Szóstego grudnia w Arsenale odbył się wernisaż wystawy malarstwa Mariana Waldemara Kuczmy.
Tak, o swojej wystawie, pisze sam artysta:
„Wystawa Iluminacje błękitu jest kolejną odsłoną mojego malarstwa. Ze względu na 25-lecie mojej pracy twórczej jest wystawą szczególną, stanowi bowiem podsumowanie pewnego etapu działalności artystycznej. Z założenia nie jest prezentacją retrospektywną, lecz pokazem wybranych prac zrealizowanych na przestrzeni kilku ostatnich lat.
Na wystawie zaprezentuję kilkanaście wielkoformatowych obrazów, w których zapisuję swoje myśli i emocje. Z obrazów tych wydobywam energię, blask, ducha, materię. Bogactwo i ascetyzm.
Pośrednio wystawa jest hołdem złożonym kolorowi szczególnemu, jakim w moim odczuciu jest kolor Niebieski. Obsesyjne wręcz stosowanie go w obrazach wynika z przekonania, że w wyjątkowy sposób działa on na nasze zmysły i naszą wrażliwość. Stosując zasadę kontrastu, na wystawie zaprezentowane będą również prace utrzymane w innych tonacjach kolorystycznych. Wszystkie te kompozycje odnoszą się do źródeł moich inspiracji malarskich, którymi w głównej mierze jest pejzaż, reminiscencje z podróży, ikona, oraz mistrzowie malarstwa.
Wystawie będzie towarzyszył katalog mojego malarstwa (o tym samym tytule) Iluminacje błękitu, którego wydawcą jest Akademia Sztuk Pięknych im. E. Gepperta we Wrocławiu, współwydawcą: Muzeum Miejskie Wrocławia.”
„Iluminacje błękitu” można oglądać w Arsenale do 14 stycznia 2019 r.
foto: Julian Olearczyk i Dorota Olearczyk
Przed premierą „Halki” w Operze Wrocławskiej odbyło się spotkanie z realizatorami i twórcami nowej inscenizacji najpopularniejszej polskiej opery. Spektakl reżyseruje Grażyna Szapołowska.
Koncepcja plastyczna „Halki” według Szapołowskiej będzie czarno- perłowa z domieszką krwistej czerwieni obecnej na sukni tytułowej bohaterki. – Wprowadzę na scenę szczury – mówi reżyserka, które są archetypem cienia i tajemnicy. Zespół baletowy metaforycznie zainscenizuje te ssaki. Pojawi się też pies jako symbol przyjaźni i jako opiekun dzieci. Finałowa scena ma być zaskoczeniem dla widza.
Twórcy zapowiadają ruchomą scenografię. – Góry będą oddychać, tak jak oddycha jeden człowiek w brzuchu drugiego człowieka- dodaje reżyserka.
Możemy spodziewać się słynnego mazura i tańców góralskich- zdradza maestro Marcin Nałęcz- Niesiołowski, który poprowadzi orkiestrę.
Scenografię i kostiumy przygotowuje Brage Martin Jonassen, choreografię – Krzysztof Trebunia-Tutka i Klaudia Carlos Machej, reżyserią światła zajmuje się Tomasz Filipiak, ruch sceniczny opracowuje Anna Szopa-Kimso, a projekcje multimedialne i mapping- Piotr Maruszak.
W roli Halki zobaczymy i usłyszymy, w zmiennej obsadzie: Joannę Zawartko, Natalię Rubiś i Annę Lichorowicz, w rolę Jontka wcielą się – Jury Horodecki i Zdzisław Madej, w Stolnika – Tomasz Rudnicki i Bartosz Urbanowicz, a Zofię zagra – Karolina Filus i Hanna Sosnowska.
Premiera „Halki” w Operze Wrocławskiej – 14 grudnia, kolejne spektakle 15, 16 i 18 grudnia.
oprac. Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk
Taki koncert odbywa się we Wrocławiu tylko raz w roku! Organizowany przez Fundację „Dzielnica Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań” cykl „Biblia i muzyka” to wyjątkowe wydarzenie muzyczne, duchowe i kulturowe, na które zaproszeni są wszyscy zainteresowani (wstęp wolny).
Tegoroczny koncert „Biblia i muzyka: Psalm nr 88/87/ „Panie, Boże mego zbawienia” odbędzie się 9 grudnia o 18:00 w Kościele Opatrzności Bożej we Wrocławiu, ul. Kazimierza Wielkiego 29.
Usłyszymy koncert w wykonaniu Chóru Synagogi Pod Białym Bocianem pod batutą Stanisława Rybarczyka, przy akompaniamencie organów, na których zagra Piotr Rojek. Częścią występu, poprzedzającą śpiew Chóru, będzie dysputa, w której – już tradycyjnie – uczestniczyć będą przedstawiciele czterech wyznań obecnych w Dzielnicy Wzajemnego Szacunku:
-
ks. abp prof. dr hab. Jerzy Pańkowski (Prawosławny Ordynariusz Diecezji Wrocławsko-Szczecińskiej i Prawosławny Ordynariusz WP)
-
ks. biskup Waldemar Pytel (Biskup Diecezji Wrocławskiej, Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce)
-
ks. bp prof. dr hab. Andrzej Siemieniewski (Biskup Pomocniczy Wrocławski Wikariusz Generalny)
-
rabin Stas Wojciechowicz (rabin z Synagogi „Ec Chaim Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie”)
Chór Synagogi Pod Białym Bocianem jest jedynym chórem synagogalnym w Polsce. Powstał w kwietniu 1996 roku z inicjatywy wrocławskiego dyrygenta Stanisława Rybarczyka oraz studentów i absolwentów Akademii Muzycznej we Wrocławiu, a także dzięki przychylności Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu. Zespół śpiewa m.in. utwory kompozytorów żydowskich, głównie muzykę synagogalną. Popularyzuje pieśni wybitnego wrocławskiego kantora, wykładowcy wrocławskiego Seminarium Rabinackiego w latach 1844-1889 Moritza Deutscha. Współpracuje z Europejskim Centrum Muzyki Żydowskiej w Hanowerze kierowanym przez Andora Izsáka. Krytyka muzyczna wyraża się o Chórze niezwykle entuzjastycznie, podkreślając wspaniałe umiejętności zespołu, a także niepowtarzalną atmosferę koncertów. Zespół występuje regularnie w Polsce i za granicą. Bierze udział w licznych wydarzeniach muzycznych, m.in.: Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie, Festiwalu Wratislavia Cantans, Festiwalu Warszawa Singera, wrocławskim Festiwalu Kultury Żydowskiej SIMCHA, Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, Festiwalu Gaude Mater w Częstochowie, Muzycznym Festiwalu w Łańcucie, Międzynarodowych Targach Książki we Frankfurcie nad Menem. Chór uczestniczył w obchodach rocznicy Nocy Kryształowej w Hanowerze, Brunszwiku, Berlinie, Hamburgu i Görlitz. Wykonywał koncerty z najsłynniejszymi kantorami świata: Josephem Malovanym z Nowego Jorku, Alberto Mizrahim z Chicago, Moshe Schulhofem z Miami, Roslyn Barak z San Francisco, Shmuelem Barzilaiem z Wiednia, Moshe Sternem z Jerozolimy /kantorem Wielkiej Synagogi/, Laszlo Fekete z Budapesztu, Avitall Gerstetter z Berlina, Davidem Ullmannem z Jerozolimy, Israelem Randem z Tel- Awiwu. Chór współpracował także z Justyną Steczkowską, Mateuszem Pospieszalskim, Bente Kahan, a także z Orkiestrami Symfonicznymi Filharmonii Wrocławskiej, Częstochowskiej, Dolnośląskiej, Podkarpackiej, Orkiestrą Leopoldinum, Polsko-Niemiecką Młodą Filharmonią.
Pierwsza płyta Chóru zatytułowana „Shalom” ukazała się w 1998 roku nakładem firmy Koch International „Shalom”. W swoim dorobku Chór posiada także wydaną w Niemczech płytę „Das verstummteLied – die Musik der zerstörten Synagogen” – „Pieśń, która zamilkła – Muzyka zniszczonych Synagog” oraz płytę wydaną w 2006 roku z okazji 10-lecia. 15-lecia zespołu zaowocowało zarejestrowaniem w 2011 roku jubileuszowych koncertów z udziałem berlińskiej kantorki Avitall Gerstetter, we Wrocławiu oraz w Hanowerze.Kolejnym ważnym i owocnym pod względem twórczym jubileuszem było 20-lecie działalności artystycznej Chóru Synagogi Pod Białym Bocianem obchodzone w 2016 roku. Jubileusz został zainaugurowany podczas XVIII Festiwalu Kultury Żydowskiej SIMCHA we Wrocławiu, koncertem z udziałem kantora młodego pokolenia – Yosepha Schwartza z Izraela. Spośród kolejnych koncertów z okazji 20-lecia warto wymienić występ w nowopowstałym Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej, w Filharmonii Podkarpackiej – koncert z udziałem najwybitniejszego kantora naszych czasów i wielkiego przyjaciela Chóru – Josepha Malovanego z Nowego Jorku oraz Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Podkarpackiej, koncerty we Wrocławiu i Berlinie z udziałem kantora Moshe Fishela oraz w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN – koncert z akompaniamentem wybitnego organisty, stale współpracującego z Chórem – Piotra Rojka. Zespół uświetnił także koncertem 78. Rocznicę Nocy Kryształowej w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Rok jubileuszu 20-lecia zaowocował ponadto wydaniem płyty z Josephem Malovanym, który odbył się podczas Wratislavi Cantans w 2005 roku.
Piotr Rojek – ukończył studia w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu na Wydziale Instrumentalnym w klasie organów prof. Andrzeja Chorosińskiego oraz na Wydziale Kompozycji, Dyrygentury, Teorii Muzyki i Muzykoterapii w klasie kompozycji prof. Zygmunta Herembeszty i prof. dr. hab. Krystiana Kiełba. Artysta koncertował m.in. w Czechach, Finlandii, na Łotwie, w Niemczech, Norwegii, Słowacji, Szwecji, Ukrainie, Wielkiej Brytanii oraz na Wyspach Ålandzkich. Prowadzi także kursy mistrzowskie w kraju i za granicą. Pracuje na stanowisku adiunkta w Akademii Muzycznej im. Karola Lipińskiego we Wrocławiu. W 2002 roku uzyskał kwalifikacje artystyczne I stopnia. W roku 2012 zrealizował przewód habilitacyjny. Jest kierownikiem Katedry Organów, Klawesynu i Muzyki Dawnej. Prowadzi również działalność pedagogiczną w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia im. Ryszarda Bukowskiego we Wrocławiu (od września 2012 roku pełni obowiązki Dyrektora Szkoły). Artysta prowadzi ożywioną działalność koncertową, zarówno w kraju jak i za granicą (Czechy, Finlandia, Niemcy, Norwegia, Słowacja, Szwecja). Koncertował na wielu prestiżowych festiwalach, m.in. w Kamieniu Pomorskim, Oliwie, Warszawie, we Wrocławiu i w Katowicach, występując m.in. z Maestrą Teresą Żylis-Gara. Ma także w dorobku nagrania archiwalne dokonane dla Rozgłośni Polskiego Radia i Telewizji Polskiej. Jest dyrektorem artystycznym Festiwali Organowych o randze międzynarodowej – m.in. w Nowogrodźcu, Oleśnicy i w Wołowie (Cantus Organi). Ma w dorobku kilkanaście płyt. Nagrana w 2005 roku płyta (Dux 0520) na zabytkowych organach Adama Horacego Caspariniego w Wołowie otrzymała nominację do prestiżowej nagrody Polskiej Akademii Fonograficznej FRYDERYK. Jest także ekspertem w dziedzinie budownictwa organowego, przewodniczącym komisji organowej Dolnośląskiej Izby Rzemieślniczej oraz konsultantem Centrum Edukacji Artystycznej.
Stanisław Michał Rybarczyk – dyrygent, animator kultury, menedżer i pedagog. Przez lata kariery artystycznej związany jako dyrygent z Operą Wrocławską, Filharmonią Wrocławską, Ośrodkiem Polskiego Radia i Telewizji we Wrocławiu, Wojewódzkim Domem Kultury, Centrum Sztuki IMPART, Agencją Artystyczną Pro Musica, Akademią Muzyczną we Wrocławiu, Liceum Muzycznym we Wrocławiu, Filharmonią Sudecką w Wałbrzychu oraz Theater Goerlitz /Niemcy/. Twórca i wieloletni dyrektor artystyczny Zespołu Kameralnego Polskiego Radia i Telewizji we Wrocławiu, Chóru Synagogi pod Białym Bocianem we Wrocławiu, Polsko – Niemieckiej Młodej Filharmonii Dolny Śląsk, Chóru Kameralnego Filharmonii Wrocławskiej i szeregu innych zespołów. Występował wielokrotnie w większości krajów europejskich oraz w Chinach. Twórca i dyrektor artystyczny wrocławskich Wieczorów Tumskich, Koncertów Hawdalowych oraz Festiwalu Kultury Żydowskiej SIMCHA (wraz z Karoliną Szykier – Koszucką). Dyrektor artystyczny Fundacji PRO ARTE, dyrektor Agencji Artystycznej Art & Business Direction, przewodniczący zarządu Fundacji „Dzielnica Wzajemnego Szacunku Czterech Wyznań”, wiceprezes zarządu i dyrektor artystyczny Fundacji „PRO ARTE 2002”. We wrocławskiej Dzielnicy Wzajemnego Szacunku powołał do życia cykl „Biblia i Muzyka”, zainicjował warsztaty „Śpiewaj z rabinem, pastorem i księdzem”, założył ponadto dyskusyjny Salon Dzielnicy Wzajemnego Szacunku.
Wstęp wolny.
Wyjątkowy koncert, bo jedyny w Polsce, odbył się w Starym Klasztorze w Sali Gotyckiej w środę 28 listopada. Klubowy szum, brzęk szkła i rozmowy milkły, gdy 29- letni gitarzysta i pieśniarz wychodził na scenę, żeby zabrać nas w muzyczną podróż po świecie swojej wrażliwości i niezwykłej wyobraźni, dwa razy po 45 minut z przerwą na autografy i zdjęcia.
W zapowiedzi koncertu zorganizowanego przez Wrocławskie Towarzystwo Gitarowe czytamy:
Młody australijski piosenkarz, autor tekstów i wirtuoz gitary wywodzi się ze stajni talentów Giny Mendello – wieloletniej managerki Tommy’ego Emmanuela. Podążając śladami muzykującego ojca, po raz pierwszy wziął do rąk swój ulubiony instrument jako pięciolatek. W wieku 12 lat zaczął pisać utwory i już jako nastolatek występował solo, gdzie tylko mógł, szlifując swoje umiejętności. W wieku 18 lat opuścił szkołę i wyruszył w trasę koncertową. Przez następne pięć lat przemierzał Amerykę Północną, Europę, Nową Zelandię i oczywiście swoją ojczyznę – Australię, grając na niezliczonych festiwalach. Dziś Daniel znany jest nie tylko ze swoich melodyjnych, wręcz romantycznych piosenek, ale też z dużej swobody scenicznej i dynamicznych występów. Na jego one-man-show składają się: liryczno- rockowy wokal, znakomita fingerstyle’owa gitara oraz świetny kontakt z publicznością.
Daniel Champagne swoim wyjątkowym wokalno-gitarowym show zainaugurował cykl Guitar Masters Fingerstyle Series.
Podczas wieczoru w Starym Klasztorze pieśniarz i gitarzysta cały był muzyką którą grał i śpiewał. Przechodziła przez niego fala dzięków, rytmów, słów i wzruszeń w sposób wyjątkowy. Zarażał widzów jakimś niezwykłym skupieniem przeplatanym nerwowym pulsem.
Nawet jak stroił gitarę to robił to tak, jakby wprowadzał widza w nowy muzyczny świat kolejnego utworu. Daniel Champagne był zjawiskowo nietypowy, uroczo odruchowy, choreograficznie naturalny i oryginalny, zadziwiający w swej kreacji scenicznej. Chociaż to chyba nie była kreacja, a naturalna potrzeba wyrażania emocji. Ale przede wszystkim emanował ciepłem, pięknym brzmieniem głosu i gitary, prawdą sceniczną, która elektryzowała i nie pozwalała oderwać ucha, ani oka od niezwykłego artysty.
Łamaną, ale wdzięczną polszczyzną Daniel powiedział przed bisem, że bardzo się cieszy, że tu jest, a w języku angielskim wyraził nadzieję, że tu wróci. My też na to liczymy.
tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk i Dorota Olearczyk
„Zabójca czasu” w reżyserii i z choreografią Maćko Prusaka to spektakl dyplomowy studentów IV roku Wydziału Lalkarskiego Akademii Sztuk Teatralnych. Od 1 grudnia można go oglądać na Dużej Scenie przy Braniborskiej. Nie dajcie się zwieść tytułowi, to będzie dobrze, mądrze i inspirująco spędzona godzina czterdzieści waszego życia.
Przedstawienie na podstawie opowiadań Stefana Grabińskiego napisała i zaadaptowała dramaturgicznie Marta Giergielewicz.
Artystyczny duet Giergielewicz i Prusak już nie raz zaskakiwał widzów przenikliwością obserwacji i sceniczną wizją rzeczywistości. „Noc bez księżyca” przygotowana dla Wrocławskiego Teatru Lalek, czy „Ojcowie” grani w Centrum Inicjatyw Artystycznych to spektakle mądre i dające przestrzeń do pracy wyobraźni. Doskonałe choreograficznie, poetyckie i humorystyczne zarazem. I nie inaczej jest tym razem.
„Zabójca czasu” przygotowany jako dyplomowy spektakl studencki w gmachu AST rządzi się innymi prawami, podlega wymogom prezentacji egzaminacyjnej, podczas której, każdy z adeptów sztuki aktorskiej musi mieć swoje pięć minut na scenie. To oczywiście wiąże się z odpowiednio dłuższym przedstawieniem i taką konstrukcją scen, które pozwoliłyby na prezentacje każdemu z osobna i wszystkim razem.
Ale trzeba przyznać, że „Zabójca czasu” nie morduje czasu. Spektakl skonstruowany z osobnych opowieści rozwija się powoli, przyzwyczajając widzów w żartobliwy sposób do metaforyki słownych peryfraz i metonimii. Jesteśmy w pokoju, czekamy na palisandrowe pianino, towarzyszymy zakonnicom w podróży pociągiem, wchodzimy w wenecki sen pasażera, słuchamy tyrad i zabawnych historii konduktora, zwiedzamy z szarytkami muzeum . Jesteśmy świadkami naukowych dywagacji o rozwoju cywilizacji prowadzonych przez panie w białych fartuchach z kieliszkami w dłoniach …
Czas upływa, zmieniają się słowa, stylistyka, scenografia, bohaterowie historii przeobrażają się w lalki, karakany, sterowane głośną muzyką i wyraźnym rytmem. Spektakularny finał łagodzi rozmowa ze starcem medytującym w siadzie skrzyżnym.
Spektakl zaciekawia pomysłami scenograficznymi i użyciem lalek. Jest optycznie i choreograficznie atrakcyjny dla widza siedzącego nawet w ostatnim rzędzie.
tekst: Dorota Olearczyk
foto: Julian Olearczyk i Dorota Olearczyk
ZABÓJCA CZASU | REŻ. MAĆKO PRUSAK
Spektakl na podstawie zbioru opowiadań Stefana Grabińskiego: „W przedziale”, „ Szary pokój”, „Wieczny pasażer (humoreska)”, „Smoluch”, „Namiętność (L’appassionata), „Opowieść Wenecka”, „Szalona Zagroda”, „Muzeum Dusz Czyśćcowych”, „Ślepy tor”, „Projekcje”, „Dziwna Stacja (fantazja przyszłości)”, „Osada Dymów”
Reżyseria i choreografia: Maćko Prusak
Adaptacja, dramaturgia i opracowanie muzyczne: Marta Giergielewicz
Scenografia i projekcje: Magdalena Stępień |ASP
Konsultacje lalkarskie: Radosław Kasiukiewicz
Kostiumy: Barbara Ferlak
Asystent kostiumologa: Aleksandra Zaleska | ASP
Kompozycje: Katarzyna Bem | AM
Asystent reżysera: Kaja Janiszewska
Występują: Katarzyna Faszczewska, Marta Franciszkiewicz, Kaja Janiszewska, Zuzanna Kotara, Martyna Matoliniec, Matylda Matuszak, Joanna Sobocińska, Samanta Zwolennik, Mateusz Bernacik, Maciej Kaczor, Michał Kucharski, Michał Kurek, Łukasz Zubrzycki
Bohaterką ostatniego koncertu w tym roku będzie Małgorzata Walenda, studentka III r. WA w Krakowie, Otrzymała nagrodę specjalną Stowarzyszenia Autorów ZAiKS za najlepsze wykonanie polskiej piosenki oraz nagrodę Niemiecko-Polskiego Towarzystwa Kulturalnego Polonica. Otrzymała również drugą nagrodę na Festiwalu Singing Mask w Sankt Petersburgu.
Gospodarzem spotkań jest wybitny znawca piosenki artystycznej – Bogusław Sobczuk.
fot. BTW photographers
W listopadzie wrocławianie mieli okazję zobaczyć po raz pierwszy dwa legendarne, od dawna zasadniczo nieistniejące zespoły, które dla mnie osobiście były bardzo ważną częścią muzycznej edukacji i mojego muzycznego świata. Bardzo wiele łączyło oba koncerty stąd uznałem, że zasadnym będzie umieszczenie ich w jednej relacji.
Zespoły to może za wiele powiedziane, bo oba koncerty były zasługą części owych zespołów wciąż aktywnych muzycznie. Szczególnie widoczne było to w przypadku Petera Hooka & The Light, który to Peter prawie 40 lat temu stanowił jedną czwartą Joy Division. Jak wiadomo, podporą i podstawowym elementem tej formacji był charyzmatyczny wokalista, Ian Curtis, który w 1980 roku popełnił był samobójstwo, dlatego też Peter jako jego zastępstwo stanowił co najwyżej ersatz. Ale choć Hooky do wybitnych wokalistów nie należy akurat z najważniejszymi utworami JD radził sobie zaskakująco dobrze i zarówno „She’s Lost Control”, jak i „Love Will Tear Us Apart”, w którego refrenie wspomagała go spora część publiczności, zabrzmiały jak należy. Tą częścią koncertu, na którą przyszła znakomita część obecnych było odegranie zbioru singli, a zarazem największych przebojów zespołu, „Substance”, poprzedzone przebojami innej formacji Petera, New Order, ze sztandarowym „Blue Monday”. I mimo wcześniej wyrażonych zastrzeżeń poczułem się nagle jakbym widział zespół w małym klubie, gdzieś w 1980 roku. Całość brzmiała zdecydowanie energetycznie i jednak nie były to odgrzewane kotlety. A nostalgia? Też była i kiedy Hooky dedykował swojemu nieżyjącemu od kilku dekad kumplowi przepiękne „Atmoshere”, to czuć było, że mimo upływu czasu nie pogodził się z faktem jego nieobecności. Wers „Don’t walk away, in silence” zabrzmiał tak przejmująco, że tylko dla tej chwili warto było tam być.
O ersatzu mowy nie mogło być w przypadku koncertu Petera Murphego, wokalisty stanowiącego podporę zespołu Bauhaus, którego wspomagał były basista tejże kapeli Dawid J. Pozostali są z Peterem skłóceni i nawet na trasę z okazji 40-lecia swojej formacji się nie pojawili. Szkoda, ale wspomniani starsi panowie dwaj dali sobie dobrze radę. Ci dla odmiany nie sięgali po swoje płyty solowe, tylko skupili na zespole macierzystym i zagrali w całości jego debiut, wspaniały „In the Flat Field”, moją ulubioną płytę z ich dorobku oraz drugie tyle przebojów z innych krążków. I choć widać było szron na głowie i już nie to zdrowie to ponownie poczułem się jakbym przeniósł się w czasie do przełomu lat 70/80-tych.
„In the Flat Field” utwór po utworze… Od szalonego „Double Dare”, poprzez magiczne „A God in an Alcove”, „The Spy in the Cab”, po dramatyczne „Stigmata Martyr” i szalone „Nerves”. Refren „Nerves like nylon, nerves like still” coraz szybciej skandowany w gwałtownie urwanej końcówce. Szkoda tylko, że zabrakło końcowego akcentu na fortepianie. Otaczające mnie stare punki i ludzie z klimatów batcave’owych wirowali w pogo, ale rónie wiele było osób młodych, które urodziły się sporo po rozpadzie kapeli. Słuchanie tego albumu na żywo skończyło się jeszcze szybciej niż przy przesłuchaniu z płyty. Zdecydowanie za szybko.
Na szczęście była jeszcze część z kompozycjami głównie z „Burning from the Inside”. She’s in Parties” zabrzmiało naprawdę potężnie, choć wydawało się, że to taki liryczny utwór. Utwór tytułowy, „King Volcano” i „Kingom Coming” dopełniły obrazu. Szkoda, że zabrakło „Who Killed Mr. Moonlight”, ale lista utworów, na które czasu nie starczyło jest oczywiście dłuższa. Bo czy mogło zabraknąć „Sileni Hedges”, czy „The Passion of Lovers”? Niewiele osób czekało zapewne na „Adrenalin” z ostatniej, wydanej w 2008 roku płyty zespołu, „Go Awal White”, ale nie mogło zabraknąć oczywiście utworu, na który czekali wszyscy obeznani z tematem – „Bela Lugoshi Is Dead”. Ten wciąż, mimo upływu 4 dekad, robi podobne wrażenie jak wtedy, kiedy po raz pierwszy usłyszanego go w audycji Tomasza Beksińskiego. To właśnie ten utwór nadął oblicze całemu rockowi gotyckiemu. I choć Bauhaus nigdy nie stał się tak wielką gwiazdą jak The Cure, to jego wpływ jest trudny do przecenienia. A na bis otrzymaliśmy jeszcze dwa covery, które tak wrosły w ten zespół, że niemal wydają się ich własnością – „Ziggy Stardust” Dawida Bowiego oraz „Telegram Sam” T. Rex.
Peter jako frontman mało konwersował z publicznością, choć zdarzało mu się pożartować podczas przedstawiania kompanów, ale jego charyzma wystarczałaby sama do wypełnienia tej sali. Trochę bawił się rekwizytami, np. koroną itp. I podczas „Bela Lugoshi” wyglądał tak wampirycznie ze szkarłatną apaszką, że bardziej się już nie dało. Przyznam, że był to dla mnie bardzo ważny koncert i poczułem, że pewien poważny muzyczny niedosyt został zaspokojony.
Bauhaus supportowało londyńskie trio Desert Mountain Tribe, w którego muzyce słychać równie wiele gotyckiego rocka, którego Bauhaus są jednymi z ojców, jak i pustynnego, stonerowego, inspirowanego muzyką bliskowschodnią brzmienia Kyuss. Chłopaki wyraźnie byli szczęśliwi z możliwości zagrania na takiej trasie i przez 9 utworów dawali popis energetycznego grania. Szkoda tylko, że energia jaką wykrzesali trochę poszła na marne podczas półgodzinnego oczekiwania na danie główne, wypełnionego muzyka Marleny Dietrich. Ale to już tylko taki drobny zgrzyt, bo ogólne wrażenie było więcej niż dobre.
Peter Hook & The Light (Joy Division), Wrocław, Zaklęte Rewiry, 15.11.2018
Peter Murphy (Bauhaus), Desert Mountain Tribe, Wrocław, A2, 26.11.2018
tekst i foto: Paweł Domino





































































