Tych miasteczek nie ma już/Okrył niepamięci kurz/ Te uliczki, lisie czapy, kupców rój/ Płotek z kozą żywicielką/Krawca Szmula z brodą wielką/Co jak nikt umiał szyć ślubny strój…- napisał kiedyś Wojciech Młynarski w swoim teście pt. „Tak, jak malował pan Chagall”, do którego dodano muzykę Leopolda Kozłowskiego, a artyści piosenki mogli interpretować utwór na wielu scenach i w wielu aranżacjach budząc refleksję i wzruszenie u odbiorców. Dla tych, którzy wolą urok i tragedię żydowskim miasteczek poznawać oddając się lekturze powstała książka Andrzeja Krawczyka.
Autor opowieści „Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony” jest historykiem i dyplomatą, wieloletnim ambasadorem Rzeczpospolitej Polskiej.
We wstępie wyjaśnia ze słowo „sztelt” pochodzi z jidysz i jest zdrobnieniem od terminu „sztot”, czyli miasto i oznacza tyle co „małe miasto”. Pod koniec XIX wieku słowo staje się pojęciem metaforycznym, opisuje tradycyjny, konserwatywny sposób życia Żydów środkowo i wschodnioeuropejskich.
Jak w sztetlu Biłgoraj toczy się życie?
Biedni Żydzi, którzy swoim dzieciom mogą zapewnić jedynie ziemniaki i od czasu do czasu śledzie, pochylają się nad księgami w modlitewnych izbach niczym intelektualni książęta.
Bogaci Żydzi, którzy prowadzą dochodowe biznesy, żyją niemalże jak magnaci.
Nimi wszystkimi próbuje zarządzać państwo w różnych odsłonach – Rzeczpospolita, Rosja, znowu Polska – chcąc na nich zarobić, a czasem skłócić z chłopskim sąsiadem.
Nad głowami jednych i drugich zbierają się czarne chmury…
„Nie ma historii Polski bez dziejów Żydów i nie ma historii Żydów bez dziejów Polski. Dlatego tę książkę warto przeczytać” – napiszę- za dr hab. Jolantą Żyndul, historyczką i badaczką.
Znajdujemy tutaj opis historii Biłgoraju, zarys życia religijnego, politycznego i kulturalnego miasta, mamy także wspomnienie jego zagłady.
Andrzej Krawczyk funduje czytelnikom mentalną wycieczkę, czasem jedyną z możliwych do urzeczywistnienia. Warto to docenić i pochylić się choć na moment nad esencja życia Żydów i świata, który się rozmywa, ginie w mrokach niepamięci.
Oprac. i fot. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.
Spektakl „Lubiewo” wystawiony we Wrocławskim Teatrze Współczesnym to z całą pewnością przedstawienie dobre, warto je zobaczyć, choć trzy godziny wyjęte z życia widza można byłoby zamienić na dwie bez uszczerbku dla zdrowia: sztuki, realizatorów, aktorów i publiczności.
Teatralne „Lubiewo” twórczo odtwarza konwencję i styl autora słynnej „powieści przygodowo-obyczajowej z życia ciot” Michała Witkowskiego. To na podstawie literackiego „Lubiewa” Hubert Sulima stworzył test dramatu ociekającego groteską, archaicznością i współczesnymi dygresjami. Jędrzej Piaskowski – reżyser spektaklu – odświeżył świat Witkowskiego i powstała ciekawa inscenizacja, o której reżyser Jędrzej Piaskowski mówi tak:
… do tej książki przylgnęła taka łatka, że to jest fajna, śmieszna książka o starych ciotach z Wrocławia. A to, co nas teraz uderzyło, to to, że ta książka jest bardzo smutna, wręcz tragiczna, że tak naprawdę jest to bardzo przenikliwy, bolesny komentarz do polskiego społeczeństwa. Że jest to uniwersalna opowieść o Polsce, jej realiach, o polskiej mentalności i ludziach, którzy w niej próbują ulokować jakieś swoje nienormatywne tożsamości, którzy w tych polskich warunkach szukają miłości. Dlatego też jasnym było dla mnie od początku, że gejów z Lubiewa w naszym spektaklu muszą grać także kobiety. Dzięki temu ten materiał rozszerza się znaczeniowo, uniwersalizuje się. Nie budujemy na scenie sentymentalnego gejowsko-peerelowskiego skansenu, chociaż i takie nutki pojawiają się w spektaklu, interesuje nas przede wszystkim wymiar ludzki i społeczny tego materiału literackiego. Tutaj zgadzamy się z Michałem Witkowskim, który wielokrotnie mówił nam: „szukajcie pod tą śmiesznością tragedii i dramatu”.
Ważnym bohaterem „Lubiewa” jest w spektaklu Wrocław. Mapa miejsc, którą wraz z programem otrzymujemy przy wejściu do teatru jednoznacznie wskazuje i nazywa kawiarnię przy Świdnickiej, hotel przy Placu Dominikańskim, Park Słowackiego czy ulicę Gwarną, czyli przestrzenie związane z przeszłością kultury LGBTQ+ w stolicy Dolnego Śląska. I to właśnie wrocławskość przedstawienia jest jego dużym atutem, podobnie jak i dwuaktowa konstrukcja tragifarsy. To dzięki pomysłowi twórców, aktorów i realizatorów po przerwie zupełnie zmienia się dramaturgia i świat postaci zyskuje tragiczny wymiar.
Bohaterowie – wszelkiej maści „cioty”, „luje”, babcie klozetowe i barmanki używając brokatu i soczystego języka kreują na scenie świat wolności. W ciałach starzejących się, ubogich mężczyzn i całego „ciotowskiego uniwersum” widzimy heroizm bycia sobą w brutalnym świecie złośliwego losu i pogmatwanej ideologicznie historii.
Spektakl zawiera sceny nagości, perwersji, przemocy seksualnej i gwałtu, jest rekomendowany dla widzów powyżej 18 roku życia – czytamy w zapowiedzi i o tym warto pamiętać decydując się na spędzenie 200 minut na widowni WTW.
„Lubiewo” Michał Witkowski
reżyseria Jędrzej Piaskowski
adaptacja, dramaturgia Hubert Sulima
koncepcja Jędrzej Piaskowski, Hubert Sulima
scenografia Anna Maria Karczmarska, Mikołaj Małek
asystent scenografów Kacper Łyszczarz
kostiumy Rafał Domagała
światło Klaudia Kasperska
muzyka Jacek Sotomski
asystentka reżysera Anna Kieca
inspicjentka Katarzyna Krajewit
realizacja światła Jan Sławkowski
realizacja dzwięku Piotr Postemski, Maciej Rzońca
realizacja video Agnieszka Piesiewicz, Marek Hajduk
charakteryzacja Iwona Barlik-Grech
obsada:
Mariusz Bąkowski
Krzysztof Boczkowski
Rafał Cieluch
Anna Kieca
Ewelina Paszke-Lowitzsch
Miłosz Pietruski
Dominika Probachta
Tadeusz Ratuszniak
Jolanta Solarz-Szwed
Magdalena Taranta
Krzysztof Zych
Oprac. do
zdj. z archiwum WTW / Filip Wierzbicki
Jesteśmy po premierze drugiego tomu biografii Chopina. I choć pierwszy umknęła mi niepostrzeżenie z czytelniczej ciekawości, to drugi – nadrabia braki. Co ciekawe, fakt ten nie stawia mnie w pozycji przegranej i nie powoduje mojego lekturowego zagubienia. Fragmentaryczność historii, którą poznaję dzięki kompetentnej pracy Alana Walkera- autora biografii- wzbudza we mnie poczucie – spuentowane kiedyś przez Wisławę Szymborską słowami- „Każdy przecież początek/to tylko ciąg dalszy, /a księga zdarzeń/
zawsze otwarta w połowie”. A skoro Noblistka przekonała mnie do siebie niejedną swoją frazą, to trudno nie czerpać dziś przyjemności z czytania drugiego tomu, bez wcześniejszego poznania pierwszego.
Zatem, w drugim tomie biografii wybitnego kompozytora Alan Walker towarzyszy Fryderykowi Chopinowi w okresie jego największych sukcesów. Jesteśmy z Chopinem w paryskich salonach, gdzie błyszczy jako kompozytor, pianista otoczony wybitnymi postaciami z epoki. Wtedy też rozpoczyna się jego skomplikowana droga: okres choroby, wyczerpującej pracy i trudnych wyborów osobistych. W samym centrum tej opowieści Alan Walker stawia George Sand. To w jej domu w Nohant Chopin tworzy muzykę, która na zawsze odmieni historię romantyzmu.
Analiza poetyckich fraz muzycznych, tonacji, szybkości grania polonezów, mazurków, nokturnów i sonat oraz zmagania z brakiem dostępu do instrumentu, czy chorobą – kreślą dynamiczny i dramatyczny obraz bohatera historii.
Poznajemy Chopina u szczytu sławy, śledzimy jego relację z George Sand, walkę z chorobą i ostatnie chwile w mieszkaniu przy Place Vendôme. Dostajemy też opis pogrzebu w kościele św. Magdaleny i konstatację o wstrząsającym końcu pewnej epoki.
Oczywiście, każdy czytelnik ma taką książkę, jaką sobie wyczyta w danym momencie swojego życia. Zachęcam do sięgnięcia po publikację „Chopin. Biografia. Tom 2: Paryż–Panteon, 1838–1849” Alana Walkera, żeby odbyć osobistą peregrynację, przewrotnie zaczynając od końca.
Oprac. do
Tekst powstał dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak.
2026 rok to dla Wrocławskiego Teatru Lalek czas wyjątkowy. Obchody 80-lecia instrukcji ( jej rozwoju i konsekwentnego budowania programu artystycznego, rzetelnej pracy na rzecz misji edukacyjnej i społecznej) WTL rozpoczyna od premiery „Baaacha”. Spektakl w reżyserii Tomasza Maśląkowskiego już w najbliższą sobotę na Scenie Kameralnej.
Na jubileusz działalności zaplanowano także „Kaczątko” reż. Piotr Żukowski (28.02.2026) oraz spektakl pod roboczym tytułem „Tuwim – Wernisch – Sedal” w reż. duetu SKUTR (29.05.2026), a także 8. Przegląd Nowego Teatru dla Dzieci (29.05.2026 – 3.06.2026).
Dziś słów kilka o „Baaachu”, przedstawieniu adresowanym dla dzieci w przedziale wiekowym 3+, będącym Koprodukcją WTL i Fundacji LALE.Teatr, przedstawieniu, w którym kartony będą podgrywały główną rolę, a ich przeobrażenia zaskoczą niejednego dorosłego i młodego widza. Na scenie zobaczymy Kamilę Chruściel i Piotra Starczaka. Usłyszymy utwory Jana Sebastiana Bacha w aranżacjach Grzegorza Mazonia w wykonaniu Grzegorza Mazonia i Eweliny Opłatkowskiej. Co przyniesie 45 minut oświetlane przez Alicję Pietrucką, a choreograficznie opracowane przez reżysera, scenografa, scenarzystę i reżysera w jednej osobie zobaczymy w najbliższą sobotę. To kolejne przedstawienie twórców znanych widzom Wrocławskiego Teatru Lalek z „Kulki” oraz „Kręcipupy”. Możemy spodziewać się twórczych olśnień i oczarowań zaskoczonej wyobraźni.
Wydarzeniu towarzyszy seria działań o charakterze wspomagającym osoby nieróżnorodne i pozostające w kryzysie zdrowia psychicznego.
Oprac. i fot. Do
Zdjęcia z konferencji i próby prasowej (na zdjęciach Jakub Krofta- dyrektor artystyczny WTL, Tomasz Maśląkowski- reżyser i Kamila Chruściel – aktorka)
On wraca – ona czeka. On wraca dziesięć lat z wojny, ona rozkłada sobie to czekanie na części. Dramatyczna opowieść o człowieku, jego walce z przeciwnościami losu, koncepcyjnie doskonale zainscenizowany spektakl „Odyseja” w reżyserii Małgorzaty Warsickiej – od 24 stycznia do zobaczenia na Scenie Ciśnień Teatru Muzycznego Capitol. Rezerwujcie bilety, żeby nie czekać dekady na spotkanie ze zjawiskową inscenizacją eposu.
Mit o Odyseuszu, który wraca dziesięć lat po wojnie trojańskiej do rodzinnej Itaki, gdzie czeka na niego żona, poznajemy w szkole. Analizujemy wtedy uniwersalizm historii, rozmawiamy o tęsknocie, wierności, męstwie, wojnie, podstępie… po to, żeby poczuć i zrozumieć więcej, wzbogacić swoje doświadczenie i uwrażliwić się na los innego człowieka. Czytamy o cyklopach, syrenach, kraju Feaków, wojnie trojańskiej, nimfie Kalipso, Posejdonie, Telemachu, Kirke, Hermesie…
Potem idziemy do teatru i okazuje się, że literatura ze swoim porównaniem homeryckim, heksametrem, nadmiarowym nasyceniem historii bohaterami i zdarzeniami może mieć swoją sceniczną egzemplifikację, która mocniej działa na odbiorcę niż starożytny grecki epos w najlepszym tłumaczeniu.
„Odyseja” w Capitolu to przedstawienie, które ma swój rytm i puls, żyje precyzyjną improwizacją i wizualną metaforyką. Nie daje szans na oddech i nie usypia mrokiem. Długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Uniwersalizm historii drąży mózg, pogłębia ścieżki interpretacji i rozgałęzia je ukazując inne potencjalne drogi.
Na scenie wielowymiarowe postacie kreują: Justyna Szafran, Sambor Dudziński, Dawid Suliba, Emose Uhunmwangho i Karolina Klich. Śpiew, gra na instrumentach, dialogi składają się na spójny obraz uniwersalnej historii m.in. o traumie i zmaganiu z cierpieniem.
Nie bez znaczenie dla przedstawienia jest tekst dramaturgiczny, który do wrocławskiej inscenizacji przygotował Jarosław Murawski. Dramaturg stworzył go na podstawie „Odysei” Homera w przekładzie Lucjana Siemieńskiego, wykorzystał także fragmenty książki „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej. Inspirował się utworami: „Podróż” Zbigniewa Herberta, „Moby Dick” Hermana Melville’a (w przekładzie Bronisława Zielińskiego), „Heroidy” Owidiusza (w wolnej parafrazie). Z ust bohaterów teatralnej „Odysei” płynęły także Mickiewiczowskie frazy. Niektóre słowa brzmiały jak aforyzmy, skrzydlate słowa, które mają moc zmiany myślenia.
To, co od strony muzycznej i dźwiękowej zrobił Paweł Romańczuk budzi największy podziw. Założyciel zespołu Małe Instrumenty, kompozytor i wynalazca sprowadził na scenę i oddał w ręce aktorów oryginalne instrumenty o niepospolitych wymiarach i oryginalnym dżwięku. Niektóre przypominały klasyczną cytrę, marimbę, kontrabas i pianinko, ale pozostałe -w zacienionej głębi sceny- były dla mnie intrygującą tajemnicą. Ich puls współtworzył przedstawienie nadając historii niezwykłego kolorytu.
Scenografia, światło i kostiumy – wedle pomysłu Katarzyny Borkowskiej – stworzyły z „Odysei” metaforyczny, wizualny majstersztyk. Żeby docenić wszystkie plastyczne aspekty spektaklu musiałabym oglądnąć go raz jeszcze. Maski, kostiumy, akwarium, w którym pływa Odyseusz, pole golfowe, żaglówka, świetlówkowy maszt, oczy opatrzności, kamienie …to tylko niektóre elementy scenografii, które akcentują twórcy, wydobywając je z mrocznej przestrzeni sceny.
Warto jeszcze wspomnieć o fenomenalnie śpiewanych pieśniach i zgrabnie budowanej amplitudzie napięć. Po dramatycznych i refleksyjnych scenach następują fragmenty zabawne przynoszące ważny dystans. Są psychoterapią dla straumatzowanych bohaterów. Oniryczność przeplatana jest dynamicznymi songami.
„Odyseja” w Teatrze Muzycznym Capitol to przedstawienie ważne, piękne i uniwersalne. Szkoda byłoby, żeby utonęło w kalendarzu licznych premier teatralnych. Nie pozwólmy mu na to.
Oprac. do
Jak rozwój Azji wpływa na nasze życie? Jak będzie wyglądał świat w 2100 roku? Mięso z laboratorium, koktajle z meduz, sztuczna inteligencja i chipy w mózgu. Azja rośnie w siłę – gospodarczo, kulturowo i militarnie – i często wyprzedza Zachód, pokazując, jak mogą wyglądać nasze miasta, praca czy rodzina w przyszłości.
Simone Pieranni – włoski dziennikarz i znawca Azji – zabiera czytelnika w podróż od uporządkowanego Singapuru po wojskowe Mjanmę i Malezję, od dynamicznie rozwijającego się Wietnamu po Kambodżę, od Chin po Indie i Japonię, a także – na Filipiny, Tajwan i do obu Korei. Autor proponuje pogłębione spojrzenie na kontynent, który poprzez konflikty społeczne, nowinki technologiczne i trendy kulturowe pomaga nam wyobrazić sobie odległą i mniej odległą przyszłość.
Intencją tej książki jest przyjrzenie się kontynentowi, z którego możemy czerpać przykłady, inspiracje, przeczucia… Albo którego błędów możemy uniknąć – czytamy we wstępie. I ta refleksja jest dla mnie główną ścieżką czytelniczych poszukiwań.
W prądzie lekturowego zanurzenia znajdujemy taką sytuację: po powrocie do domu osoba zostaje przywitana przez cyborga, który pyta, jak minął dzień, a potem- co chciałaby zjeść na kolację. Osoba pyta, jakie są możliwości. Odpowiedź cyborga brzmi: „Moje skany wskazują na to, że masz niski poziom aminokwasów i ze możemy to rozwiązać dodatkowymi proteinami. Sugeruję zatem dwie opcje na kolację: hodowane mięso wieprzowe i proteiny z pestek dyni, a do tego fermentowane białe wino, albo zapiekankę z hodowanej komórki kurczaka i fermentowane lody na deser”.
Inny fragment książki ciągnie w kierunku medycznych kontrowersji. Czytamy – osoba dopuszcza się agresji podczas epizodu psychotycznego, powinna móc uniknąć więzienia, jeżeli zgodzi się na wszczepienie chipa mózgowego kontrolującego jej stan psychiczny? Ile powinno kosztować zwiększenie własnej inteligencji dzięki chipowi neuronowemu?
Jeśli tego typu treści napędzają waszą czytelniczą ciekawość to warto sięgnąć po nowość wydawniczą od oficyny Znak. Jeśli szukajcie teraz innych doznań i wolicie nie wiedzieć, jak -przypuszczalnie- Azja wpłynie na wasze życie w 2100 roku (tym bardziej, że najpewniej nie będzie to już wasze życie tylko życie przyszłych pokoleń) to nie kupujcie tej książki dla siebie, zróbcie prezent dziecku, ono ma szanse dociągnąć do przyszłego wieku zajadając fermentowane lody. Smacznego.
Oprac. i fot. Do
Tekst powstał dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak.
Ponad 350 obiektów z wizerunkami św. Franciszka z Asyżu, wśród nich obrazy i rzeźby, medale i znaczki pocztowe, a nawet witraże, można zobaczyć na nowej wystawie w Muzeum Etnograficznym we Wrocławiu. „Kazanie do ptaków” to ekspozycja pokazująca zbiory prof. Franciszka Kusiaka, historyka i wieloletniego wykładowcy Uniwersytetu Wrocławskiego, który od lat kolekcjonuje wizerunki swojego patrona. Kuratorką wystawy jest Joanna Kurbiel. Ekspozycja dostępna będzie dla zwiedzających od 24 stycznia do 1 marca.
„Kazanie do ptaków. Wizerunki Świętego Franciszka z kolekcji prof. Franciszka Kusiaka” to pełny tytuł wystawy zorganizowanej z okazji przypadającej w 2026 roku 800. rocznicy śmierci założyciela zakonu franciszkanów. Pomysł tej ekspozycji wyszedł od samego kolekcjonera, który od ponad 80 lat gromadzi różne przedmioty z przedstawieniami Biedaczyny z Asyżu.
Ekspozycja obejmuje liczne obrazki religijne, wykonane różnymi technikami graficznymi. Niektóre z nich są unikatowe i rzadko spotykane, inne pochodzą ze znanych serii wydawanych w XVII, XVIII i XIX w. przez europejskie oficyny wydawnicze. Stylistycznie wyróżniają się dwa francuskie zbiory z pierwszej połowy XX w., które zachwycają geometrycznymi ornamentami i liternictwem w stylu art déco.
Unikatowe w pokazywanej kolekcji są dwa witraże z wizerunkiem „świętego od zwierząt”. Ich obecność na wystawie jest tym bardziej warta uwagi, że witraże nieczęsto goszczą w muzealnych salach ekspozycyjnych.
Prezentowane są również współgrające z duchowością św. Franciszka obrazy współczesnej malarki z Roztocza Elżbiety Hałasy. Ich głównym tematem jest roztoczańska przyroda, pośród której artystka sportretowała świętego w nieoczywistych sytuacjach, odbiegających od powszechnej ikonografii, np. w trakcie pracy przy żniwach.
„Obiekty zgromadzone na wystawie pozwalają prześledzić, jak zmieniała się wizualna narracja o św. Franciszku oraz jak silnie symbolika franciszkańska zakorzeniła się w kulturze europejskiej. Prezentacja kolekcji prof. Kusiaka jest więc nie tylko świadectwem indywidualnej pasji kolekcjonerskiej, lecz także zaproszeniem do refleksji nad trwałością franciszkańskiego przesłania” – zachęca Marta Derejczyk, kierowniczka Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu.
Pasja kolekcjonerska profesora Franciszka Kusiaka budzi podziw, a przypomnienie sylwetki świętego z Asyżu -w ciekawie zaaranżowanej przestrzeni wystawienniczej- ożywia wyobraźnię zwiedzających.
Oprac. i fot. do
Na Scenie Ciśnień Teatru Muzycznego Capitol w najbliższą sobotę zobaczymy „Odyseję” w reżyserii Małgorzaty Warsickiej. W spektaklu adresowanym dla widzów powyżej szesnastego roku życia w rolach głównych wystąpią Justyna Szafran jako Penelopa i Sambor Dudziński jako Odyseusz. W mitycznej historii zobaczymy także: Dawida Sulibę, Emose Uhunmwangho oraz Karolinę Klich.
O spektaklu czytamy, że to historia o mężczyźnie, który musi przebyć drogę bohatera, by ocalić własną duszę i o kobiecie, która czuwa przy granicy życia i śmierci, pomiędzy realnością a snem, próbując wywołać go z otchłani. To opowieść o tym, że każdy powrót – czy to z wojny, kryzysu, czy z ciemności – jest tak naprawdę mozolnym, bolesnym odnajdowaniem własnej tożsamości.
Reżyserka, Małgorzata Warsicka, o „Odysei” mówi: „Mam nadzieję, że uda nam się oddać wielowymiarowość tej historii, ponieważ Odyseja jest zarówno archetypową opowieścią o powrocie do domu, o bohaterze wojennym, który po dziesięciu latach walk pod Troją wraca i próbuje nie tylko odnaleźć drogę do rodziny, lecz także otrząsnąć się z wojennej traumy, a z drugiej strony opowieścią o konsekwencjach wyborów, które ten bohater podejmował w czasie wojny.
Istotne w naszej inscenizacji jest to, że znacznie rozwinęliśmy wątek Penelopy. W oryginale pełni ona raczej rolę epizodyczną, jest symbolem wiernej żony, do której się wraca. My jednak dajemy jej głos i rozwijamy jej perspektywę, przyglądając się samemu doświadczeniu czekania, temu, co robi z człowiekiem czas spędzony w samotności i niepewności”.
Tekst sceniczny spektaklu przygotował Jarosław Murawski na podstawie „Odysei” Homera w przekładzie Lucjana Siemieńskiego. W spektaklu wykorzystano fragmenty książki „Miłość z kamienia” Grażyny Jagielskiej (wydawnictwo główne: Mando). Teksty autorskie zainspirowane utworami: „Podróż” Zbigniewa Herberta, „Moby Dick” Hermana Melville’a (w przekładzie Bronisława Zielińskiego), „Heroidy” Owidiusza (w wolnej parafrazie).
tekst sceniczny: Jarosław Murawski
reżyseria: Małgorzata Warsicka
muzyka: Paweł Romańczuk
scenografia, światło, kostiumy: Katarzyna Borkowska
ruch sceniczny: Agnieszka Jachym
reżyseria dźwięku: Bartłomiej Góra
przygotowanie wokalne: Marta Budzyńska-Solarska, Marzena Matyla
inspicjenci i suflerzy: Małgorzata Szeptycka, Hubert Michalak, Wojciech Kupczyński, Agata Jaszke
asystentka reżyserki: Karolina Klich
wsparcie asystenckie: Ada Widziewicz, Artur Wójcik, Jan Wacławowicz
OBSADA
Penelopa: Justyna Szafran
Odyseusz: Sambor Dudziński (gościnnie)
Zeus/Posejdon/Telemach/Antinoj/Kyklop/Elpenor/Hermes: Dawid Suliba
Atena/Psychoterapeutka/Tejrezjasz/Kyklop: Emose Uhunmwangho
Nausyka/Kirke/Kalypso/Dziewczyna/Matka/Kyklop: Karolina Klich (gościnnie)
premiera 24 stycznia 2026 roku na Scenie Ciśnień
kolejne spektakle: 25.01, 27.01, 28.01, 31.01, 1.02, 13.02, 14.02, 15.02
spektakl dla widzów 16+
oprac. do
fot. Marcin Suchorabski


































































