teraz idę ubrany w różowe nadzieje…”
„Popatrz, kochana tam pod lasem
Coś pędzi z wiatru wyciem
Chyba poznaję, tak to nasze, ucieka nasze życie
Przed czym? Do czego? Skąd i dokąd?
I czemu tak się spieszy?
Trudno zawiesić na nim oko i dłużej się nacieszyć
Może podąża na przystanek
Gdzie czeka kolej gwiezdna
[…]”.
„Szukam szczęścia na księżycu,
w pełnię wątpię coraz częściej,
lecz gdy okruch daje życie,
czuję, że mam duże szczęście
[…]”
„Wszyscy jesteśmy tacy sami
Każdy jest inny w ten sam sposób
Wiecznie żyjemy marzeniami
Czerpiemy je z jednego stosu
Chcemy podążać swoją drogą
Oryginalną mniej lub więcej
Każdy ma własny cel przed sobą
A docieramy w jedno miejsce
[…]”
Obyśmy jeszcze nauczyli się radzić sobie z emocjami tak, jak robił to właściwą sobie lekkością bytu Mariusz Lubomski na scenie. Postawił gdzieś kubek z kawą, zapomniał gdzie i szukał go kilka razy – tak opisywał swoje rozterki z dystansem pomiędzy utworami.
Koncert odbył się 13 grudnia we wrocławskim Firleju w ramach wydarzenia z cyklu „Męska strona piosenki”. Mariuszowi Lubomskiemu na scenie towarzyszyli: Michał Rybka – instrument klawiszowy, moog, kontrabas, Michał Dykban – gitary i Michał Szubert – perkusja (jeśli dobrze usłyszałam w lawinie braw, którymi publiczność nagrodziła artystów).
Oprac. o fot. Do
Publicystyka:
https://pik.wroclaw.pl/tag/meska-strona-piosenki/
W czwartkowy, grudniowy wieczór cyklu „Przed Premierą” we wrocławskim Firleju wystąpiła Magdalena Drozd. Bogusław Sobczuk – najwyższej klasy konferansjer -przedstawił artystkę, której dorobek artystyczny jest już zacny, ale nieprezentowany wcześniej w ramach cyklu koncertowego wymyślonego przez Urszulę Orłowską. Absolwentka Akademii Muzycznej w Krakowie, stypendystka Pro Musica Bona oraz laureatka konkursów wokalnych z niezwykłą dbałością o precyzję przekazu zaproponowała słuchaczom wieczór wzruszeń przy akompaniamencie gitary, a dokładnie dwóch gitar- jednej z nylonowymi strunami, drugiej ze stalowymi, którymi władał jeden gitarzysta.
Przyjemnie było posłuchać utworów pt. „Nie budźcie mnie”, „Bossa Nova do poduszki”, czy „Ja to mam szczęście…” w interesujących aranżacjach. Piosenki do tekstów Dylana i Krahelskiej wypełniły drugą część wieczoru wzbogaconą pastorałkami i muzycznymi improwizacjami oraz znaczącą frazą „Słuchaj jazzu mały Jezu”, która pięknie wpisała się w okołoświąteczne okoliczności.
Oprac. i fot. do
Książka „Miękko” Niny Czarneckiej znanej w sieci jako Blimsien ukazała się 15 października nakładem wydawnictwa Znak. Ważne, że nie jest przeterminowana i można ją spożywać bez uszczerbku dla zdrowia długo po terminie premiery. Korzyści z jej tytułowej miękkości odczuje każdy czytelnik, który szuka inspiracji w holistycznym podejściu do zdrowia. O cieple i rześkości Nina Czarnecka pisała już jakiś czas temu, teraz przyszła kolej na miękkość. Jakże przyjemna triada na grudniowe długie wieczory.
Zatem… słów kilka o najnowszej publikacji Niny Czarneckiej pt. „Miękko”. To książka, w której nie brakuje wiedzy i doświadczenia osób na co dzień zajmujących się pracą z ciałem, emocjami i uczuciami. Czytamy tu o zbroi, pancerzu czy byciu siłaczką. W rozdziale „Skorupiaki” autorka pyta psychoterapeutki o wieczne trzymanie gardy. Kolejna część zgłębia tajniki twórczego życia, seksualności, napiętych perfekcjonistek i przewlekłego bólu.
„Poddaj się, podaj się, puść. Bez puszczenia nie ma przepływu, nie ma tańca. Przestań wszystko tak zawzięcie kontrolować, projektować, dopinać na ostatni guzik” – taka rada czeka czytelnika w rozdziale „Spokojnie, nic nie jest pod kontrolą”.
W toku lektury zalewa nas fala tematów ważnych i mających potencjał zmiany życia na lepsze, bardziej satysfakcjonujące.
„Miękko” można wertować dość swobodnie, bo nie determinuje nas fabuła czy zdarzenia, które czytane w innej kolejności pozbawiłyby całość zamierzonej logiki.
Oprac. do
Tekst pował dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.
Czym jest neuroróżnorodność? Czy można wyjaśnić to modne ostatnio pojęcie przez przeczytanie dwunastu bajek? Zachęcam do podjęcia takiej próby z dziećmi sięgając po najnowszą książkę dwóch pań – doktorek. Lektura „Krainy różnorodności” na pewno pomoże w oswojeniu trudnych tematów i ładnie ułoży się pod choinką z prezentami.
Maja Miziur od lat pasjonuje się światem egzotycznych zwierząt w sztuce, literaturze i historii. Do stworzenia tej wyjątkowej książki zaprosiła Maję Krefft, specjalistkę psychiatrii dziecięcej. Ich wspólna praca zaowocowała powstaniem „Krainy neuroróżnorodności”, ilustrowanej książki, która zaprasza do świata afrykańskich zwierząt i niezwykłych umysłów. Zawiera ona dwanaście mądrych bajek, w których egzotyczni bohaterowie pomagają najmłodszym (oraz dorosłym) lepiej zrozumieć, czym jest neuroróżnorodność.
Panie Maje (autorki o wdzięcznych imionach) nawiązują do afrykańskiej przyrody, żeby pokazać dzieciom, w jak zróżnicowany sposób może działać ludzki umysł. Z wczuciem i w języku zrozumiałym dla młodszych czytelników opisują zagadnienia dotyczące m.in.: ADHD, spektrum autyzmu u dziewczynek i chłopców, zaburzeń lękowych, dysleksji, zespołu Tourette’a, dysgrafii, dyskalkulii, dysleksji, nadwrażliwości sensorycznej. Po każdym rozdziale zamieszczają rymowanki, które z humorystycznym entuzjazmem tłumaczą co to jest OCD i, co zrobić, żeby nie mieć dźwiękoszoku. Opisując zaburzenia obsesyjno-kompulsywne pewnej koczkodanki używają sformułowania – „kontroluszek- pytajuszek pyta”. Nosorożca Natana z nadwrażliwością na dotyk poddają terapii bąkojadem czerwonodziobym. Wyjaśniają, dlaczego, Struś Symeon, gdy jest głodny i zmęczony, staje się bardzo nerwowy.
Cenne komentarze lekarki psychiatry, skierowane do rodziców i opiekunów to dodatkowy walor publikacji i podpowiedź, jak wspierać dziecko neuroatypowe na co dzień – mądrze, z czułością i bez lęku.
„Kraina neuroróżnorodności. Bajki i ćwiczenia, które doceniają różnice i wzmacniają poczucie wspólnoty” Mai Miziur i Mai Krefft to ciekawa propozycja do wspólnego czytania w domu, przedszkolu czy gabinecie terapeutycznym.
Kilka słów o autorkach:
Dr Maja Krefft – psychiatrka dziecięca, doktorka nauk medycznych. Absolwentka Akademii Medycznej im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, laureatka grantu Narodowego Centrum Nauki oraz autorka publikacji naukowych. Na co dzień pracuje w Centrum Diagnostyczno-Terapeutycznym Chorób Rzadkich im. Bartłomieja Skrzyńskiego we Wrocławiu, prowadzi także prywatną praktykę lekarską i konsultuje dzieci oraz młodzież z trudnościami neurorozwojowymi, emocjonalnymi i behawioralnymi. W „Krainie neuroróżnorodności” dzieli się swoją wiedzą w komentarzach do bajek oraz autorskimi rymowankami inspirowanymi codzienną pracą z dziećmi.
Dr Maja Miziur – doktorka nauk humanistycznych, badaczka zwierząt w kulturze świata antycznego. Studiowała filologię klasyczną, kulturę śródziemnomorską i historię sztuki na Uniwersytecie Wrocławskim. Po urodzeniu dziecka wróciła do swojej pierwszej pasji – literatury dziecięcej. Pisze o przyrodzie, emocjach i różnorodności, tworząc historie, które rozwijają empatię i ciekawość świata. Do napisania „Krainy neuroróżnorodności” zainspirowało ją jej dziecko i wspólne odkrywanie (neuro)różnorodnego świata.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Mamania.










































