Ciekawy zestaw reportaży przyszedł do mnie od Wydawnictwa Czarne. Najpierw poznałam „Blizny. Krajobrazy po przemyśle” Marty Tomczok teraz „Naszych Niemców” Macieja Falkowskiego. „Blizny” mnie zauroczyły, a „Nasi Niemcy” pogłębiły tę fascynację. Obie publikacje łatwo rozpoznać po minimalistycznej szacie graficznej i rzetelności opracowania wnętrza. Należą one do serii „Sulina”, w której ukazuje się szeroko pojęta literatura faktu — książki historyczne i antropologiczne, proza podróżnicza i eseje. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że na rozmaite literackie sposoby odkrywają przed czytelnikiem nieznane oblicza i przejawy fenomenu zwanego Europą, że zdradzają jej często wstydliwe sekrety i głęboko ukryte tajemnice.
Dziś więcej o „Naszych Niemcach” Macieja Falkowskiego. Na jej łamach autor opowiada o meandrach tożsamości migrantów z zachodu, ich dramatycznych losach, o ludziach, którzy pamięć o nich próbują ocalić od zapomnienia, aby wyrazić szacunek za ich wkład w rozwój naszego kraju. Falkowski zabiera czytelników na Żuławy, Pomorze i do Wielkopolski, na Mazowsze, Sądecczyznę, Podkarpacie, Śląsk, Lubelszczyznę i w okolice Łodzi.
We wstępie czytamy:
„Poniemieckie” to słowo, które odruchowo przywodzi na myśl Polskę zachodnią albo Warmię i Mazury. Mało kto zdaje sobie sprawę, że niejedną wieś zamieszkaną dawniej przez Niemców można znaleźć na Mazowszu, Lubelszczyźnie czy w Małopolsce. Niemieckich kolonistów ściągali na wschód Piastowie śląscy, Kazimierz Wielki i Krzyżacy, Rosjanie, Prusacy i Austriacy, a także polscy właściciele i zarządcy majątków. Przybysze zakładali wsie i miasta, leżącą odłogiem ziemię zamieniali w pola i sady, osuszali bagna i walczyli z wylewającymi rzekami. Wprowadzali innowacje, otwierali fabryki i rozwijali przemysł. Wielu, szczególnie katolików, nie zachowało swojej niemieckiej tożsamości i z czasem zostało Polakami.
W granicach II Rzeczpospolitej żyło około miliona polskich obywateli narodowości niemieckiej – pisze autor. Kilkusetletnią obecność większości z nich zakończyła II wojna światowa i powojenna polityka polskiego państwa. Dziś o tej historii świadczą głównie zapomniane cmentarze ewangelickie, a także budynki i gospodarstwa, kanały, rzędy wierzb czy terpy.
Maciej Falkowski szuka takich właśnie śladów. Odnajduje domy z żelaza w Puszczy Pyzdrskiej, pozostałości po osadnikach olęderskich wzdłuż Wisły, potomków Głuchoniemców na Podkarpaciu i Bambrów w Poznaniu. Opowiada o ewangelikach, braciach morawskich i mennonitach. Stara się ocalić od zapomnienia świat tych, którzy po 1945 roku musieli z Polski wyjechać; opisuje losy tych, którzy zdecydowali się zostać i stali się integralną częścią polskiego społeczeństwa. I podobnie jak Marta Tomczok robi to z dużym wyczuciem taktu i kultury językowej.
Polecam obie publikacje.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Czarne.
Wykonawca / Organizator:
Punkt Informacji Kulturalnej















