„Szumią jodły na gór szczycie” z „Halki”, czy „”Zażyj tabaki” ze „Strasznego dworu” to frazy muzyczne, które panowie chętnie podśpiewują nie tylko pod prysznicem. Nie byłoby tak rozwiniętej twórczości męskiej w łazienkach, gdyby nie Stanisław Moniuszko. Partie solowe Jontka, czy arię Skołuby znają nie tylko melomanii. Czy równie przyjemnie czyta się o Moniuszce? Warto to sprawdzić sięgając po opowieść biograficzną Magdaleny Dziadek wydaną właśnie przez PWM.

„Podróż przez dźwięki. Śladami Stanisława Moniuszki” Magdalena Dziadek, Wydawnictwo PWM
Autorka „Podróży przez dźwięki. Śladami Stanisława Moniuszki” barwnie prezentuje życie i twórczość Stanisława Moniuszki. Zatrzymuje się głównie w miejscach, gdzie dociera muzyczna sława polskiego kompozytora. Opisuje podróże ojca „polskiej opery narodowej” m.in. do Wilna, Petersburga, Berlina, Paryża, Lwowa. Dowiadujemy się jak przyjmowana jest „Halka” w Pradze. Jesteśmy świadkami wydawania kolejnych części „Śpiewnika domowego” i godnego przyjęcia kantaty „Widma” z tekstem z drugiej części „Dziadów” Adama Mickiewicza.
Profesor Magdalena Dziadek autorka monografii o Stanisławie Moniuszce roztacza rodzinnie ciepły obraz kompozytora, człowieka trochę otyłego, z lekkim zezem, pobożnego, surowego dla synów, pobłażliwego dla najmłodszej córeczki.

„Podróż przez dźwięki. Śladami Stanisława Moniuszki” Magdalena Dziadek, Wydawnictwo PWM
Cytaty z listów, ryciny, fotografie, afisze zdobią publikację i dopełniają ją plastyczną treścią.
200 rocznicą urodzin Moniuszki obchodziliśmy rok temu. Książka „Podróż przez dźwięki. Śladami Stanisława Moniuszki” Magdaleny Dziadek może być dobrym jej zwieńczeniem.
oprac. i foto: Dorota Olearczyk
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa PWM.
„Jak przestać się bać. Dla introwertyków, nieśmiałych i tych, którzy odczuwają lęki społeczne” to poradnik napisany przez dr Ellen Hendriksen, psycholożkę kliniczną, która na co dzień pomaga ludziom wyzwolić się z lęku społecznego, korzystając z najnowszej wiedzy i swojego doświadczenia. Już na wstępie autorka definiuje pojęcie, przez co czytelnik wie, czego się spodziewać w trakcie lektury.
Lęk społeczny to strach przed podleganiem obserwacji, ocenie i negatywnemu osądowi w sytuacjach towarzyskich lub publicznych, który odbiera ci możliwość robienia tego, co być chciał lub powinieneś zrobić. Przypada mu wątpliwy zaszczyt zajmowania trzeciego miejsca na liście najczęstszych zaburzeń psychicznych zaraz po zawodnikach wagi ciężkiej: depresji i alkoholizmie – pisze Ellen Hendriksen.
W toku zajmującej narracji pozbawionej naukowych deliberacji dzieli się z nami pozytywną konkluzją: „Lepiej mieć drzewo, które rośnie jak szalone i wymaga przycięcia, niż takie, które marnieje i wysycha, lepiej wykazywać „nadmierne uwrażliwienie” na obecność ludzi wokół siebie, niż mieć pod tym względem braki”. Lęk społeczny jest jak jabłonka trzeba go przycinać- pisze dalej.
Zachęca do rzucania wyzwań swoim nawykom wynikającym z lęku społecznego, możemy się wtedy wyrwać z niewoli zużytych szlaków neuronowych.

„Jak przestać się bać” Ellen Hendriksen, Wydawnictwo Feeria
W trzynastu rozdziałach pisze o narzędziach, które mogą zapoczątkować trening społeczny, gotowy zmienić nie tylko nasz mózg, lecz również życie. Autorka daje nam możliwość na zyskanie swobody i pewności siebie.
Mamy dużo większą szansę zrealizować swoje cele w środowisku wspierającym niż karcącym- pisze psycholożka. „Wystartuj, a pewność siebie cię dogoni” – konkluduje Hendriksen.
Bez względu na skalę struktura daje nam poczucie celu, ukierunkowania, uwalnia nas od niepewności, daje jasny ogląd sytuacji i orientację np. ustalasz, że podczas spotkania odezwiesz się do trzech osób, wyznaczasz sobie zadanie do wykonania, czyli strukturę i wszytko staje się trochę prostsze.
Co ważne, podpowiada badaczka, „Twoja rola ma być wybrana i kształtowana tylko przez ciebie”.
Pomocne w walce z lękiem społecznym okazuje się przyjęcie postawy mocy. W rzeczywistości nie udajemy poczucia siły, tylko przyjmujemy postawę ciała kogoś, kto jest silny. To tak jak ze śpiewaniem, nie śpiewam dlatego, że jest mi wesoło, jest mi wesoło dlatego, ze śpiewam („Wstań” Amy Cuddy, s. 192)
Ważne, żeby znaleźć powód, żeby działanie nie służyło tylko nam samym. Użyjmy mocy w służbie dobra (np. na rzecz kogoś kogo kochamy) – proponuje autorka.
„Za każdym razem natężenie i czas lęku będzie spadać”. Im więcej razy zmierzysz się z trudną dla ciebie sytuacją społeczną tym łatwiej „twoja góra strachu będzie rozsypywać się na kopce kreta. A twoja pewność siebie wypiętrzy się jak góra”- podpowiada psycholożka.
Dalej czytamy m.in. o micie pewności siebie. „Nie jest tak, że nabywa się jej w jakiejś próżni, a potem wyrusza się na podbój świata. Zamiast tego człowiek uczy się bycia pewnym, wykazywania się odwagą, pokonywania lęku i prowadzenia autentycznego życia przez podejmowanie wyzwań.”
„To jak myślimy, że wyglądamy, dzieli przepaść od tego, jak faktycznie wyglądamy. Wyobrażenia, które roimy sobie w głowie- w swoim gabinecie krzywych zwierciadeł- są wypaczone”.
W posłowiu znajdujemy podsumowanie wieloletnich badań: „stajemy się szczęśliwsi i zdrowsi dzięki dobrym relacjom międzyludzkim”.
Walorem poradnika, oprócz szeregu konkretnych działań do wypróbowania i wytrenowania, jest jego narracja. Czyta się go z zainteresowaniem i dużym poczuciem sensowności proponowanych porad. Polecam nie tylko introwertykom.
tekst i foto: Dorota Olearczyk
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Feeria.
Najnowsze badania tzw. „amerykańskich naukowców” dowodzą, że jednymi z najniebezpieczniejszych powikłań czasu społecznej izolacji są: tik, tok i zespół skrolera. Czy eksperymentalna, choć dość ostra, terapia tabletami poradzi sobie z zagrożeniem współczesnej postpandemicznej cywilizacji? Dr Hałs i Siostra Hołm sprawdzą to na Wikipedii i Facebooku.
Żadna z osób nie ucierpiała podczas kręcenia tego odcinka, wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób jest (nie)przypadkowe.
„Przychodnia na Dębowej” to rozpisany na 12 epizodów teatralny serial komediowy on-line zrealizowany na potrzeby obecności Wrocławskiego Teatru Pantomimy w internecie. Przychodnię prowadzi Dr Hałs i Siostra Hołm udzielający konsultacji medycznych swoim pacjentom poprzez łączność internetową. Obostrzenia higieniczne i brak odpowiednich certyfikatów medycznych pozwalają Dr. Hałsowi i Siostrze Hołm unikać odpowiedzi na trudne pytania, a zarazem pozwalają subiektywnie i sarkastyczne opisywać przebieg choroby i leczenia oraz udzielać porad internetowych pacjentom, w których wcielą się aktorzy mimowie wrocławskiej pantomimy, doznającym psychosomatycznych zaburzeń w czasie przymusowej izolacji. Wyjątkowość zamysłu oparta jest na założeniu, że w każdym kolejnym odcinku serialu prezentowane będą poszczególne elementy techniki mimicznej, co służy upowszechnianiu sztuki pantomimy i tworzeniu platformy spotkania z nową widownią po okresie zawieszenia naturalnej działalności teatru.
Wszystkie odcinki są dostępne na stronie teatru www.pantomima.wroc.pl oraz na stronach społecznościowych teatru: Facebook, Instagram, YouTube. Dostęp do nich jest powszechny, bezpłatny i nieograniczony w czasie.
Dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach Programu Kultura w sieci.
Józef Tischner zmarł w krakowskim szpitalu 28 czerwca 2000 roku. Czuwali przy nim brat Marian z żoną. Miał w ręku różaniec, a przy łóżku stał obrazek Jezusa Miłosiernego. Właśnie minęła 20 rocznica śmierci twórcy „Historii filozofii po góralsku”. Pokaźny tom jest zbiorem rzetelnie zestawionych wspomnień, zajmującym opisem autentycznej postaci, bardzo ciekawie napisaną książką o nieprzeciętnym księdzu, pasjonującym reportażem o człowieku, który przywraca ludziom nadzieję.
Autor biografii zajmująco pisze o kochliwości i uporze przyszłego księdza, jego konsekwencji w wędrówkach górskich po Tatrach, o zainteresowaniu filozofią. Dzięki książce poznajemy czasy pierwszych pocałunków Józka przez dziurę w papierze. Płynnie przechodzimy do czasów przedmaturalnych Józefa Tischnera i śmierci wychowawcy księdza Pilichowskiego, która staje się impulsem do postanowienia wstąpienia na drogę kapłaństwa. Towarzyszymy bohaterowi, kiedy poczucie humoru ratuje go z opresji w seminarium, a potem na lekcji religii.
Jako młody, dowcipny wikary na lekcji w szkole średniej, kiedy jedna z uczennic zapytała go wprost: „Czy dziewczyna może się zakochać w księdzu?”. „Może, ale po co?”- miał odpowiedzieć Tischner.
Między zdarzeniami z życia codziennego mamy tu też reminiscencje i refleksje ze spotkań z wybitnymi ludźmi, np. wspomnienie wykładu, który Karol Wojtyła powiedział z pamięci, od siebie, a nie z kartki. Mówił wtedy o św. Franciszku i o ubóstwie, w którym jest wolność.
Sam Tischner, na początku, celowo, mówił pięknie na kazaniach, ale mało zrozumiale. Potem, chyba jako pierwszy kaznodzieja zszedł z mikrofonem między dzieci. A na pewno był pierwszym, który pozwolił kłaść przed ołtarzem swoje zabawki. Zachęcał nieśmiałych: „nie bój się mówić do mikrofonu, bo on połyka tylko słowa, a nie człowieka”.
Dla wielu ludzi Tischner stał się symbolem chrześcijaństwa pogodnego, dialogicznego, nie obrażającego się na tych, którzy je krytykują czy nawet atakują.
Latem 1997 roku Tischner ciągle miał chrypkę. Potem diagnoza – rak krtani, operacja i jedzenie przez rurkę w nosie…
Biografię z całą masą społecznych kontekstów zakorzenionych w czasach, które pamiętają księdza, czyta się jak najlepszą prozę, która wzrusza, bawi i pobudza do refleksji.
„Tischner. Biografia” to nowa książka. Choć można też powiedzieć – zmieniona i znacznie poszerzona wersja książki „Tischner” opublikowanej w 2001 roku. Dodałem wiele wątków, bo przez ostatnich dwadzieścia lat zebrałem mnóstwo nowych informacji, dotarłem do kolejnych dokumentów, wysłuchałem nowych opowieści”- zdradza Wojciech Bonowicz.
tekst: Dorota Olearczyk
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.
Artyści Teatru Muzycznego Capitol wrócili na scenę, żeby zakończyć sezon po trzech miesiącach kwarantanny. Ogrom wzruszeń i wymiana energii na linii aktor- widz była piorunująca. Burzowa pogoda, która panowała w niedzielę, 21 czerwca 2020 roku, nie wpływała na capitolowe, kapitalne wyładowania. Tęskniliśmy wszyscy i to zamiłowanie do teatru wychodziło z nas każdym porem, przebijało nam maski na twarzach, unosiło z foteli, powodowało gromkie brawa przed, w trakcie i po koncercie.
Oczarowani słuchaliśmy piosenek ze spektakli granych w Capitolu w tym sezonie i latach ubiegłych. Zabrzmiała m.in. „Śmierć Milady” z „Trzech Muszkieterów”, „Gribojedow” z „Mistrza i Małgorzaty”, „Taka uroda” z „Idioty” (najchętniej w czasie kwarantanny oglądany online spektakl z archiwów Capitolu), „Aleja gwiazd” z „Wyzwolenia. Królowe”, „Luzie z jednorożcem” z „Blaszanego bębenka”, „Mambo Italiano” z „Rat Packa”, „Ja Cię lovciam” z „Gracjana Pana”, „Życie to sztuka akrobacji”, „Osiem błogosławieństw”, „Dług wdzięczności”, „Wybacz, że nie podlałam kwiatów” z „Mocka. Czarnej burleski”.
Były też muzyczne wspomnienia czasu izolacji: na scenie zaprezentowano na żywo internetowe przeboje, nagrywane w domach, czyli #hot16challenge, domowe covery, a na finał „Bądź obok mnie”, czyli piosenka, którą zespół Capitolu nagrał dla szpitala na Koszarowej.
W koncercie „#Wracamy” wystąpili – jak podają źródła programowe – (nie zdołałam zliczyć sama, pochłonięta magiczną atmosferą, która panowała w teatrze): Justyna Antoniak, Artur Caturian, Rafał Derkacz (gościnnie), Marta Dzwonkowska, Małgorzata Fijałkowska, Konrad Imiela, Paulina Jeżewska (gościnnie), Bogna Joostberens, Alicja Kalinowska, Adrian Kąca, Elżbieta Kłosińska, Tomasz Leszczyński, Maciej Maciejewski (gościnnie), Agnieszka Oryńska-Lesicka, Bartosz Picher, Albert Pyśk, Elżbieta Romanowska (gościnnie), Helena Sujecka, Krzysztof Suszek, Justyna Szafran, Magdalena Szczerbowska, Ewa Szlempo-Kruszyńska, Michał Szymański, Emose Uhunmwangho, Klaudia Waszak, Mikołaj Woubishet, Justyna Woźniak, Łukasz Wójcik, Michał Zborowski oraz tancerze: Mateusz Brenner, Bożena Bukowska, Dominika Józefowiak, Mateusz Kieraś, Monika Kolbusz, Piotr Małecki, Aneta Mazur, Jan Nykiel, Barbara Olech, Jacek Skoczeń. Choreografię przygotował Jacek Gębura, zespół muzyczny poprowadził Adam Skrzypek, widowisko wyreżyserował i zapowiadał Konrad Imiela.
Występ każdego artysty był przyjmowany gromkimi brawami. Jakby wyczekiwany kilka miesięcy, wchłaniany szeroko otwartymi oczami i myślę, że niejeden widz miał rozdziawione po dziecięcemu usta skryte pod regulaminową maską.
Od dyrektora Capitolu dowiedzieliśmy się, mimochodem, o ciekawym pomyśle edukacyjnym. Teatr Muzyczny Capitol zbiera pieniądze na stworzenie serialu o teatrze na polskiej platformie crowdfundingowej Odpalprojekt.pl.
O projekcie czytamy: „Aktorzy Capitolu poprowadzą widzów za kulisy, do garderób i charakteryzatorni, realizatorzy światła i dźwięku pokażą nowoczesną technologię w akcji. Widzowie podpatrzą, jak Wojciech Kościelniak prowadzi próbę na scenie, poznają też sekrety jednej z najpiękniejszych sal teatralnych w stylu art deco.
Projekt ma rekomendację Wrocławskiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Wszystkie odcinki będą opatrzone audiodeskrypcją autorstwa fachowców z Fundacji Katarynka. Serial będzie dostępny w sieci bez ograniczeń”.
Zachęcamy do wspierania akcji. Szczegóły przedsięwzięcia dostępne są na stronie Teatru Muzycznego Capitol.
tekst: Dorota Olearczyk
Fot. BTW Photographers / Teatr Muzyczny Capitol
Najnowsza płyta Justyny Szafran „Nie ma” jest już dostępna i można ją kupić. Wszystko jednak wskazuje na to, że czasu do wyczerpania nakładu jest niewiele. Piosenki Agnieszki Osieckiej i Jerzego Satanowskiego (z dwoma wyjątkami) w wykonaniu niekwestionowanej i niekonwencjonalnej damy interpretacji piosenki układają się w znakomity krążek ubrany w piękną szatę graficzną stworzoną przez Emose Katarzynę Uhunmwango (tak, tak, to ta pani, która w „Mocku. Czarnej burlesce” wzrusza niezwykłym wykonaniem „Breslauer ZOO”).
Warto dodać, że płyta „Nie ma” składa się m.in. z piosenek zaśpiewanych w 1997 roku przez aktorów spektaklu muzycznego „Nie żałuję” prezentowanego w Teatrze Atelier w Sopocie. Płyta „Dziękuję za świat” wydana w 2002 r. z zapisem tamtych interpretacji utworów Osieckiej i Satanowskiego była dziełem zbiorowym: Barbary Dziekan, Ewy Błaszczyk, Marzeny Trybały, Justyny Szafran, Marka Richtera, Andre Ochodlo, Mirosława Czyżykiewicza i Jerzego Satanowskiego.
Wydana właśnie „Nie ma” to efekt pracy mniejszej ilości osób. Na płycie śpiewa Justyna Szafran, na fortepianie gra – Rafał Karasiewicz, zaś na kontrabasie – Jakub Olejnik (ten ostatni jest także kompozytorem jednej z piosenek).
Justyna jest na tyle dobra, że muzycy mogą sobie pozwolić na karkołomne, cudowne improwizacje. Z powodzeniem wplatają frazy z Bacha do kompozycji Satanowskiego, nieprzewidywane akordy dorzucają między wersy piosenek, dawkują emocje, dają przestrzeń na myślenie.
Każda piosenka to majstersztyk z budowania napięcia krzykiem, śpiewem i szeptem. Każdy utwór to przypływ refleksji i wzruszeń. To, co robi Justyna Szafran ze słuchaczem – nawet w chwili pauzy – urasta do rangi hipnozy, niezwerbalizowanego oczarowania. Dzięki połączeniu talentów trójki artystów, postaci z piosenek Osieckiej stają przed słuchaczem ożywione współczesną interpretacją.
Znakomity krążek do słuchania, przeżywania i obdarowywania wzruszeniami innych.
tekst i foto: Dorota Olearczyk
O recitalu Justyny Szafran – Nagi talent i piękno bezmaskowości.

Utwory:
1. Nie ma | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
2. Pornografia| muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
3. Miasteczko-cud | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
4. Ukradła cyganka kurę | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
5. Niech żyje bal | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
6. Przepraszam, że żyję | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
7. Nie żałuję | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
8. Ulica Japońskiej Wiśni | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
9. Kto tam u ciebie jest | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
10. Tango Tendresse | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
11. Orszaki dworaki | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
12. Piosenka pięknej nieznajomej | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Agnieszka Osiecka
13. Tacy piękni | muzyka: Jerzy Satanowski, słowa: Wojciech Fułek
14. Umrzeć z miłości | muzyka: Jakub Olejnik, słowa: Agnieszka Osiecka
Z cyklu – prawdziwe historie – ukazała się niedawno książka Moniki Odrobińskiej o tułaczych losach młodych Polaków w czasie II wojny światowej. Zapis pamięci dzieci okazuje się żywą lekcją historii pełną dramatycznych i wyruszających wydarzeń.
Autorka przytacza historie kilkunastu osób, którym zabrano dzieciństwo, i którzy pamiętają wojnę inaczej niż dorośli. Podążamy za ich wspomnieniami bydlęcych wagonów w drodze na Syberię, pracy w tajdze przy wyrębie lasu, walki o chleb…
Już na początku lektury otrzymujemy przerażającą historię odmrożonych rąk, które trzeba było odciąć. Potem towarzyszy nam refleksja, którą zostawia Pan Mirosław młodszym pokoleniom: „nie dopuście do wojny. Przy najniższych instynktach, jakie ona wywołuje, i przy dzisiejszej zaawansowanej technologii może nawet unicestwić naszą planetę. Na wojnie nie ma wygranych, wszyscy są przegrani”.
Swoje wspomnienia pracy matki- nauczycielki, matki sierot, która uratowała blisko 50 dzieci z radzieckich dietdomów Aleksandra podsumowuje: „[…] jak napatrzyłam się na mamę, która do pracy wychodziła o godzinie 6 i wracała o 22, odechciało mi się powielania jej schematu”.
„Po coście tam jechali, skoro tam tak niefajnie było?”- słyszę od nastolatków w czasie szklonych pogadanek. Więc im tłumaczę[…], byliśmy przemocą wywiezieni. „To uciec mogliście- podpowiadają młodzi. – Mieliście siekiery, topory…”. […] A my tam w tajdze nie wiedzieliśmy, gdzie byliśmy. […] Żadnego radia, praca od rana do wieczora […]. A jak uciec, to gdzie? Niejeden po ciemku z wieczora za chałupę się wyprawił, to go wilki rozszarpały. Las i dzika zwierzyna zastępowały drut kolczasty”.
Opowieści o spotkaniach z wilkami i niedźwiedziami w krzakach malin lub na drodze ze szkoły jest tu więcej.
„Do dziś kupuję zawsze jedną bułkę więcej. Wiem, że jej nie zjem. Wiem, że jak zabraknie, to naokoło jest mnóstwo sklepów. Mimo to muszę ją mieć w domu”- opowiada Pani Maria.
W kolejnych rozdziałach czytamy m.in. o tym, jak Ordonka uczy sieroty piosenek i pieśni patriotyczno- religijnych, o życiu w obozie uchodźców dziecięcych w Indiach. O niespełnionych marzeniach pianistki i o nauce w szkole Andersa opowiada Pani Helena.
Autorka reportażu naświetla także rzeczywistość Palestyny w 1940 roku. Pisze o ściągających do Jerozolimy poetach i pisarzach m.in Hemarze, Broniewskim, Czapskim, Brandstaetterze, Giedroyciu.
A wszystko to, przenika humanitarny krzyk „Nigdy więcej wojny”.
oprac. Dorota Olearczyk
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.
Na ekranie pojawią się: Maria Kania i Maciej Kowalczyk. Spektakl będzie emitowany w sześciu odcinkach na stronie WTW na Facebooku. Jest to kolejna, po Mówią kobiety, odsłona teatru krótkometrażowego.
O „Truskawkach”:
Mariusz Sieniewicz, autor
“Truskawki to melodramatyczny Cortázar czasów pandemii i kultury online. Czasów coraz bardziej pogruchotanego języka i infantylizujących treści. Czujemy dystans, sztuczność, media społecznościowe za nas mówią. W tym oceanie wirtualnej sztuczności Gombrowicz oszalałby ze zgryzoty i jednoczesnego szczęścia. Żyjemy w dziwnym sporze komunikacyjnym, mieszając wątki i porządki. Cały tekst stanowi układankę. To puzzle, z których może, ale nie musi, ułożyć się całość. To forma szkatułkowa, gdzie realne nakłada się na wirtualne – ludzie z krwi i kości z ich cyfrowymi odbiciami”
Piotr Łukaszczyk, reżyser spektaklu
“Dwa bieguny. Dwa skrajne poglądy na świat, politykę, kulturę i społeczeństwo. Kobieta i mężczyzna. Żona, matka, kumpela, siostra, wierna, niewierna. Mąż, ojciec, przyjaciel, brat. Kochanka i kochanek. Zamknięci w klatce wirtualnego romansu. Fantazjują o schadzkach, wspólnej przyszłości, własnej frustracji. Frustracji, która stawia ich pod ścianą i zmusza do podjęcia decyzji, których nie sposób podjąć. Więc kręcą się w kółko, jak w kołowrotku, a ten lej ich wciąga. Ich sytuacja jest nam tak bliska, że nie sposób się z nią nie zidentyfikować. I nie chodzi tu o zdradę, ale o stan zawieszenia, w którym można ugrząźć, jak w bagnie, na całe życie. Bagno zobowiązań, bagno niezrealizowanych potrzeb. Bagno opinii i sentymentów. A na koniec narracja wymyka nam się z rąk i znów jesteśmy postacią w czyjejś historii.”







