Nadchodzi premiera Wydawnictwa Otwartego. Thriller Noelle W. Ihli z elementami mistycznymi „Ask for Andrea” w księgarniach od 9 października.
James Carson pozostał bezkarny po trzykrotnym morderstwie. Jedynym, co może go powstrzymać przed dalszym zabijaniem, są… jego trzy ofiary. Brecia, Meghan i Skye powinny być martwe, ale nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa i nie spoczną, dopóki nie powstrzymają swojego oprawcy przed skrzywdzeniem kolejnej kobiety. Czy uda im się zapobiec tragedii? – zapowiedź wydawnicza skutecznie zachęca do sięgnięcia po najnowszą fabułę Noelle W. Ihli.

„Ask for Andrea” Noelle W. Ihli przekład Zbigniew Kościuk, Wydawnictwo Otwarte
Autorka „Ask for Andrea” mieszka w Idaho z mężem, dwoma synami i dwoma kotami. Napisała już pięć powieści uznanych za bestsellerowe. Kiedy nie wymyśla fabuły kolejnego thrillera, boi się oglądanych seriali true crime lub jeździ po bezdrożach (nie ruszając się z domu bez gazu pieprzowego).
Dużo przesłanek wskazuje na to, że premierowa „Ask for Andrea” może okazać się znakomitym kąskiem dla pochłaniaczy thrillerów psychologicznych z mrocznymi upodobaniami czytelniczymi.
„Szok spowodowany widokiem własnego okaleczonego ciała minął szybciej, niż się spodziewałam. […] Drugiego dnia o zachodzie słońca moje ciało było już ogryzione niemal do kości.”- wyznaje bohaterka. Narracja prowadzona z punktu widzenia dusz błąkających się po świecie jest ciekawym zabiegiem literackim, który trzyma w napięciu. Fabuła opowiadana jest z perspektywy trzech kobiet, które zostały zamordowane i jako duchy domagają się sprawiedliwości. Znajdziemy tu także ukrytą przestrogę przed zawieraniem pochopnych znajomości przez portale randkowe. Krótkie rozdziały prężnie popychają akcję do przodu nie dając czytelnikowi chwili na zrobienie kawy.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte.
Twarda i mroczna przestrzeń nagrobków jest miejscem wylewania najczulszych uczuć i gwałtownych emocji bohaterów szekspirowskiego dramatu. Kamienna płyta z krzyżem staje się łóżkiem i grobowcem dla niejednego z Kapuletich i Montekich. Krzyże na szyjach bohaterów historii skłóconych rodów korespondują z krzyżami, pod ciężarem których wydarzenia zaplatają się w osobiste tragedie.
„Romeo i Julia” w reżyserii Jana Klaty we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol ujarzmia temat kamienną formą stosując groteskowe szlify. Trzy godziny z Szekspirem przetłumaczonym przez Barańczaka i wyreżyserowanym przez Klatę to trzy godziny uziemienia w refleksji, ekspresji i zachwycie.
Akcja wrocławskiej inscenizacji rozgrywa się na cmentarzu. Bohaterowie ubrani w dresy, kożuchy, adidasy, z łańcuchami na szyjach i krzyżami zawieszonymi na piersi lub uszach mocują się z codziennością. Czasem wyglądają jak żywe trupy oszalałe z nienawiści lub z miłości. Leżą na kamiennych płytach grobów, siedzą, rozmawiają, kochają się tam i umierają.
Znakomicie obsadzeni w rolach aktorzy przykuwają uwagę i niosą frazę Barańczaka przejrzyście i czytelnie. Klaudia Waszak jako dziewczęco- agresywno- liryczno- prześmiewcza, doskonale śpiewająca Julia nie daje oderwać od siebie oczu i uszu. To Julia doskonale wyciosana, pasuje jak ulał na obecne czasy. Konrad Imiela jako Ojciec Laurenty (siła, która ma nieść radość i nadzieję , a przynosi śmierć) przykuwa uwagę za każdym razem jak wychodzi ze swojej pustelni, w przedstawieniu – z przyczepy kempingowej – i zaczyna śpiewać.
Postacie w swoich sposobach bycia często są przerysowane. Jak się z czymś nie godzą to parodiują np. posłuszeństwo – prześmiewczo dla widza, a dla granej przez siebie postaci – dramatycznie. Jeśli sytuacja tego wymaga to krzykliwie karcą. Tutaj prym wiodą Cezary Studniak i Justyna Szafran jako Pan i Pani Kapuleti.
Dla oszalałych w swoich emocjach i czynach postaci tłem stają się wielkoformatowe wizualizacje, na których wyświetlane są obrazy, napisy na ścianach, gryzmoły, odrapane mury, nagie postaci. Dobrze to wszystko współbrzmi ze słowem i kostiumem za sprawą Mirka Kaczmarka. Kompozytor – Endy Yden i choreograf – Maćko Prusak z dużym wyczuciem przestrzeni, bez zbędnego wychodzenia na pierwszy plan i z dużym szacunkiem dla tekstu wzbogacili inscenizację „Romea i Julii”.
Jan Klata wraz z realizatorami stworzył metaforyczny, symboliczny, groteskowy świat, z którego można czytać jak z różnych tekstów kultury. Metafory przepływają, otwierają kolejne konteksty i skojarzenia.
„Romeo i Julia” w reżyserii Jana Klaty to spektakl na miarę czasów i na miarę aktualnych potrzeb. Myślę, że młodzież, która przyjdzie na przedstawienia, będzie mogła poczuć uniwersalność szekspirowskiej frazy. Zobaczy świat jako cmentarzysko, będzie uczestniczyć w rewii mody i paradzie nienawiści, która doprowadzi do śmierci, kary za nienawiść.
Oprac. do
Teatr Muzyczny Capitol będzie miejscem spotkania bohaterów szekspirowskiego dramatu „Romeo i Julia”. Premiera musicalu w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka i w reżyserii Jana Klaty w sobotę, 28 września.
Za opracowanie tekstu Williama Szekspira i reżyserię „Romea i Julii” odpowiada Jan Klata. Muzykę skomponował Andrzej Strzemżalski, czyli Endy Yden. Scenografię i kostiumy zaprojektował Mirek Kaczmarek, choreografię stworzył Maćko Prusak, a projekcje video Natan Berkowicz.
W roli Juli zobaczymy Klaudię Waszak, w Romea wcieli się Jan Kowalewski. Na scenie także Cezary Studniak, Justyna Szafran, Konrad Imiela, Justyna Woźniak, Mateusz Kieraś, Dawid Suliba, Hugo Tarres, Rafał Kozok, Tomasz Leszczyński, Magdalena Szczerbowska, Elżbieta Kłosińska, Ewa Szlempo-Kruszyńska, Emose Uhunmwangho, Krzysztof Suszek, Mateusz Brenner, Bożena Bukowska, Jacek Skoczeń oraz studentki i studenci Studium Musicalowego Capitol.
Jan Klata, znany wrocławskim widzom m.in. z realizacji „Lazarusa” i „Jerry Springer – The Opera”, wyjawił, że ceni pracę z zespołem Teatru Muzycznego Capitol, dlatego przyjął propozycję zrealizowania dramatu Szekspira. „Staramy się opowiadać tę historię w sposób uniwersalny”- mówił reżyser. Dodał, że nie chce zdradzać szczegółów tej inscenizacji i zapewnił, że wraz z realizatorami i aktorami dba o jej atrakcyjność.
Oprac. do i jo
Książka Tomasza Michniewicza, podróżnika, dziennikarza, organizatora wypraw, autora pięciu bestsellerowych, nagradzanych reportaży książkowych, ukaże się 25 września nakładem Wydawnictwa Otwarte. „Przedświt” jest prozatorskim debiutem pisarza, w którym eksploruje coś, co każdemu z nas jest najbliższe, a do czego rzadko miewamy pełny dostęp – ludzkie wnętrze, emocje, pragnienia, nadzieje i frustracje.

„Przedświt” Tomasz Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte
„Chciałbym mieć problemy, które można rozwiązać, przytulając drzewo” – myśli bohater powieści podczas wypełnionej trudnymi pytaniami wizyty u terapeutki. On. Mężczyzna. Klient. Pacjent. Mąż – prawdopodobnie już były. Jeszcze nie ojciec. Bezimienny bohater i narrator „Przedświtu”. Mężczyzna około czterdziestki. W najlepszych latach swojego życia, a jednak na zakręcie. Na skraju załamania. Co go tam zaprowadziło? I jak to się stało, że na jego drodze jawa miesza się ze snem, a prawda z fikcją? To człowiek z wybujałym ego i poczuciem wyższości. Dopada go kryzys, jest zagubiony, niepewny, przebodźcowany. Zmęczony ciągłym stawaniem na wysokości zadania i tym, czego oczekuje od niego świat – zarówno ten duży, dookoła, jak i mniejsze światy, które budował (lub rujnował) wokół bliższych i dalszych relacji.

„Przedświt” Tomasz Michniewicz, Wydawnictwo Otwarte
Historię swojego bohatera Tomasz Michniewicz opowiada kilkutorowo, umiejętnie prowadzi czytelnika przez zaskakujące tropy i wątki, płyniemy jego strumieniem świadomości, wpadając w nasz nurt przeżyć. Bohatera „Przedświtu” poznajemy w momencie, kiedy jasne staje się, że kończy się życie, które dotychczas znał i prowadził. Mężczyzna zaczyna mierzyć się z emocjami, których sam nie potrafi nazwać. Próbuje pogodzić się z niekompletnością i niewystarczaniem. Czy zamiast kumulować przepracuje swoje traumy, obawy i lęki, stanie się innym, lepszym człowiekiem? Dokąd doprowadzą go ścieżki, którymi w życiu podąża?- pyta wydawca, słusznie zachęcając do lektury.
W swojej powieści Tomasz Michniewicz konfrontuje takie hasła, jak męskość, ojcostwo, rola czy związek z emocjami i stanami psychicznymi, które nie zawsze są z nimi w pierwszej chwili utożsamiane – z poczuciem zagubienia i obcości, kryzysem, niepewnością i lękiem. W „Przedświcie”, jak w lustrze, przeglądać się mogą nie tylko współcześni czterdziestolatkowie, ale wszyscy ci, którzy mierzą się z emocjonalnymi kryzysami. To głęboko poruszająca historia, która stawia pytania o stracone szanse i miejsce człowieka we współczesnym świecie.
„Przedświt” Tomasza Michniewicza to doskonały debiut prozatorski. Przeczytajcie, warto.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Otwarte.
Jeśli jesteś miłośnikiem powieści, których tematykę przepełnia tajemnica, uczucie, zbrodnia, to ,,Szeptucha…” jest dla Ciebie!
Książka pochłania czytelnika już od pierwszych jej stron, przenosząc do XVII – wiecznej rzeczywistości Nowogródka i okolic. Wszystkiemu, co dzieje się na kartach tej książki, dają początek narodziny głównej bohaterki, niezwykłej postaci w pełnym tego słowa znaczeniu, co dodatkowo ,,podkręca” nieprzeciętna uroda dziewczyny. Niestety jej wyjątkowość nie przysparza jej sprzymierzeńców wśród mieszkańców rodzinnej wsi, a wręcz przeciwnie, przez co nie dane jest jej cieszyć się życiem u boku ukochanych rodziców zbyt długo…Śledząc koleje losu dziewczyny, poznajemy ograniczony, pełen zabobonów zaścianek, który kontrastuje z wielokulturowym otwartym na świat miastem, gdzie z kolei nie brakuje zbrodni, uczucia czy nienawiści. Gorąco zachęcam do zetknięcia się z tą zagmatwaną, trącącą kryminałem historią, bo jest tego warta.
oprac. DŚ
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Skarpa Warszawska.
Nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się książka adresowana do młodzieży od piętnastego roku życia. „Same dobre wróżby” to pełna zabawnych intryg, miłosnych nieporozumień i zwrotów akcji opowieść o wychodzeniu ze strefy komfortu. Jak daleko mogą się posunąć introwertycy, aby zawalczyć o miłość?- czytamy na okładce powieści.
Sasza Hady, autorka kryminałów i zbierającej pochlebne opinie po napisaniu„Zefiryny i księgi uroków” debiutuje jako autorka YA. (Termin YA [Young Adults, z ang. młodzi dorośli] został oficjalnie ukuty w latach 50. XX wieku w Stanach Zjednoczonych przez bibliotekarzy działających na rzecz młodych osób czytających. Książki Young Adult (YA) to odrębna tematycznie grupa tytułów w literaturze. Skupia się na doświadczeniach związanych z nastoletnim okresem dorastania. Przyjmuje się, że bohaterami takich książek są osoby w wieku 12–18 lat).
„Same dobre wróżby” to historia przyjaciół, którzy poznają się w sieci i postanawiają spotkać w realnym świecie.
Opowieść bawi, wzrusza, wciąga w świat przedstawiony intrygującą narracją, żywymi dialogami i ważnymi tematami. Dotyka problemów z jedzeniem, lęku przed relacjami, opisuje niedoskonałą rodzinę z apodyktyczną babcią, nie ucieka od wątków związanych ze śmiercią ojca.
„Same dobre wróżby” może okazać się ciekawym doświadczeniem czytelniczym nie tylko dla młodzieżowego odbiorcy.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego.
Debiut reżyserski, projekt „Willa”, trzy premiery i powrót Studia Pantomimy. Nowy sezon Wrocławski Teatr Pantomimy rozpocznie finałem trzeciej edycji Konkursu na debiut reżyserski w Pantomimie, a Laureat – wybrany przez widzów – zrealizuje przedstawienie z zespołem WTP. Swoje premiery będą mieli Martyna Majewska, Cezary Tomaszewski oraz Anna Obszańska.
Nowy sezon artystyczny rozpoczął się od zajęć warsztatowo-artystycznych do projektu „Willa” – reżyserki i dramaturżki Zdenki Pszczołowskiej. W ramach zadania uczestnicy pracują nad przedstawieniem w idei site-specific. Gatunek site-specific oznacza głębokie osadzenie przedstawienia zarówno tematycznie, jak i przestrzennie w zastanej scenografii, w tym wypadku – w kompleksie willowym, w którym swoją siedzibę ma Wrocławski Teatr Pantomimy. Pokaz pracy odbędzie się 28 września na alei Dębowej 16.
12 i 13 października w Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia Instytutu Grotowskiego odbędzie się finał konkursu, do którego mogli zgłosić się początkujący reżyserzy i reżyserki.
Spośród 13 zgłoszeń, które wpłynęły, komisja konkursowa w składzie: Agnieszka Charkot, Agnieszka Kulińska oraz Piotr Soroka wyłoniła trzech finalistów. Wiktor Stypa , Jakub Zalasa i Patrycja Wysokińska powalczą o głosy widzów i możliwość realizacji swojego pomysłu w formie pełnospektaklowego widowiska.
Od października rusza Studio Pantomimy, które będzie kształciło zarówno w technice pantomimy, jak i w zakresie współczesnych technik pracy z ciałem i ruchem czy dramaturgii teatru ruchu. Zeszłoroczna edycja prowadzona przez aktorki i aktorów WTP oraz zaproszonych gości dowiodła jak sporym zainteresowaniem cieszą się zajęcia z pogranicza pantomimy i teatru ruchu. Formuła zjazdów nie ulegnie zmianie. Zajęcia będą odbywać się w trybie weekendowym, raz w miesiącu.
Na sezon artystyczny 2024/2025 WTP planuje trzy premiery, które przygotują znani i cenieni, nie tylko we Wrocławiu, Martyna Majewska, Cezary Tomaszewski oraz Anna Obszańska.
Pantomima będzie kontynuowała także tradycję spektakli wyjazdowych po Dolnym Śląsku. W sezonie zimowym zaplanowane jest tournée ze spektaklem „Królowa. Baśń podwórkowa” z inspiracji „Królową śniegu” H. Ch. Andersena w reż. Artura Borkowskiego.
W październiku Teatr rozpocznie prace nad stworzeniem Ogrodu sensorycznego w kompleksie ogrodowym przy swojej siedzibie na alei Dębowej 16.
Oprac. do.i jo
28 sierpnia nakładem wydawnictwa Znak Literanova ukazała się książka Kuby Benedyczaka „Oddział chorych na Rosję. Opowieść o Rosjanach czasów putinizmu”.
Jak to możliwe, że kraj, gdzie 22% mieszkańców nie ma w domu toalety, straszy cały świat bronią atomową? – czytamy na czerwonej okładce książki. Dlaczego autor publikacji, dziennikarz specjalizujący się w sprawach międzynarodowych Rosjan twierdzi, że Rosjanie to „kokainiści na haju. Za kreskę imperialnej kokainy zgodzą się na każde szaleństwo swoich przywódców”?
Dr Kuba Benedyczak pracował w Rosji i regularnie ją odwiedzał dopóki nie stało się to zbyt niebezpieczne. Pracuje w redakcji zagranicznej TVP Info oraz współpracuje z Radiem 357 i Nową Europą Wschodnią. Jego teksty ukazywały się w Onecie, „Polityce”, „Rzeczpospolitej”, „Gazecie Wyborczej” i Magazynie TVN24. Obronił doktorat na temat rosyjskiego kina ery putinizmu. Doświadczenie, które zebrał przerodziło się w formę książki o tytule osadzającym czytelnika w sołżenicowskim „Oddziale chorych na raka”, gdzie szpital był alegorią totalitarnego państwa. Jego „Oddział chorych na Rosję” jest diagnozą społeczeństwa zdeptanego przez putynizm.
„Podzieliłem tę książę na rozdziały, z których każdy dotyczy jednej z siedmiu chorób toczących społeczeństwo rosyjskie. Nawiązałem w ten sposób do chrześcijańskiej koncepcji siedmiu grzechów głównych”- pisze we wstępie autor. Jaki jest efekt pisarskiego konceptu Kuby Benedyczaka oceńcie sami. Bądźcie przygotowani na jędrny, czasem wulgarny styl narratora opowieści i psychiatryczną terminologię, która dobitnie określa przypadłości bohaterów „Oddziału chorych na Rosję”.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak Liternova.
































